Moja twórczość

Obrazy na sprzedaż

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

Zaufaj sobie

 Kochani! 

U mnie wszystko dobrze. Miłość kwitnie i się stabilizuje. Przy M. czuję się coraz bezpieczniej. Przez chwilę miałam niewielkie lęki, że mnie zostawi, że mu się odwidzi, ale porozmawiałam z nim o tym i lęki minęły jak ręką odjął.

Jeśli chodzi o pracę to też dobrze. W dalszym ciągu czuję się tam potrzebna i chciana. 

Studia? No w połączeniu z pracą nie jest łatwo, ale też daję radę. Nie opuściłam jeszcze ani jednego wykładu. Na niektórych się nudzę, ale wtedy inne rekompensują mi to z nawiązką. 

Co do studiów to przyznam jeszcze, że pewnego dnia obudziłam się z myślą "jak żyć?!'. Byłam tak potwornie zmęczona po jednym ze zjazdów, a tu następnego dnia od razu do pracy, w której miałam tego dnia prowadzić szkolenia dla innych pracowników. To był okres kiedy odkładałam wszystko na później, bo byłam zbyt zmęczona. I w ten sposób cały czas myślałam o tym, co muszę zrobić, stresowałam się tym, a w efekcie nic nie robiłam sensownego. Każdego dnia budziłam się i zasypiałam z gonitwą myśli. Doszłam do wniosku, że nie mogę tak żyć, trzeba coś zmienić. I tutaj jestem z siebie dumna, bo nie pomyślałam o tym, aby rzucić szkołę albo wziąć urlop, ale zaczęłam się zastanawiać co mogę zmienić w organizacji mojego dnia. Zaczęłam prowadzić kalendarz i planować sobie tydzień i każdy dzień z osobna. Zadziałało.

Ale uwierzcie, byłam już w takim stanie, że kręciło mi się w głowie, miałam ogromne lęki, niepokoje (takie, że płakałam ze strachu nie wiadomo przed czym), a kiedy się poruszałam to na moich oczach pojawiało się jakby takie niebieskie szkiełko, przez które wszystko w ułamku sekundy widziałam na niebiesko. Bardzo przestraszyłam się tym stanem i następnego dnia zadzwoniłam do psychoterapeutki. 

Kiedy do niej poszłam byłam już wypoczęta (w końcu zaczęłam planować) i wcześniej sama znalazłam sposób na rozwiązanie swojego problemu. Ale mimo to chciałam się z nią zobaczyć. Chciałam z nią porozmawiać, bo zwyczajnie się za nią stęskniłam. Dała mi zadanie domowe - zaufać sobie. Zapytałam: co to znaczy? Odpowiedziała, że mogą mi się zdarzyć różne załamania, niepokoje, szczególnie, gdy znajduję się w nowej sytuacji. Jednak zamiast podejmować drastyczne kroki warto odczekać tydzień lub dwa, aby sytuacja się unormowała i abym zdążyła się przekonać, że ze wszystkim sobie dam radę. 

M. bardzo mnie wspiera, troszczy się i martwi, gdy coś jest nie tak. Zawsze jest chętny do pomocy, nie krytykuje i nie ocenia. Oby mu tak zostało ;)





Mój chłopak - M. !



Dzisiaj chciałabym Wam napisać coś więcej o moim chłopaku. A właściwie o moich uczuciach i odczuciach.

M. jest kochany, czuły, troskliwy, wrażliwy i empatyczny. Naprawdę nie sądziłam, że w swoim życiu trafię na takiego mężczyznę, nie wierzyłam, że tacy istnieją. Jest normalny. A poznaliśmy się na... Tinderze. Hmm... właściwie to świadczy o jego nienormalności, ale co tam! W końcu ja też tam byłam. 
Wszystko zaczęło się tak, że urzekł mnie jego opis na Tinderze. Napisał, że nie jest ani misiowaty, ani puszysty tylko jest po prostu gruby. No to poczułam nić porozumienia i kliknęłam w serduszko. I napisałam do niego - że ja też jestem gruba 😂 No i zaczęliśmy rozmawiać. Po godzince przerzuciliśmy się na rozmowę telefoniczną i zaproponowałam spotkanie. Co zabawne, byłam tego dnia umówiona na spotkanie z inną randką, ale odmówiłam tamtego faceta pisząc, że znalazłam kogoś innego i bardzo dobrze mi się z tym kimś innym rozmawia. Nie chciało mi się nawet nic wymyślać. Także byłam i ubrana i pomalowana, nawet się szykować nie musiałam. No i spotkaliśmy się. Oczywiście byłam bardzo nieodpowiedzialna, bo wsiadłam do niego do samochodu, wywiózł mnie do innego miasta, do parku. Potem pojechaliśmy do karczmy coś zjeść. Po raz pierwszy tak się czułam na randce - patrzył na mnie z fascynacją, ale i z szacunkiem. Czułam się jak jedyna na świecie dziewczyna, wyjątkowa i niepowtarzalna - i po dwóch miesiącach dalej się tak czuję. Następnie pojechaliśmy nad jezioro i tam również było wspaniale i romantycznie. 

Oczywiście z początku byłam bardzo nieufna. Nie ufałam sobie, nie wierzyłam, że jakikolwiek związek może mi się udać - po kilku takich, które kończyły się po tygodniu, dwóch, maksymalnie trzech miałam prawo być nieufna - a zawsze to ja zrywałam. Teraz nabieram coraz więcej pewności i powiem Wam, że powoli tracę głowę. Tak, zwykle to się dzieje na samym początku związku, u mnie to trochę trwało 😅 ale czuję jak z każdym dniem coraz bardziej nie mogę przestać o nim myśleć. No po prostu jestem zakochana! 

Nie sądziłam, że trafi mi się mężczyzna, który tak bardzo będzie mi odpowiadał. Niesamowite.


Urodzinowe przemyślenia

 Nie wiem jak zacząć. Powinnam była spisywać to wszystko na bieżąco, ale nie byłam w stanie, chciałam, aby czas ugruntował pewne rzeczy i sprawił, że łatwiej będzie o nich pisać.

Może zacznę od środka.

Jak niektórzy z Was się zorientowali – równy tydzień temu miałam 27. urodziny. To był piękny dzień. Widziałam się z M. (opowiem o nim potem) i z moją ukochaną siostrą. W dodatku uświadomiłam sobie jak wiele osób o mnie po prostu pamięta i jak dla wielu osób jestem ważna. I jak bardzo oni są ważni dla mnie.

Tego dnia mocniej uświadomiłam sobie, że mam czwórkę wspaniałych przyjaciół, na których mogę w każdej chwili polegać (nie licząc siostry i babci). Ktoś powie, że to dużo, że pewnie nie są przyjaciółmi, że przesadzam… Ale to są przyjaciele. Przyjaźnie, które na co dzień pielęgnujemy, które są piękne i czyste. To ogromne szczęście mieć takich ludzi wokół siebie.

Odkąd wyszła Kraina Lodu II bardzo często słuchałam piosenki „Pokaż się”. Ta piosenka była dla mnie ważna ze względu na to, że moim marzeniem jest odkryć siebie i być szczęśliwą. Tydzień temu, koło południa, również puściłam sobie tę piosenkę i popłakałam się z żalu, że skończyłam 27 lat, a dalej nie odnalazłam swojego domu i siebie. Potem przyszedł M. z pięcioma pięknymi czerwonymi różami po czym poszliśmy na krótki spacer. Wieczorem przyjechała do mnie siostra. Długo rozmawiałyśmy, również o moim lęku związanym ze związkiem, o tym, że mam tak wartościowego człowieka przy sobie, który jest tak naprawdę spełnieniem moich marzeń, a przez nieokreślony lęk, który we mnie tkwi – boję się, że to zepsuję. Boję się powagi tego, co się dzieje, co może się wydarzyć (np. ślub w przyszłości). Ona też mówiła mi o sobie, o swoich poszukiwaniach siebie. I tak w rozmowie uzupełniałyśmy siebie nawzajem, słuchałyśmy muzyki, która grała nam w duszy. Było to do tego stopnia głębokie i pouczające, że kiedy wyszła posłuchałam jeszcze raz piosenki „Pokaż się” i odkryłam, że ta piosenka to nie jest koniec drogi Elsy. Nie ma tam słów „odnalazłaś dom”, ale są „dom odnajdziesz – uwierz w sen”. Słuchając tym razem tej piosenki odkryłam, że po rozmowie z siostrą coś ogromnie się we mnie zmieniło. Ruszyłam kilka milowych kroków do przodu. I to jest najważniejsza część tego postu. Ciężko to opisać. Poczułam, że jestem pełnią, że jestem całością, że jestem taka, jaka powinnam być. I słowa piosenki

„Dom odnajdziesz uwierz w sen!

Teraz wiem!

Pokaż się, bądź godna tej mocy

Zanurz się w całkiem nowy świat

Tyle na siebie czekałaś lat

I oto czas.

Och, pokaż się! To Ty!”

Są skierowane wprost do mnie. Poczułam się wypełniona siłą pochodzącą z poczucia bycia pełnią. Teraz mogę szukać DOMU. Mojego własnego, a nie tego rodzinnego, który był kiepskim domem. Teraz mogę dzielić się dobrem, które jest we mnie, bo już nikomu niczego nie zazdroszczę, bo sama mam wszystko, czego potrzebuję: Boga, przyjaciół, rodzinę, pracę, SIEBIE.

Kiedy opowiedziałam o tym odkryciu babci, powiedziała jedno słowo: NARESZCIE!

Tak bardzo mnie to słowo ucieszyło!

I nie, to nie jest tak, że wszystkie smutki odeszły, że teraz jest idealnie. W żadnym razie. Ale teraz wiem, że mam w sobie wszystko, aby sobie pomóc. A jeżeli czegoś nie mam to są blisko mnie przyjaciele, jest terapeutka, jest lekarka. I w każdej chwili mogę poprosić o wsparcie.

A o M. opowiem Wam w innym poście, bo ten i tak już jest strasznie długi. W skrócie powiem, że znalazłam bardzo wartościowego mężczyznę, w którym się zakochałam i który zakochał się we mnie. 



Powspominamy? Początek romansu.

Lepiej grzeszyć i żałować niż żałować, że się nie grzeszyło. 

Początek romansu z Uwodzicielem – żonatym mężczyzną po pięćdziesiątce. Ten romans trwał ponad półtora roku. Już dawno jest zakończony. Czy żałuję, że grzeszyłam? Nie. Za to miałabym wiele do żałowania gdybym nie zgrzeszyła. Piękny, dynamiczny i kolorowy czas mojego życia – tak to dzisiaj oceniam.

24 lipca 2017 roku.


Oryginalna notka: Pragnienie

Ja nie przeczułam, Tyś nie odgadł...

Oto my, nadzy kochankowie,
piękni dla siebie — a to dosyć —
odziani tylko w listki powiek
leżymy wśród głębokiej nocy.

Ale już wiedzą o nas, wiedzą
te cztery kąty, ten piec piąty,
domyślne cienie w krzesłach siedzą
i stół w milczeniu trwa znaczącym.

I wiedzą szklanki, czemu na dnie
herbata stygnie nie dopita.
Swift już nadziei nie ma żadnej,
nikt go tej nocy nie przeczyta.

A ptaki? Złudzeń nie miej wcale:
wczoraj widziałam, jak na niebie
pisały jawnie i zuchwale
to imię, którym wołam ciebie.

A drzewa? Powiedz mi, co znaczy
ich szeptanina niestrudzona?
Mówisz: Wiatr chyba wiedzieć raczy.
A skąd się wiatr dowiedział o nas?

Wleciał przez okno nocny motyl
i kosmatymi skrzydełkami
toczy przyloty i odloty,
szumi uparcie ponad nami.

Może on widzi więcej od nas
bystrością owadziego wzroku?
Ja nie przeczułam, tyś nie odgadł,
że nasze serca świecą w mroku.
(Wisława Szymborska - Jawność)



U mnie sporo zmian.
Wróciliśmy do siebie z Uwodzicielem. 
Dostałam się do dużo lepszej pracy - teraz pracuję w banku, a co za tym idzie - zarabiam więcej, a pracuję po osiem godzin. 
Nie przesiaduję już na internecie i nie wczytuję się w chorobowe objawy. Staram się żyć jakby nic mi nie dolegało i naprawdę dużo lepiej się z tym czuję. Minus jest taki, że zapominam czasem o braniu leków, bo po prostu nie myślę o tym, że jestem chora - tego muszę przypilnować.

Piszę to, bo widzę, że blog zdobywa coraz więcej czytelników, a ja go zaniedbuję. Mam zamiar znowu zacząć pisać notki na bieżąco, bo dużo fajnego się u mnie dzieje. Nie da się teraz tego opisać, bo za dużo czasu minęło. Na wiele rzeczy już patrzę z dystansu, bo wiem co stało się później.
Jednak zmieniłam się przez ten czas. Dojrzałam. Jestem nieco inną kobietą. Takie zdawkowe informacje muszą Wam niestety na razie wystarczyć.
Jeśli tu jesteście - zostawcie komentarz. To mobilizuje do pisania!

I don't wanna hurt you

Jeżeli mam być szczera to szczyt hipomanii już za mną. Wczoraj cały dzień odsypiałam niedospane godziny, dzisiaj też przesiaduję w piżamie. Czas wydaje się kwestią względną. 
Miałam już dzisiaj iść do pracy, ale zadzwonili, że jednak dopiero od poniedziałku - i w ten sposób okazało się, że całą majówkę mam wolną. Może i bym coś z tym zrobiła, ale... czy mi się chce?
Ale nie o tym miała być notka. Chciałam Wam napisać, że przeżyłam wspaniały weekend z kolegą, który również ma ChAD. Po tych dwóch dniach, które spędziliśmy ze sobą, mam wrażenie jakby kamień spadł mi z serca, otworzyły się jakieś zamknięte drzwi, rozpłynęła się jakaś trauma. 


Nie potrafię kochać - tego jestem pewna. Potrafię się jedynie zakochiwać na kilka tygodni, a potem rzucać nieszczęśnika znienacka, kiedy najmniej się tego spodziewa. Dlatego od wielu lat jestem sama (Uwodziciela nie liczę) i dlatego pewnie pozostanę sama. Nie wyobrażam sobie siebie w roli wiernej żony, nie wyobrażam sobie siebie w roli cierpliwej i kochającej matki. I kolega, z którym się spotkałam, ma bardzo podobne podejście do relacji damsko-męskich. To pierwszy mężczyzna, o którego się nie boję, że go skrzywdzę. Nie, nie dlatego, że nie ma uczuć, tylko dlatego, że on doskonale rozumie ograniczenia, z którymi się zmagam, a które dotyczą właśnie relacji damsko-męskich. 



Mamo, ja nie chce za mąż
Chce blasku i chce oklasków
Chce w tłumie klejnotem pierwszym być
Mamo, ja nie chce za mąż
I co dzień być jak przechodzień
Co musi udawać zamiast żyć
Mamo, pod naszą bramą koła zetrą bruk
Jak przed damą klęknie u mych stóp
Tato, za oknem lato świat osłodzi bzem
A on bryką w nieznane porwie mnie

Pnie się mój różowy powój w górę wciąż się pnie
Migdałowy zapach ma i smak
Tulą się motyle tulą, tulą
A ja nie, bo mnie jest miłości ciągle brak

Mamo, ja nie chce za mąż
Nie zniosę mężusia kmiotka
Ja spotkać skrzydlatą miłość chcę
Mamo, ja nie chce za mąż
Chce drania co wart kochania
Gdy stuka pięściami w serce me

Mówi się, że osoby z borderline czy ChAD to potwory i najlepiej uciekać od nich jak najdalej. Być może rzeczywiście tak jest. Może to jest tak, że zdrowy chorego nie zrozumie? Może ChAD powinien skumać się z innym ChADem i żyć swoim szalonym życiem? 

A co do traumy, która ze mnie zeszła. Jeszcze nie do końca wiem co to. Wiem, że zostałam powalona dobrocią i jakąś formą miłości. Teraz, gdy myślę o Uwodzicielu, to zastanawiam się dlaczego godziłam się na to lub tamto. 
Normalna rzecz, jak np. objęcie w autobusie, rodziło we mnie z początku niepokój, bo ktoś zobaczy. A potem uświadamiałam sobie, że wcale nie muszę się z niczym kryć, bo żadne z nas nikogo nie zdradza.

Kiedyś Wam już pisałam, że lubię opisywać swój stan piosenkami. Dlatego poza dwoma, które wkleiłam wcześniej, są jeszcze te:



She looks up to the mirrored glass 
She sees a horse and rider pass 
She says, "This man's gonna be my death 
'Cause he's all I ever wanted in my life 
And I know he doesn't know my name 
And that all the girls are all the same to him 
But still I've got to get out of this place 
'Cause I don't think I can face another night 
Where I'm half sick of shadows 
And I can't see the sky 
Everyone else can watch as the tide comes in 
So why can't I 

And it's raining 
And the stars are falling from the sky 
And the wind 
And the wind I know it's cold 
I've been waiting 
For the day I will surely die 
And it's here 
And it's here for I've been told 
That I'll die before I'm old 
And the wind I know it's cold..." 

But there's willow trees 
And little breezes, waves, and walls, and flowers 
And there's moonlight every single night 
As I'm locked in these towers 
So I'll meet my death 
But with my last breath I'll sing to him my love 
And he'll see my face in another place," 
And with that the glass above 

Her cracked into a million bits 
And she cried out, "So the story fits 
But then I could have guessed it all along 
'Cause now some drama queen is gonna write a song for me," 
She went down to her little boat 
And she broke the chains and began to float away 
And as the blood froze in her veins she said, 
"Well then that explains a thing or two 
'Cause I know I'm the cursed one 
I know I'm meant to die 
Everyone else can watch as their dreams untie 
So why can't I 



I'm your Opheliac
I've been so disillusioned
I know you'd take me back
But still I feign confusion
I couldn't be your friend
My world was too unstable
You might have seen the end
But you were never able

To keep me breathing
As the water rises up again
Before I slip away!


You know the games I play
And the words I say
When I want my own way
You know the lies I tell
When you've gone through hell
And I say I can't stay
You know how hard it can be
To keep believing in me
When everything and everyone
Becomes my enemy and when
There's nothing more you can do
I'm gonna blame it on you
It's not the way I want to be
I only hope that in the end you will see


It's the Opheliac in me...
It's the Opheliac in me...

I'm your Opheliac
My stockings prove my virtues
I'm open to attack
But I don't wanna hurt you
Studies show:
Intelligent girls are more depressed
Because they know
What the world is really like

Don't think for a beat it makes it better
When you sit her down and tell her
Everything gonna be all right
She knows in society she either is
A devil or an angel with no in between

She speaks in the third person
So she can forget that she's me

Doubt thou the stars are fire
Doubt thou the sun doth move
Doubt truth to be a liar
But never doubt... 

Przebudzenie


Jeszcze chwila, moment - zaledwie dwa dni - i uwolnię się od mieszkania z rodzicami!
Część rzeczy jest już przewieziona do wynajętego mieszkania, ale lwia część jeszcze na to czeka. Jutro idę do pracy, dlatego zajmę się tym pojutrze.



Cieszę się, że wszystko się ze sobą wspaniale zgrywa. Moja przeprowadzka, nadejście wiosny, cieplejsze dni, lepszy stan psychiczny. Mam nadzieję, że szykuje się w końcu dobry czas w moim życiu. Niech będzie chociaż przez chwilę spokój!

Przeżywam też bardzo nieśmiałe przebudzenie duchowe. Pomimo tego, że nie obchodziliśmy świąt u mnie w domu, zmartwychwstanie Jezusa jakoś mnie dotknęło. I jak zastanawiam się "co po Uwodzicielu?" to nie myślę o  tym żeby szukać jakiegoś faceta... Tak naprawdę to chciałabym żyć dążąc do świętości w samotności. Do zakonu żadnego mnie nie przyjmą z moją chorobą, małżeństwa sobie nie wyobrażam... Pewnie jeszcze długa droga terapii przede mną. Ale przebudzenie duchowe jakieś nastaje...

Łóżko, Kołdra, Miłość, Dotyk

Łóżko 
To przedmiot, który nas 
Godzi i budzi strach
Czy wytrzymamy jeszcze razem
Kołdra
Zabierasz większą część
Zsuwasz ją kiedy chcesz
Przekonać się, czy to na pewno 
Miłość
O miłość trzeba dbać 
Karmić ją cały czas
Szczególnie gdy leżymy razem
Dotyk
A po nim cisza słów
I ocieranie skóry
Nagle czerwonej od nabiegłej krwi 
Mojej i twojej krwi 
Zachłanni, więcej jej produkujemy 
żeby dalej, dalej, dalej...
Miłość to czas
W słowach pozamykany
A ja kłopoty z niedomówieniami mam
Miłość to czas
Z czasem zapominamy 
A ja kłopoty z zapamiętywaniem mam
(sł. Janusz Radek)


Przedwczoraj nie potrafiłam się pozbierać po kłótni z Uwodzicielem. Tak bardzo bolało mnie to, co mi powiedział... Wczoraj widzieliśmy się chwilę i dalej się kłóciliśmy. Odwołał nasze całonocne spotkanie, które miało być w przyszłym tygodniu. Ja byłam za tym żeby się spotkać, aby porozmawiać. Poprosił mnie żebym zadzwoniła jak dojadę do domu.
Zanim się do siebie dodzwoniliśmy, przepłakałam godzinę. Dałam sobie prawo do płaczu, a raczej terapeutka na ostatniej sesji mi dała to prawo. Powiedziała, że pomimo tego, iż wiem od początku, że ten związek zmierza ku końcowi, to będę cierpieć jak po normalnym rozstaniu. Gdyby nie te słowa to pewnie bym nie płakała. 
W końcu, gdy już rozmawialiśmy z U., doszliśmy znowu do porozumienia. Spotkanie jednak się odbędzie.
Dzisiaj rano zadzwoniłam do niego i okazało się, że jest chory. Już wczoraj źle wyglądał i mówił, że coś go bierze. Dzisiaj słyszałam w słuchawce, że rzeczywiście nie jest dobrze. Spotkanie odwołane. Nie, nie złoszczę się o to, bo to sytuacja losowa.
Jednak mam wspomnienie jego wzroku, gdy się kłóciliśmy. Jego słowa o tym, że nie ma co się starać, bo i tak nie będziemy ani parą, ani małżeństwem. Jego brak odwagi, aby powiedzieć mi co myśli.
Kiedy dzisiaj odwołał to spotkanie zorientowałam się, że to koniec. Nic na siłę - to nasza dewiza. Nie wytrzymamy ze sobą dłużej, brakuje już tej energii, tej odwagi, aby sprzeciwiać się otoczeniu. Myślę, że oboje to wiemy. Ja byłabym w stanie jeszcze walczyć, ale widzę, że on już nie. Nic na siłę.

Dzisiaj też płakałam. Tak bardzo boję się samotności! Boję się, że nigdy nikogo nie spotkam. Ale w takim układzie z Uwodzicielem jaki teraz mam tylko marnuję swój czas. Trzeba podjąć jakieś kroki zamiast tkwić w marazmie.

Jak pies z kotem

Uwodziciel: Panno Mary, idzie pani zapalić?
Ja: Jasne, tylko zaniosę rzeczy.
Poszłam na swoje stanowisko pracy, odłożyłam to, co niepotrzebne, wzięłam papierosy i szczęśliwa zjechałam na dół. Szczęśliwa i nieco skrępowana, bo nie wiedziałam jak się zachować. Wszyscy nas obserwują, plotkują... Jak się zachować, aby było dobrze?
Ja: Jestem, możemy iść
Uwodziciel: Super. Waldek, idziesz?
I tak w trójkę wyszliśmy na papierosa. Zauważyłam, że Uwodziciel stoi daleko ode mnie. Może to i dobrze?
Gadka szmatka.
Zza drzwi wychodzi Stefan. Stefan to jedna z niewielu osób, które ze mną normalnie rozmawiają.
Ja: Stefan, ty dzisiaj masz zmianę?
Stefan: Tak, ty też?
Ja: Tak, super!
Chwilę później.
Ja: Dobra chłopaki. Idę, bo ktoś tu musi pracować!
Pożegnałam się z Waldkiem i Uwodzicielem i poszłam. Przesiedziałam 24h w pracy i poszłam do domu. Następnego dnia Uwodziciel miał zmianę. Dzwonię do niego z rana - nie odbiera. W końcu oddzwania i już słyszę, że jest obrażony.



Kłóciliśmy się cały dzień. Kompletnie nie rozumiałam o co mu chodzi, o czym on do mnie rozmawia, co mu znowu nie pasuje!? Że on nie lubi Stefana? Skąd ja miałam o tym wiedzieć. Zresztą, co z tego, że on go nie lubi? Ja lubię i mogę lubić kogo tylko chcę. Wszystko wisiało na włosku. Popołudniu byłam na piwie z kumplem z byłej pracy. Opowiedziałam mu wszystko, całą historię z Uwodzicielem i poprosiłam żeby olał fakt, że przyjechał samochodem i upił się ze mną. Wypiliśmy kilka piw, były szczere gadki i nieco rozluźnienia. Przeszedł mi gniew na Uwodziciela. A był potężny, naprawdę. W kłótni powiedziałam mu, że ma mnie przestać uważać za dziwkę, która puści się z każdym, z którym rozmawia. Wykrzyczałam to będąc w McDonaldzie. Także było ostro. Za to po piwkach sytuacja nie była już taka straszna, choć na poważnie rozważałam rozstanie.

Dzisiaj rano (o 5:30!!!) dzwoni do mnie Uwodziciel. Przez przypadek. Pisał mi smsa z życzeniami na dzień kobiet. Znowu ta sama gadka - że jak ja mogłam i tak dalej. Ale było też coś nowego, powiedział "nie robi się takich rzeczy kiedy twój chłopak jest przy tobie". To zdanie dźwięczało mi w głowie. To o to chodzi! Odwróciłam sobie sytuację. Ja stoję przy nim i nagle on do jakiejś panny wyskakuje z tekstem "fajnie, że jesteśmy dzisiaj razem na zmianie!". Zrobiłoby mi się przykro. Oj tak, jak cholera. I w końcu zrozumiałam o czym on mówi!
Duma do kieszeni i trzeba przepraszać.
Przeprosiny przyjęte. Już jest dobrze.
 No prawie. Ja mam pewne wyrzuty jeszcze, ale dzisiaj ich nie będę roztrząsać, bo on jest zmęczony po pracy. Wczoraj ja byłam zmęczona po pracy i wiem, że nie do końca człowiek wtedy kuma co się do niego mówi. Poruszę ten temat jak będziemy mieli całą noc dla siebie.
Chodzi mi o jego brak zaufania i podejrzewanie mnie o kręcenie z całą rzeszą facetów. To mnie boli.

Bądź na już



Bądź na już
Nie chcę czekać dłużej tu
Tracę oddech, ślad mych stóp
Rozwieje wiatr
Brak mi słów 
Potrzebuję ciebie tu
Coraz więcej myśli w głowie nie o Tobie mam

Biorę oddech, gubię krok
Tyle zdarzeń, wyobraźni głos 
Znów pod prąd, gdzieś nas gna 
Nie istnieje wokół czas 
Nierozsądny życia bieg
Lecz nie mów mi, nie mów mi nie

Ref:
Ucieknijmy za horyzont gdzieś 
Ten pierwszy raz 
Zapomnijmy o tym, czego tak nam było brak 
Grawitacji mówimy pas
Tyle sił jest w nas 
Uciekniemy za horyzont gdzieś 
I nie mów mi, nie mów mi nie 

Składam znów
To, co było w prosty wzór 
Nie chcę liczyć wszystkich ról
W tej grze na czas 
Kilka słów
Podzieliło nas na pół 
Sama nie wiem, czy tak dobrze Ciebie znam 

Biorę oddech, gubię krok, 
Tyle zdarzeń, wyobraźni głos 
Znów pod prąd, gdzieś nas gna 
Nie istnieje wokół czas
Nierozsądny życia bieg 
Lecz nie mów mi nie mów mi nie

Bądź na już
Nie wybieraj dróg na skrót
Nigdy wcześniej tak jak dziś
Nie było nas
I nie mów mi, nie mów mi nie



A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać razem za granicę? Porzucić to, co mamy tutaj i zbudować coś naszego? Być razem każdego dnia. I nie mów mi, nie mów mi nie!

Ja: Tęsknię za tobą. Może rzucimy wszystko i wyjedziemy daleko za granicę?
Uwodziciel: Rozmawialiśmy już o tym... Nie szalej!
Ja: Tak, wiem. Ale będę co jakiś czas próbować!

Śmiechy chichy... Ale gdyby się zgodził to bym pojechała. Jejku, marzę o tym! Gdybym miała jego to miałabym to, czego potrzebuję. Z przyjaciółmi bym zachowała kontakt, z siostrą i babcią też. Może wreszcie bym zaczęła żyć swoim życiem! 

miłość

Doktorka zwiększyła mi antydepresant w zeszłym tygodniu i chyba zaczyna mi się górka, bo szalone pomysły wpadają mi do głowy. Chodzę na siłownię, jestem nerwowa. Za cztery dni mam wizytę, zobaczymy co na to powie. Nie umiem usiedzieć na miejscu, a ludzie doprowadzają mnie do szału. 
To tabletki czy Uwodziciel?
Pamiętam jak jeszcze kilka dni temu siedziałam w depresji i zbierałam się na heroiczny wysiłek jakim było wyjście z domu, aby iść na siłownię. Zrezygnowałam. Aż w pewnym momencie on zadzwonił. I tak jakby słońce we mnie wzeszło. Zyskałam siły na wszystko!
I to teraz działa za każdym razem jak dzwoni. Jest moim słońcem, budzi we mnie nadzieję. Tak jeszcze nie było.

Zakochana

Mam nowy plan
Nikt jeszcze nie wie, że go mam
A co mi tam!
Naprawię ten zepsuty świat

Chociaż na razie wszystko jest nie tak
ciągle pod wiatr
A idę tak, jakbym po lodzie cienkim szła
A co mi tam!
Wszystko to znam...

Tak, tak, tak
Mam nowy plan!

związki romantyczne borderline


Znowu widzę w Twoich oczach tę iskrę. 
Zobaczyłam ją dziś rano, gdy szedłeś w moim kierunku. Jestem pewna, że najbliższy czas będzie dla nas ratunkiem. Ty uważasz, że będzie ciężko, ale ja mam plan, który realizuję. Wykorzystam ten czas, w którym tak ciężko będzie nam się spotkać na dłużej. Będziesz tęsknić coraz bardziej, będziesz pragnął coraz bardziej, aż w końcu nie będziesz mógł myśleć o nikim innym poza mną. 
Już dziś wiem doskonale, że nie tylko ja nieustannie o Tobie myślę, ale Ty też myślisz o mnie tam, gdzie jesteś. Wróciła moja pewność siebie. 

Czuję się tak, jakby przyszła wiosna do mojego serca. Rozkwita we mnie nadzieja.
Mówisz, że ostatnio stałam się bardziej kobieca, dojrzalsza.
To dzięki terapii, wiesz?
Lepiej panuję nad tym, co czuję i potrafię jaśniej określić czego chcę. Kiedy podejmuję decyzję to łatwiej jest mi jej dotrzymać, bo teraz moje decyzje są lepiej przemyślane. 
A jak to kiedyś powiedziała moja terapeutka: "pani zawsze dostaje to, czego chce".
A ja chcę Ciebie. 

Wspominam

Aż boję się pisać żeby to wszystko nie wróciło. Na chwilę obecną jest we mnie stłumione i czuję jak się kotłuje w moim wnętrzu.
Chodzi o tęsknotę, zazdrość, złość.

Są chwile
gdy wolałabym martwym widzieć Cię
Nie musiałabym
się Tobą dzielić nie nie
Gdybym mogła schowałabym 
Twoje oczy w mojej kieszeni
żebyś nie mógł oglądać tych
które są dla nas zagrożeniem

Do pracy
nie mogę puścić Cię nie nie
Tam tyle kobiet
każda w myślach gwałci Cię
Złotą klatkę sprawię Ci
będę karmić owocami
a do nogi przymocuję
złotą kulę z diamentami

Kilka dni temu miałam rozmowę z Uwodzicielem o tym, że w naszym związku powiało chłodem. Rozmawialiśmy o rozstaniu. Nasza dewiza to "nic na siłę". On obawiał się, że pojawił się ktoś w moim życiu. Ja obawiałam się, że pojawił się ktoś w jego życiu. Nic takiego się nie stało. Za to wkradł się kryzys. Wyraziłam swoje zdanie, że według mnie kryzys jest związany z rzadkimi spotkaniami i sytuacją w pracy, która nie sprzyja naszym schadzkom. Jednak już niedługo ta sytuacja się zmieni, zostaję przenoszona z powrotem na obiekt, na którym on pracuje. W dodatku za kilka miesięcy odzyskam swoje mieszkanie, nie będę już mieszkać z rodzicami. Wyraziłam obawę, że jeśli teraz zakończymy nasz związek to za dwa tygodnie, gdy te zmiany się zaczną, będziemy tego żałować i warto poczekać, warto dać sobie szanse.
Stwierdził, że bardzo dobrze jest posłuchać kogoś mądrego.
Atmosfera się oczyściła.
Natomiast dzisiaj czuję tak obezwładniającą tęsknotę, że czuję się fatalnie.

tęsknota, kobieta


"Bywało, iż zdarzał się dzień ponury, szary (albo słoneczny), kiedy dopadała ją tęsknota tak żrąca, że czuła się pusta, już wcale nie kobieta, ale suche drzewo, w którym świszcze zimny listopadowy wicher. Tak właśnie czuła się teraz (...), aż ją głowa rozbolała od myśli o tych wszystkich przyszłych latach i zaczęła się zastanawiać, na co komu miłość skoro do tego prowadzi, skoro można się tak czuć choćby przez dziesięć sekund." Stephen King – Historia Lisey

Wspominam dzień kiedy po raz pierwszy się zobaczyliśmy.
Wspominam jak za mną biegał przez kilka miesięcy, aby mnie poderwać.
Wspominam chwilę, w których po raz pierwszy w życiu czułam się tak uwodzona.
Wspominam gesty, którymi starałam się nieudolnie odpowiadać na jego uwodzicielskie gesty.
Wspominam ożywione rozmowy, które prowadziliśmy godzinami.
Wspominam spojrzenia w oczy, te przedłużone i te przelotne.
Wspominam nadzieje, które w nim pokładałam.
I jestem na niego tak bardzo zła, że dzisiaj go przy mnie nie ma.
Jestem zdziwiona jak bardzo te emocje na nowo wybuchły w moim wnętrzu, jak z wulkanu.
Złości mnie, że nie pamiętam kiedy on znowu przychodzi do pracy, kiedy będziemy mogli porozmawiać.
I boję się, że nie będę w stanie wyrazić tego, jak bardzo dzisiaj tęsknię. Tak bardzo, że mam stan podgorączkowy. Tak bardzo, że jest mi niedobrze.
Jeden jego dotyk i byłoby mi lepiej.
Jedno spojrzenie, a na mojej twarzy zagościłby uśmiech.
Ostatnio tak czułam się w wakacje, gdy jeszcze do niczego między nami nie doszło. Kiedy wszedł do mojego mieszkania, a ja nie wiedziałam co zrobić, a tak bardzo pragnęłam, aby w końcu mnie dotknął... i po prostu przytuliłam się do jego piersi.

Dzisiaj dotarło do mnie, że możemy to wszystko stracić.
Ale dotarło też to, że te spojrzenia, te gesty, te rozmowy... tego się nie powtórzy. Będą inne gesty, rozmowy, spojrzenia, nie takie same. Może lepsze. A może nie.
Uważam jednak, że warto walczyć.
Spytacie: o co?
Tak, wiem, to nie ma przyszłości. Ale ja obecnie w ogóle nie mam przyszłości, nie potrafię o niej myśleć. Dlatego chcę walczyć o to, aby teraz nie cierpieć na brak jego.

roller coaster

Od rana mam ogromną huśtawkę emocjonalną!
Wstałam o czwartej rano.
Byłam o ósmej na terapii. Obawiałam się tego spotkania ze względu na poprzedni temat - wyrażanie emocji. Wiedziałam, że tym razem na tej terapii też nie wyrażę uczuć, miałam przez to wrażenie, że w jakiś sposób nie daję rady. Kiedy tam szłam uświadomiłam sobie, że z moją nową wagą (10kg do przodu!) czuję się pięknie. Czuję się bardziej kobieco.
Mówiłam między innymi o Uwodzicielu. Mamy się dzisiaj spotkać, a długo się nie widzieliśmy. Moje uczucia mocno osłabły, chciałam czegoś więcej. Na terapii powiedziałam, że poczekam miesiąc - jak mi się nie zmieni to z nim zerwę. Ale - powiedziałam - pewnie tego nie zrobię, bo mi będzie go brakować. Ale - ale... tak zmieniałam zdanie.



Wróciłam do domu w dobrym humorze. Zaczęłam gotować, tańcząc i śpiewając, skacząc i wariując. Potem usiadłam i było tak spokojnie. Słońce świeciło, muzyka leciała w tle, mieszkanie wysprzątane, olejek pomarańczowy nadał fajnego zapachu. Było mi dobrze.
Potem zaczęłam się bać spotkania z Uwodzicielem. Że ktoś nas przyłapie. Zadzwoniłam do niego, podzieliłam się obawami. W tym momencie tak bardzo za nim zatęskniłam! Zrobię wszystko żeby się z nim spotkać! Ale przecież zasługuję na więcej niż chowanie się po kątach... Ale chociaż na chwilę..! Umówiliśmy się w końcu.
Jednak mój nastrój mocno opadł. Byłam nerwowa i spięta. Musiałam się umyć, a wcale mi się nie chciało. Stałam przed wanną i gapiłam się na nią jak sroka w gnat.
Jak już w końcu się umyłam zrobiło mi się lepiej. Postanowiłam znaleźć coś do ubrania na wieczorną randkę.
Przymierzałam chyba wszystko! I widziałam się tylko grubą i brzydką.
Potem usiadłam i zaczęłam z tego wszystkiego płakać.

Myślenie ma przyszłość - ja... mhmm...


Och, mam dosyć!
Tak wiele we mnie myśli, pomysłów, zapędów... i obsesyjnych myśli na temat Uwodziciela. Tych najbardziej się wstydzę.

Rachel Reiland - Uratuj mnie

Nie śpię, bo cały czas myślę o tym... o czym właściwie? O wszystkim. 75% myśli dotyczy Uwodziciela oczywiście, a reszta to... no dobra, jeszcze 10% na temat Uwodziciela - jaki prezent dać mu na święta. Reszta to jedzenie, ćwiczenia, jak to zrobić żeby jak najczęściej być na siłowni (jest pewien problem - prawie codziennie pracuję po 12 godzin). Dalej, myśli o tym jak bardzo zawodzę babcię. Myśli o tym, aby przerwać znajomość z przyjacielem-księdzem, który mnie już od bardzo dawna irytuje i nasza znajomość nie ma sensu, w dodatku dał mi ultimatum, że albo on albo Uwodziciel (okłamałam go żeby nie przerywać znajomości). Dzisiaj już byłam o krok od tego, aby mu powiedzieć prawdę, aby go sprowokować do zerwania naszej znajomości. Powstrzymałam się w ostatniej chwili starając przetłumaczyć sobie, że prawdopodobnie to stan maniakopodobny.
Myślę też o tym, aby znowu nauczyć się świadomie śnić, ale to przy lekach raczej nie wyjdzie. I tutaj pojawia się myśl, że mogłabym zrezygnować z części leków... Boję się też tego, że przyjdzie depresja, a ja nie chcę, nie chcę jej!
Powinnam o tym wszystkim powiedzieć lekarce.
Zastanawiam się jak to zrobić żeby móc się trochę przespać (jestem w pracy na 24h) jak wrócę do domu, na 13 iść do lekarza, potem iść na siłownię i wieczorem spotkać się z Uwodzicielem. A rano do pracy. To nierozsądne. Z czegoś powinnam zrezygnować. A wszystko jest takie ważne! Jeszcze muszę spisać kilka tekstów z bloga do pamiętnika, bo ostatnio mocno go zaniedbałam i wszystko co ważne piszę tylko na blogu. Blog, znając mnie, kiedyś usunę, a razem z nim moje wspomnienia.

Jak widać piszę tę notkę z bezradności. Nie wiem co mam ze sobą zrobić.

W blasku księżyca - randka z Uwodzicielem


Księżyc świecił wyjątkowo jasno, ulicami raz na jakiś czas przejeżdżał jakiś zaspany kierowca. Rozpoczęliśmy naszą przygodę na stacji benzynowej, ponieważ bardzo lubię kawę z tego miejsca. Uśmiechałam się do siebie, bo on był blisko mnie. Tę stację benzynową odwiedziliśmy jako para.
Szliśmy spacerowym tempem, opatuleni kurtkami jak dwa duże bałwanki, przytuleni do siebie, z kubkami ciepłej kawy w dłoniach i nieco rozbawieni całą sytuacją. Schadzka w nocy. Gdzie tu iść skoro oboje jesteśmy na służbie, nie możemy się za bardzo oddalać od naszych obiektów i nie chcemy, aby ktoś nas zobaczył. Jakieś krzaki?
Zatrzymaliśmy się w jakimś ciemnym zaułku. Pocałunek smakował zupełnie inaczej niż zwykle, można było w nim wyczuć magię romantyczności. Pragnienie, które wezbrało w naszych ciałach musiało zostać stłumione w sercach, pozostać niespełnione. Nie mieć tego, czego się pragnie i cieszyć się z tego - to szaleństwo zakochanych.
Nasza randka nie byłaby naszą gdyby zabrakło na niej muzyki. To ona nas z początku połączyła. Wrażliwość na słowo i muzykę to z pewnością nasza wspólna cecha. Tak więc puściliśmy coś i patrzyliśmy na siebie. To zabawne. Jego oczy miały w blasku księżyca nieco inny odcień brązu niż zwykle. 
Nasze spotkanie nie trwało długo. A już z pewnością za krótko. Tak to już jest z udanymi randkami. Kiedy mnie odprowadzał, w moim ciele wezbrało uczucie miłości do tego człowieka. 
Zaraz po niej przyszedł ból. 

Jestem tylko pierdoloną kochanką
Czy coś z tego wszystkiego jest prawdą?


Siedzę jak sparaliżowana i patrzę na ekran komputera. Zadaję sobie pytania, które zwykle spycham w tył głowy bojąc się, że przygniecie mnie ich ciężar.

Dlaczego nie mogę się nim cieszyć bez bólu? W momencie, gdy czuję przypływ miłości w tempie błyskawicy przychodzi ból związany z tym, że jestem tylko kochanką, w dodatku jedną z wielu w historii jego życia. Czy czymś się wyróżniam? Czy jestem tą wyjątkową kochanką? I jakie to ma znaczenie? Nienawidzę tego pytania, bo ostatnie czego chcę to się porównywać. Sama z własnego doświadczenia wiem, że każdy związek jest inny i to, że kochałam jednego nie znaczy, że nie kocham tego. Nie da się porównać do siebie dwóch związków, każdy jest wyjątkowy. Mimo to stawiam sobie to pytanie. Czy jej też to mówił? Czy na nią też tak patrzył? Już nie mówiąc o żonie. Czy on myśli o mnie, gdy przy niej jest? Dlaczego chcę, aby myślał? Dlaczego czuję satysfakcję, gdy wyobrażam sobie jak on myśli o mnie, gdy ona jest przy nim?


Kochanie, kiedy mówisz o tym, że gdybyś był dwadzieścia lat młodszy to byś się nie zastanawiał tylko bylibyśmy razem... wiesz, to jest bardzo miłe i piękne, ale boli. Boli jak cholera, bo to się nie stanie. Ale mimo to chcę to słyszeć, chcę żebyś to mówił. Chcę żebyś mówił, że jestem jedyna w swoim rodzaju i najważniejsza dla Ciebie. Co z tego, że w to nie wierzę. Powtarzaj to tak często, aż w końcu uwierzę, chociaż na chwilę. Wiem, że będę później cierpieć. Proszę, spraw, abym przez ten czas, gdy ze sobą jesteśmy, była tu i teraz w morzu szczęścia i miłości. Jest dobrze, nie psujmy tego.



Kiedy pisałam tę notkę, wyszłam, aby zapalić papierosa. Zadzwoniłam do niego. Rozmawialiśmy.
Powiedziałam mu, że go kocham.

Czy wiesz, ty piękna i ty uśmiechniona, 
Której usteczka rozchyla pustota, 
Co znaczy "kocham", to najświętsze słowo, 
Co pada z piersi jako strzała złota, 
I jak królewskiej purpury zasłona, 
Oddziela ciebie, wzruszeniem różową 
I drżącą snami szczęścia dziewiczemi, 
Od wszystkich ludzi na całej tej ziemi, 
Byś otworzyła jednemu ramiona? 

Czy wiesz ty o tym, motylu i kwiecie, 
Poranków wiosny ty śpiewna ptaszyno, 
Że ta godzina, w której usta twoje 
Szepczą to słowo, jest cudów godziną? 
Że wtedy jasno robi się na świecie, 
Że srebrem biją wszystkie żywe zdroje, 
Że róże w pąkach płonią się wiosenne, 
Że dziwne mary, rozwiewne i senne, 
Ciałem się stają pod drżącą twą dłonią? 
Że w twej źrenicy, jako w pryzmie słońce, 
Życie odbija blasków swych tysiące 
I załamuje promień brylantowy?... 
Że noc koronę srebrną swojej głowy 
U stóp twych w chłodnych rozsypuje rosach? 
Że twym wzruszeniem drżą gwiazdy w niebiosach?
Maria Konopnicka - Do kobiety

Już dawno nie miałam tak emocjonującej nocy jak ta. Emocje gromadziły się we mnie od tygodni i próbowałam sobie z nimi jakoś poradzić, zrozumieć, przeżyć. Aż w końcu tej nocy sięgnęły zenitu. Kiedy wróciłam ze spaceru było mi aż słabo, świat wydawał się obcy, a ja w nim nieobecna. Do momentu, gdy Uwodziciel nakłonił mnie do zwierzeń. Wypowiedziałam wszystkie pytania, które tutaj zapisałam oraz te przemyślenia, które zamieściłam w poprzedniej notce. Przyjął je. A gdy wyznałam mu miłość... odczułam ulgę. Pewnie zastanawia Was czy on odwzajemnia moje uczucia? Wyznał mi to już kilka miesięcy temu, ale wtedy powiedziałam, że nie chcę o tym słyszeć, że to tylko boli. Dzisiaj nie bolało, dzisiaj przyniosło ukojenie.
Pamiętam jak powiedziałam terapeutce wtedy, że Uwodziciel wyznał mi miłość i ja powiedziałam mu, że on wcale tego nie czuje, że tylko mu się wydaje. Powiedziała mi, że tak nie wolno robić, że to jest zaprzeczanie czyimś uczuciom. Przeprosiłam go na następny dzień, ale od tego momentu w ogóle o uczuciach nie mówiliśmy - aż do tej wspaniałej nocy.
Nie bałam się wyznać mu miłości. Wiedziałam, że on też odczuwa to uczucie. I on też wiedział, że ja je odczuwam. To widać po sposobie traktowania drugiej osoby, po spojrzeniu, dotyku, tonie głosu. Jednak wypowiedzenie tego głośno... To przynosi radość.
Ja nie wyznaję miłości często. Uwodziciel jest drugim mężczyzną, któremu to powiedziałam. To naprawdę wyjątkowe uczucie.

Decyzja na przekór uczuciom?

Moje życie jest składową uczuć, podjętych decyzji i konsekwencji. Nie da się żyć bez nich.
Nawet kiedy w depresji leżę w łóżku i nie mam siły na nic, nie mam siły, bo jestem w rozpaczy to nieustannie podejmuję pewne decyzje, np. że nie wstanę z łóżka, aby zrobić sobie herbaty. Konsekwencją tego będzie doskwierające mi pragnienie.
Są też dobre konsekwencje. Weźmy taką samą sytuację - też leżę w łóżku, jestem w rozpaczy i dzwoni przyjaciółka. Czuję niechęć, ale odbieram telefon przeciwstawiając się temu uczuciu. Konsekwencją może być wtedy lepsze samopoczucie po rozmowie z nią.

Uczucia są jak motyle lub jak ćmy

Uczucia są wolne i żyją krótko. Przez emocje-motyle rozumiem te przyjemne w przeżywaniu - radość, podekscytowanie, miłość, ciekawość i wiele innych. Emocje-ćmy to dla mnie te, które trudno zaakceptować, z którymi trudno sobie poradzić - smutek, rozpacz, złość, zazdrość, nienawiść...
Zdarza mi się często podejmować decyzję pod wpływem różnych uczuć. Potem ono przemija, umiera jak motyl, a ja budzę się z ręką w nocniku.
Codziennie uczę się tego, aby pozwolić uczuciu przelecieć przez moje serce, potem skierować je w stronę rozumu, by w końcu pozwolić mu odlecieć i zostawić pole do popisu rozumowi. Rozum to rozsądne podejście do tematu, przemyślenie sprawy, wypunktowanie za i przeciw. Wydaje mi się, że rozum powinien być wolny od uczuć, a idąc dalej, powinien kierować się doświadczeniem - nie tylko moim, ale też innych, oraz moralnością. Dopiero kiedy rozum dogłębnie zbada sprawę powinnam podejmować jakiekolwiek decyzje.

emocje są jak motyle

Przyznaj, że czujesz to, co czujesz!

Retrospekcja, lipiec 2017r.
Tego dnia wstałam o czwartej rano. Przyszykowałam się do pracy i zostało mi jeszcze nieco czasu dla siebie, więc usiadłam na wersalce, aby się pomodlić. Uwodziciel nieprzerwanie od kilkunastu dni siedział w mojej głowie, a ja przecież... Przecież ja kocham Boga! To pożądanie, które jest w moim ciele jest niedobre, ono nie powinno znaleźć we mnie miejsca. Wcale go nie pożądam. Nie, wcale nie. On należy do niej, nie mogę go pragnąć. Powinnam mu powiedzieć, że nic z tego nie będzie. Przecież nic do niego nie czuję, nie ma żadnej iskry. On jest stary, nie wiem w ogóle czego on chce. Jak mu nie wstyd? Przecież to on powinien być tym rozsądnym i dać mi spokój! Tak bardzo go pragnę, tak bardzo chcę, aby mnie dotknął, tak bardzo... Nie. Tak. 
Przyznaj, że tak. Przyznaj, że czujesz to, co czujesz!
TO i tak jest. Zaprzeczając temu nie sprawisz, że TO zniknie. Ale będziesz mogła coś z tym zrobić, chwycić to uczucie w ręce i będziesz mogła decydować.

No tak, to ma sens.
To mi da władzę.

Tak, pragnę Uwodziciela. Tak, pragnę, aby mnie dotknął. Pragnę, aby mnie pieprzył i kochał. 
Ulga. 

To był początek podejmowania przeze mnie decyzji. Jeszcze wtedy nie wiedziałam czy z nim będę czy nie. Być może nie widać tego w tej retrospekcji, ale to było naprawdę trudne. Cała się trzęsłam, waliłam pięściami w ściany, krzyczałam.
Potem podobną walkę, choć już nie tak wykańczającą, stoczyłam z uczuciem pt. "chcę jego serca". Nie tylko chcę jego ciała, ale także serca. Przyznałam to przed sobą.

Miłość?

Piszę tę notkę, ponieważ od dłuższego czasu chodzi za mną uczucie miłości. Nie zakochania, ale miłości. Wypieram je mówiąc sobie, że nigdy nie podejmę decyzji o kochaniu go. Dzisiaj zorientowałam się co robię - znowu wypieram swoje uczucia. Mogę go kochać pomimo tego, że nie będziemy razem, że zmierzamy do nieuchronnego końca. Miłość, jak każde inne uczucie, jest motylem - w końcu umiera. Jednak to wcale nie oznacza, że go nie było. To właśnie wtedy normalne związki mają problem, bo tutaj jest moment na trwanie w decyzji o miłości. Czytałam, że zwykle tak się dzieje po dwóch-trzech latach.
Podsumowując: kocham Uwodziciela, ale nie podejmuję decyzji o tym, że będę go kochać zawsze, nawet wtedy, gdy uczucie przeminie (chociaż bym chciała).

Mam poczucie, że jest jeszcze coś czego nie akceptuję. Być może chodzi o tę miłość dalej? Albo gdzieś się oszukuję.
Chciałabym podjąć decyzję o miłości. Przeciwstawić się wszelkim przeciwnościom, zamieszkać z nim, prowadzić wspólne życie, nawet wyjść za niego. Jednak tego nie zrobię, bo to się nigdy nie stanie. Może tutaj jest źródło tego dyskomfortu? No właśnie...


...podejmowanie decyzji niezgodnej z uczuciami jest niekomfortowe.


Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak ogromnego wysiłku wymagałoby ode mnie podjęcie decyzji, że nie dam zawładnąć sobą uczuciowi pożądania.Próbowałam się temu przeciwstawić, nawet przeprowadziłam z Uwodzicielem poważną rozmowę, w której wyjaśniłam dlaczego nie możemy być razem. To było takie trudne! Przez chwilę byłam z siebie dumna, a potem poczułam się jakby mi odebrano coś bardzo, bardzo ważnego, jakąś część mnie - moje marzenie, moje pragnienie.Tak samo było z Krakowem. Z tym, że tutaj sprawa tyczyła się Boga. Przeprowadziłam się do Krakowa, bo byłam pewna, że Bóg tego ode mnie chce, że to On mnie prowadzi. Byłam przepełniona radością i miłością do Niego. Pojechałam, posłuchałam serca, uczuć... I okazało się, że tego nie przemyślałam, że depresja w obcym mieście, bez rodziny, jest jeszcze trudniejsza do zniesienia. Przed wyjazdem nie myślałam o tym co się stanie, gdy choroba się odezwie. Byłam pewna, że wszystko będzie dobrze, że może będą przeciwności, ale ze wszystkim dam radę. Poszłam za emocjami, za sercem, za miłością do Boga i pragnieniem życia w tej radości, którą wówczas czułam. A na miejscu powitała mnie depresja.


Decyzja na przekór uczuciom?


Więc jak to zrobić? Jak nie dać się uczuciom, które szarpią mną na wszystkie strony? Jak to zrobić, aby podejmować rozsądne decyzje kiedy serce mówi, że to najlepsza możliwa droga?









Zaraz eksploduję! (Hipo)mania w ChAD?


Wróciła.
Nie wiem skąd się wzięła, ale znowu zastanawiam się dlaczego nie uaktywniłam jej wcześniej. 
Energia.

Bo jak nie JA, to kto!?

Zasypiam po północy, wstaję o piątej i rozmyślam o pieniądzach, które zarobię na copywritingu. Wróciła dawna obsesyjna namiętność i tęsknota wobec Uwodziciela. 
I do tego jeszcze jakiś żal/tęsknota/pytania do Boga. 
Combo jakich mało. 
Tak dużo się dzieje i jest... dobrze.
W ostatnich tygodniach przytyłam blisko cztery kilo i jeszcze niedawno się tym zadręczałam, a teraz patrzę na siebie i stwierdzam, że właściwie to świetnie wyglądam i ta waga jest dla mnie idealna. Mam krągłości, mam cycki (!) chyba po raz pierwszy w życiu. 
Chciałabym to zachować, ale jednocześnie bardzo potrzebuję jakiejś formy aktywności - marzy mi się karnet na siłownię. Biegałabym sobie na bieżni, jeździła na udawanym rowerku i pływała udawaną łódką - idealnie! 

Jak dostanę wypłatę to sobie kupię.

Co z tego, że dostanę tylko koło tysiąca złotych? Już mam zamiar kupić sobie za to bieliznę, karnet na siłownię, prezenty dla bliskich, dać rodzicom na życie i odłożyć na telefon. Brawo ja! Co, ja nie dam rady?
Bo jak nie my to ktooo? Bo jak nie my to kto-o-o!

Hipomania w ChAD

Uwodziciel

Muszę przyznać, że miałam ostatnie pewne przebłyski rozsądku dotyczące tego związku. Piszę to z lekkim uśmiechem na ustach, bo szybko udało mi się ten rozsądek stłumić, zepchnąć te myśli gdzieś głęboko, aby przypadkiem nie poprzewracały mi życia. Porażające jest to, że on jest trzydzieści dwa lata starszy. To jeszcze nie brzmi tak źle. Gorzej brzmi: on ma pięćdziesiąt sześć lat! O ja pierdole, nie? W sensie, w żadnym razie na tyle nie wygląda ani się nie zachowuje, może dlatego jest to dla mnie takie porażające. Często o tym zapominam, nie dochodzi to do mnie. Ostatnio mu zaśpiewałam z przymrużeniem oka "czterdzieści lat minęło jak jeden dzień...", a on powiedział "skarbie, gdybym ja miał czterdzieści lat to my byśmy na pewno byli razem!" i to był jeden z tych momentów kiedy się na chwilę zorientowałam jaki on jest... stary! 

Leczenie w ChAD

Dzisiaj zwiększyłam Preheftari do 5mg (1-0-0), bo upewniłam się, że moja drażliwość to nie wina tego leku. Miałam dzisiaj mieć wizytę u lekarza, ale pani doktor psychiatra miała godzinne opóźnienie i nie zdążyłabym do pracy. Także najbliższa wizyta za tydzień.

PS.

Zajebiście się czuję z tym, że wiem kiedy dostanę okres, a nawet mogę to kontrolować. Co z tego, że jestem bezpłodna, czyli nie-do-końca-jestem-kobietą. Zajebiście mi to pasuje. I nie chcę z tego zrezygnować. I nie chcę rezygnować z Uwodziciela. I nie chcę rezygnować z tych wszystkich innych małych rzeczy, których Bóg zabrania. Nie chcę się męczyć w życiu żeby się Mu przypodobać i w zamian mieć Nic. Tak długo prosiłam, błagałam o to, aby w domu było lepiej. Błagałam, aby brat wyszedł na prostą. Błagałam, aby było Dobrze. A cały czas nie było i nie jest. Być może jest mi przeznaczone życie bez dużych cudów, bez nawróceń, bez radości płynącej z bycia z Bogiem. Ale ja tak nie chcę. Nie chcę odpowiadać na pytania co mi daje wiara i starać się wyjść wiarygodnie pokazując sztuczną radość - no bo przecież nie chcę być smutnym katolem. 

Mówię do Boga do mojej opoki: Czemu zapomniałeś o mnie? 
Czemu w smutku chodzę cierpiąc ucisk wroga? 
Śmierć włożyli w kości moje i przeklęli mnie dręczyciele moi, 
kiedy mówią do mnie co dzień: "Gdzież jest twój Bóg?"
Psalm 42,10-11

"dobro jest dobrem
a zło jest złem
sprawiedliwość jest dobrem
a niesprawiedliwość złem
miłość jest dobra
i miłość jest zła
więc dobro jest złem
i zło jest dobrem"
Halina Poświatowska



Od miłości do obojętności tylko jeden krok...

Kilka dni temu rozmawiałam z Chadową o tym jak bardzo jestem zakochana w Uwodzicielu.
Byłabym w stanie oddać wszystko: moich znajomych, przyjaciół, rodzinę, wszystko, co mam, żeby tylko - pisałam jej - móc z nim być na stałe. mieć go przy sobie.
I to jest tak, jak w piosence Bajora:

I nic nie powiem jej, broń Boże,
Nie powiem nic umyślnie,

Bo póki milczę to ją mnożę,
gdy wyznam - wszystko pryśnie.
Więc nie wyśpiewam mej miłości
Niech nie wie co się dzieje

I nieświadoma swej piękności
Niech w myślach mych pięknieje.
(...)
Może kiedyś po latach

Jednak szepnę nieśmiało:
"Kiedyś, tamtego lata,
Strasznie panią kochałem"
A ty przerwiesz w pół zdania

Me wyznania zabawne:
"I ja pana kochałam,
wtedy latem, i dawniej."
I nic prócz małej chwilki żalu
Nie złączy nas kochana
W tym dziwnym życiu, śmiesznym balu 
Miłości niewyznanych(...)

Prosiłam go kiedyś, abyśmy nie mówili sobie o uczuciach względem siebie, bo to tylko utrudnia. Po tym jak powiedział, że mnie kocha. I cieszę się, że to zrobiłam. To by tylko potęgowało nieszczęście. Pocieszam się tym, że to tylko uczucie, a uczucia mijają. 

Tego dnia, gdy z nią rozmawiałam te uczucia były tak intensywne, że aż mnie roznosiło od środka. Nie potrafiłam sobie poradzić. W pewnym momencie już widziałam jak mu następnego dnia robię awanturę o to, że... ma czelność istnieć?

borderline namiętność obojętność

Gdy rano zadzwonił, zaproponował spotkanie. Moja miłość przerodziła się już w złość i poczucie krzywdy. Uciekłam od tematu mówiąc, że dam mu znać popołudniu. Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że muszę się spotkać i mu o tym wszystkim powiedzieć, bo biedak kompletnie nie wie, że coś jest nie tak, a ja dodatkowo się nakręcam.
Spotkaliśmy się. Byłam nijaka, czułam, że opanowała mnie... pustka? Bezsens? Dopiero pod koniec spotkania opowiedziałam mu o swoim wcześniejszym smutku, o tym, że uczucia do niego mnie przygniatają i o tym, że prawdopodobnie zaczyna się gorszy okres, czyli depresja. Nie znamy się od wczoraj, więc wiedział już z czym to się je.
"Jak ci mogę pomóc?" - zapytał.
Chwila ciszy, myślę co odpowiedzieć.
"Nie wiem"
Ale on wiedział, bo rzucił:
"Czułość, wyrozumiałość i cierpliwość?"
Lepiej być nie może.

Z tym, że moich intensywnych uczuć już nie ma. Zniknęły. I pomimo tego, że od wczoraj znowu czuję się dobrze to moja stoicka obojętność wobec niego została. Tak czasem mam. Dlatego nie udają mi się żadne związki.

Jak o tym powiedzieć partnerowi..?
Wiesz, teraz mam cię gdzieś, ale nie przejmuj się, bo za tydzień będę cię kochała do szaleństwa.

Album wspomnień

Było już dobrze po dwudziestej drugiej. 

Uwodziciel był w łazience, a ja siedziałam na parapecie ubrana w jeansy i niebieski polar; paliłam papierosa. Uśmiechnięta sama do siebie spoglądałam na nocny krajobraz jednej z najbardziej zaniedbanych dzielnic mojego miasta. Stare kamienice, dym unoszący się znad kominów i ulice oświetlane żółtawym światłem latarni. Chłodne, wręcz zimowe powietrze w połączeniu z dymem mentolowego papierosa przywołało jakieś dobre, choć nieokreślone wspomnienie z czasów, gdy byłam nastolatką. To czas szaleństwa, imprez, festiwali teatralnych, w których razem z moją ekipą brałam udział. Smak, zapach - przywołują wspomnienia, obrazy, przeżycia. Jest mi dobrze. Było mi dobrze też wtedy. Pozytywna melancholia.
To jedna z kartek albumu mojej pamięci, która została uzupełniona poprzedniej nocy.

miłość borderline

Kolejna kartka z tego dnia - łazienka. 

Spora kabina prysznicowa, po prawej pasta i szczoteczka do zębów, ja opieram się o umywalkę, po chwili opłukuję twarz chłodną wodą.
Patrzę w lustro, prosto w swoje oczy.
Czemu on mówi, że na mnie nie zasługuje? Czemu on mówi, że się marnuję? Czemu on mówi, że jestem piękna? Jak on mnie widzi? Kogo widzi, gdy na mnie patrzy?
Patrzę na siebie i widzę tę samą twarz, którą widzę codziennie. Widzę siebie gdy miałam pięć, osiem, trzynaście, siedemnaście i dwadzieścia lat. To jestem ja. Czy coś się zmieniło odkąd odeszłam od Boga, czy moja twarz się zmieniła? Nie, wyglądam tak samo. Kim jestem? I kogo on widzi?

Spojrzał, dodał mi urody,
a ja wzięłam ją jak swoją.
Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.

Pozwoliłam się wymyślić
na podobieństwo odbicia
w jego oczach. Tańczę, tańczę
w zatrzęsieniu nagłych skrzydeł.

Stół jest stołem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem
i stoi stojąc na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona aż do krwi.

Mówię mu, co chce: o mrówkach
umierających z miłości
pod gwiazdozbiorem dmuchawca.
Przysięgam, że biała róża,
pokropiona winem, śpiewa.

Śmieję się, przechylam głowę
ostrożnie, jakbym sprawdzała
wynalazek. Tańczę, tańczę
w zdumionej skórze, w objęciu,
które mnie stwarza.

Ewa z żebra, Wenus z piany,
Minerwa z głowy Jowisza
były bardziej rzeczywiste.

Kiedy on nie patrzy na mnie,
szukam swojego odbicia
na ścianie. I widzę tylko
gwóźdź, z którego zdjęto obraz

Wisława Szymborska - Przy winie


Przewracamy kartkę i widzimy późną noc...

Zmęczeni kładziemy się na kilka godzin spać. On leży obok. 
Przed zamkniętymi oczami widzę jego twarz. Przystojną, skupioną, zachwyconą.
Czy on rzeczywiście jest taki fantastyczny czy tylko ja go tak postrzegam? Jego charakter, poczucie humoru, styl życia, styl ubierania, jego ciało i jego namiętność - to wszystko jest wspaniałe, jakby dopasowane do mnie. Dlaczego jest coraz lepiej? Jak to możliwe, że dalej jesteśmy ze sobą, przecież to miało trwać chwilę. Dwa miesiące temu twierdziłam, że lepiej być nie może. Teraz jest jeszcze lepiej. Jeszcze bliżej. Jeszcze naturalniej. 

Polub mnie taką, jaka jestem.
Nie próbuj zmienić, złamać, zgiąć.
Pozwól mi śmiać się, kłamać, tęsknić,
dobrą być czasem, często złą.

Pozwól mi wracać i odchodzić,
pozwól mi cierpieć, płonąć, krwawić,
ja tak już muszę, ja tak zawsze,
i wszystkie twoje prośby na nic.

To by tak dobrze było, pięknie,
i wtedy bym cię kochać mogła —
Skryj, miły, w kocie poduszeczki
twoje drapieżne szpony orła.

Elżbieta Szemplińska - Szpony

Chciałam mężczyznę, który spełni wymagania podane w tym wierszu. I takiego mam. Mogę być taka, jaka w danym momencie chcę. I on sobie z tym poradzi. W dodatku pomaga mi sobie z tym poradzić tak, że następnym razem potrafię nad sobą bardziej zapanować. Szkoła uczuć. 
Czy znajdę takiego jak on... tylko wolnego?

Jak wierzyć w Boga? - cz. 2

Nieco ponad miesiąc temu, przed przeprowadzką do Krakowa, zadałam sobie następujące pytanie:
Męczona wątpliwościami zastanawiam się czy mogę żyć w ten sposób: chodzić na spotkania wspólnoty, uczyć się, słuchać i patrzeć na ludzi wierzących i żyjących według wartości katolickich i równocześnie poznawać to życie, które chcę poznać, czyli życie bez ograniczeń gdzie cały świat należy do mnie, a moralność jest kwestią względną.
Odpowiedziałam sobie na to pytanie:
tak, mogę.
Zaznaczyłam też, że:
Nic nikomu do tego, to moje życie i ja będę ponosić konsekwencje swoich działań. Być może ludzie mnie potępią… a może nie. Tego nie wiem. I nie chcę się tym przejmować.
A jak to wygląda teraz?

Jestem znowu w Katowicach, ale nie dlatego, że zostałam potępiona przez wspólnotę, lecz dlatego, że złamało mnie... przeziębienie. Przyjechałam do Krakowa i przepracowałam dwa dni po czym mnie rozłożyło. Przesiedziałam w domu tydzień i wróciłam do pracy - na kilka dni, bo znowu mnie zmogło. W ten oto sposób w listopadzie byłabym zmuszona utrzymać się z wynagrodzenia za kilka dni pracy, więc pewnie musiałabym się zadłużyć znowu u kilku osób. Doszło do tego ciągnące się spięcie z opiekunami wspólnoty, którzy z niewiadomych względów bardzo się mnie czepiali. Usłyszałam, że to moja wina, że jestem przeziębiona, że to wbrew miłości bliźniego, aby tak chorować i zarażać współlokatorki, które przyjęły mnie pod swój dach i że mam się przestać ze sobą bawić (to chyba dotyczyło lęków i depresji). Zaniepokoiło mnie to i brzmiało mi nieco sekciarsko. Na początku miałam nadzieję, że uda nam się wzajemnie zrozumieć i dogadać, ale po pewnym czasie ją straciłam. Za dużo przeciwności złożyło się na raz. W pracy od początku byłam na cenzurowanym, we wspólnocie też i w dodatku nie było mnie stać, aby wynająć sobie swój własny pokój, nie wspominając o męczącej mnie depresji.
Okazało się, że nie mogę uczestniczyć w życiu wspólnoty i równocześnie żyć tak, jak żyję. Nie dlatego, że ludziom w jakiś sposób to przeszkadzało, ale dlatego, że ja tak nie potrafiłam. Moje serce zawsze skłaniało się na jedną ze stron, nie potrafiłam tego połączyć.

Jeżeli jednak chodzi o relację z Bogiem to zdecydowanie się polepszyła. W czasie, gdy spierałam się z opiekunami wspólnoty bardzo często zwracałam się w stronę obrazu Jezusa Miłosiernego z wielkim buntem w sercu pt. "Boże, Ty przecież nie jesteś taki jak oni mówią!". Przez te kilka tygodni sprecyzowałam sobie trochę mój obraz Boga.

Wierzę w Boga Miłosiernego. W takiego, który zna mnie i moje uwarunkowania nieskończenie lepiej niż ja sama. Takiego, który w sytuacji, gdy ja się od Niego odwracam i wybieram coś zupełnie sprzecznego z Jego wolą, idzie za mną, wychwytuje każdą cząstkę dobra w moim sercu i czeka aż choćby bezgłośnym szeptem zwrócę się do Niego. Kiedy to zrobię jest gotowy, aby dać mi wszystko. To Bóg, którego imieniem jest JESTEM, więc nie ma możliwości, aby Go przy mnie nie było, to jest sprzeczne z Jego istotą. To Bóg, przed którym nie trzeba nic ukrywać, bo On i tak wszystko wie - i nie potępia, bo jest Miłością, Nadzieją i Wiarą. Jest zawsze ze mną, nigdy mnie nie zostawi i będzie stał po mojej stronie niezależnie od wszystkiego.




© Sleepwalker | Wioska Szablonów | X | X