Moja twórczość

Obrazy na sprzedaż

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyrażanie emocji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyrażanie emocji. Pokaż wszystkie posty

Wspominam

Aż boję się pisać żeby to wszystko nie wróciło. Na chwilę obecną jest we mnie stłumione i czuję jak się kotłuje w moim wnętrzu.
Chodzi o tęsknotę, zazdrość, złość.

Są chwile
gdy wolałabym martwym widzieć Cię
Nie musiałabym
się Tobą dzielić nie nie
Gdybym mogła schowałabym 
Twoje oczy w mojej kieszeni
żebyś nie mógł oglądać tych
które są dla nas zagrożeniem

Do pracy
nie mogę puścić Cię nie nie
Tam tyle kobiet
każda w myślach gwałci Cię
Złotą klatkę sprawię Ci
będę karmić owocami
a do nogi przymocuję
złotą kulę z diamentami

Kilka dni temu miałam rozmowę z Uwodzicielem o tym, że w naszym związku powiało chłodem. Rozmawialiśmy o rozstaniu. Nasza dewiza to "nic na siłę". On obawiał się, że pojawił się ktoś w moim życiu. Ja obawiałam się, że pojawił się ktoś w jego życiu. Nic takiego się nie stało. Za to wkradł się kryzys. Wyraziłam swoje zdanie, że według mnie kryzys jest związany z rzadkimi spotkaniami i sytuacją w pracy, która nie sprzyja naszym schadzkom. Jednak już niedługo ta sytuacja się zmieni, zostaję przenoszona z powrotem na obiekt, na którym on pracuje. W dodatku za kilka miesięcy odzyskam swoje mieszkanie, nie będę już mieszkać z rodzicami. Wyraziłam obawę, że jeśli teraz zakończymy nasz związek to za dwa tygodnie, gdy te zmiany się zaczną, będziemy tego żałować i warto poczekać, warto dać sobie szanse.
Stwierdził, że bardzo dobrze jest posłuchać kogoś mądrego.
Atmosfera się oczyściła.
Natomiast dzisiaj czuję tak obezwładniającą tęsknotę, że czuję się fatalnie.

tęsknota, kobieta


"Bywało, iż zdarzał się dzień ponury, szary (albo słoneczny), kiedy dopadała ją tęsknota tak żrąca, że czuła się pusta, już wcale nie kobieta, ale suche drzewo, w którym świszcze zimny listopadowy wicher. Tak właśnie czuła się teraz (...), aż ją głowa rozbolała od myśli o tych wszystkich przyszłych latach i zaczęła się zastanawiać, na co komu miłość skoro do tego prowadzi, skoro można się tak czuć choćby przez dziesięć sekund." Stephen King – Historia Lisey

Wspominam dzień kiedy po raz pierwszy się zobaczyliśmy.
Wspominam jak za mną biegał przez kilka miesięcy, aby mnie poderwać.
Wspominam chwilę, w których po raz pierwszy w życiu czułam się tak uwodzona.
Wspominam gesty, którymi starałam się nieudolnie odpowiadać na jego uwodzicielskie gesty.
Wspominam ożywione rozmowy, które prowadziliśmy godzinami.
Wspominam spojrzenia w oczy, te przedłużone i te przelotne.
Wspominam nadzieje, które w nim pokładałam.
I jestem na niego tak bardzo zła, że dzisiaj go przy mnie nie ma.
Jestem zdziwiona jak bardzo te emocje na nowo wybuchły w moim wnętrzu, jak z wulkanu.
Złości mnie, że nie pamiętam kiedy on znowu przychodzi do pracy, kiedy będziemy mogli porozmawiać.
I boję się, że nie będę w stanie wyrazić tego, jak bardzo dzisiaj tęsknię. Tak bardzo, że mam stan podgorączkowy. Tak bardzo, że jest mi niedobrze.
Jeden jego dotyk i byłoby mi lepiej.
Jedno spojrzenie, a na mojej twarzy zagościłby uśmiech.
Ostatnio tak czułam się w wakacje, gdy jeszcze do niczego między nami nie doszło. Kiedy wszedł do mojego mieszkania, a ja nie wiedziałam co zrobić, a tak bardzo pragnęłam, aby w końcu mnie dotknął... i po prostu przytuliłam się do jego piersi.

Dzisiaj dotarło do mnie, że możemy to wszystko stracić.
Ale dotarło też to, że te spojrzenia, te gesty, te rozmowy... tego się nie powtórzy. Będą inne gesty, rozmowy, spojrzenia, nie takie same. Może lepsze. A może nie.
Uważam jednak, że warto walczyć.
Spytacie: o co?
Tak, wiem, to nie ma przyszłości. Ale ja obecnie w ogóle nie mam przyszłości, nie potrafię o niej myśleć. Dlatego chcę walczyć o to, aby teraz nie cierpieć na brak jego.

roller coaster

Od rana mam ogromną huśtawkę emocjonalną!
Wstałam o czwartej rano.
Byłam o ósmej na terapii. Obawiałam się tego spotkania ze względu na poprzedni temat - wyrażanie emocji. Wiedziałam, że tym razem na tej terapii też nie wyrażę uczuć, miałam przez to wrażenie, że w jakiś sposób nie daję rady. Kiedy tam szłam uświadomiłam sobie, że z moją nową wagą (10kg do przodu!) czuję się pięknie. Czuję się bardziej kobieco.
Mówiłam między innymi o Uwodzicielu. Mamy się dzisiaj spotkać, a długo się nie widzieliśmy. Moje uczucia mocno osłabły, chciałam czegoś więcej. Na terapii powiedziałam, że poczekam miesiąc - jak mi się nie zmieni to z nim zerwę. Ale - powiedziałam - pewnie tego nie zrobię, bo mi będzie go brakować. Ale - ale... tak zmieniałam zdanie.



Wróciłam do domu w dobrym humorze. Zaczęłam gotować, tańcząc i śpiewając, skacząc i wariując. Potem usiadłam i było tak spokojnie. Słońce świeciło, muzyka leciała w tle, mieszkanie wysprzątane, olejek pomarańczowy nadał fajnego zapachu. Było mi dobrze.
Potem zaczęłam się bać spotkania z Uwodzicielem. Że ktoś nas przyłapie. Zadzwoniłam do niego, podzieliłam się obawami. W tym momencie tak bardzo za nim zatęskniłam! Zrobię wszystko żeby się z nim spotkać! Ale przecież zasługuję na więcej niż chowanie się po kątach... Ale chociaż na chwilę..! Umówiliśmy się w końcu.
Jednak mój nastrój mocno opadł. Byłam nerwowa i spięta. Musiałam się umyć, a wcale mi się nie chciało. Stałam przed wanną i gapiłam się na nią jak sroka w gnat.
Jak już w końcu się umyłam zrobiło mi się lepiej. Postanowiłam znaleźć coś do ubrania na wieczorną randkę.
Przymierzałam chyba wszystko! I widziałam się tylko grubą i brzydką.
Potem usiadłam i zaczęłam z tego wszystkiego płakać.

Wyrażanie emocji

Dzieje się na tyle dużo, że sama nie wiem o czym pisać. Może napiszę o terapii.
Otóż byłam w tym tygodni na sesji, na której dowiedziałam się, że... tłumię emocje. Okazało się, że sama umiejętność nazwania ich i "przepuszczenia" przez siebie nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć je wyrazić wobec innych i wobec siebie, a tego zdecydowanie nie potrafię.



Najważniejszym pytaniem jakie padło na terapii było "a wyrażanie emocji to..?". 
To coś niebezpiecznego.
To okazanie słabości.
To wystawienie się na zranienie.
To manipulacja.

Takie ja znalazłam w sobie odpowiedzi. 
Terapeutka miała jednak inne zdanie. 
Ona uważa, że okazywanie emocji to cecha ludzi silnych.
I się z nią zgadzam. Trzeba mieć w sobie siłę, aby odważyć się pokazać komuś swoje emocje. Wystawić się na ocenę, dać komuś szansę na zrozumienie, asertywnie bronić swoich emocji.

Minęło już kilka dni od tego spotkania, a ja dalej jestem roztrzęsiona.
Terapeutka przypomniała mi, że moje spotkania z nią są "bezpieczną strefą" i mogę tam pokazywać emocje. Zrobiło mi się głupio, poczułam jakąś taką presję... Bo tak bardzo chciałabym się w tym temacie odblokować, ale tak bardzo nie potrafię. Może z jej pomocą mi się to uda.

Czym według Was są emocje? Czy zdarza Wam się rozpłakać podczas rozmowy z kimś? Czy jesteście w stanie nie tylko powiedzieć komuś o przeżywanej aktualnie emocji, ale również ją wyrazić płaczem, krzykiem, uśmiechem? 

Ja nie potrafię, jestem totalnie zamrożona w tym temacie. Racjonalizuję wszystko do bólu i tym samym tłumię w sobie.


© Sleepwalker | Wioska Szablonów | X | X