Moja twórczość

Obrazy na sprzedaż

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą borderline blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą borderline blog. Pokaż wszystkie posty

Łóżko, Kołdra, Miłość, Dotyk

Łóżko 
To przedmiot, który nas 
Godzi i budzi strach
Czy wytrzymamy jeszcze razem
Kołdra
Zabierasz większą część
Zsuwasz ją kiedy chcesz
Przekonać się, czy to na pewno 
Miłość
O miłość trzeba dbać 
Karmić ją cały czas
Szczególnie gdy leżymy razem
Dotyk
A po nim cisza słów
I ocieranie skóry
Nagle czerwonej od nabiegłej krwi 
Mojej i twojej krwi 
Zachłanni, więcej jej produkujemy 
żeby dalej, dalej, dalej...
Miłość to czas
W słowach pozamykany
A ja kłopoty z niedomówieniami mam
Miłość to czas
Z czasem zapominamy 
A ja kłopoty z zapamiętywaniem mam
(sł. Janusz Radek)


Przedwczoraj nie potrafiłam się pozbierać po kłótni z Uwodzicielem. Tak bardzo bolało mnie to, co mi powiedział... Wczoraj widzieliśmy się chwilę i dalej się kłóciliśmy. Odwołał nasze całonocne spotkanie, które miało być w przyszłym tygodniu. Ja byłam za tym żeby się spotkać, aby porozmawiać. Poprosił mnie żebym zadzwoniła jak dojadę do domu.
Zanim się do siebie dodzwoniliśmy, przepłakałam godzinę. Dałam sobie prawo do płaczu, a raczej terapeutka na ostatniej sesji mi dała to prawo. Powiedziała, że pomimo tego, iż wiem od początku, że ten związek zmierza ku końcowi, to będę cierpieć jak po normalnym rozstaniu. Gdyby nie te słowa to pewnie bym nie płakała. 
W końcu, gdy już rozmawialiśmy z U., doszliśmy znowu do porozumienia. Spotkanie jednak się odbędzie.
Dzisiaj rano zadzwoniłam do niego i okazało się, że jest chory. Już wczoraj źle wyglądał i mówił, że coś go bierze. Dzisiaj słyszałam w słuchawce, że rzeczywiście nie jest dobrze. Spotkanie odwołane. Nie, nie złoszczę się o to, bo to sytuacja losowa.
Jednak mam wspomnienie jego wzroku, gdy się kłóciliśmy. Jego słowa o tym, że nie ma co się starać, bo i tak nie będziemy ani parą, ani małżeństwem. Jego brak odwagi, aby powiedzieć mi co myśli.
Kiedy dzisiaj odwołał to spotkanie zorientowałam się, że to koniec. Nic na siłę - to nasza dewiza. Nie wytrzymamy ze sobą dłużej, brakuje już tej energii, tej odwagi, aby sprzeciwiać się otoczeniu. Myślę, że oboje to wiemy. Ja byłabym w stanie jeszcze walczyć, ale widzę, że on już nie. Nic na siłę.

Dzisiaj też płakałam. Tak bardzo boję się samotności! Boję się, że nigdy nikogo nie spotkam. Ale w takim układzie z Uwodzicielem jaki teraz mam tylko marnuję swój czas. Trzeba podjąć jakieś kroki zamiast tkwić w marazmie.

Usłysz mnie!

Znam ten utwór od lat, ale dzisiaj po raz pierwszy wzbudził we mnie takie emocje. Yiruma i jego River flows in you. Polecam posłuchać!



W akompaniamencie Yirumy chcę wykrzyczeć mój żal, moją frustrację i złość.
Uwodzicielu... Moje uczucia względem Ciebie są tak dziecięco szczere i gwałtowne. Uwielbiam z Tobą rozmawiać, przytulać się do Ciebie, kochać się z Tobą. Usłysz jak bardzo blisko chcę z Tobą być. Chciej i Ty być przy mnie, chciej mi ufać, ufaj...
Dlaczego jesteś podejrzliwy i zazdrosny? Dlaczego nie powiesz jasno co Ci nie odpowiada tylko chodzisz okrężną drogą milczenia? Dlaczego grozisz rozstaniem? Dlaczego manipulujesz mną? Wiesz, że nie mogę się na to godzić! Nie pozwolę nikomu, aby mną manipulował, aby manipulował moim lękiem przed odrzuceniem.
Uwodzicielu, to był ostatni raz kiedy pozwoliłam Ci na takie zachowanie względem mnie. Kocham Cię. Ale nie będę pozwalała, aby Twoje niskie poczucie własnej wartości wpływało na mnie, budząc we mnie tak wiele frustracji, żalu i złości. Nie potrafię sobie z tym radzić, a muszę szanować siebie i swoje zdrowie.
Nasza relacja powoli dobiega końca, oboje o tym wiemy.
Jeszcze trochę to potrwa, ale niedługo. Dobrze będzie rozstać się w przyjaźni.


Zagoniona w kąt
Twoim milczeniem
Krzyczę: Usłysz!
Bez słów.

Z sercem przepełnionym lękiem
Nasłuchuję twoich kroków
Szepczę: nie opuszczaj mnie
Ale ty nie słyszysz.

Bo zatonąłeś

w milczeniu

Jak pies z kotem

Uwodziciel: Panno Mary, idzie pani zapalić?
Ja: Jasne, tylko zaniosę rzeczy.
Poszłam na swoje stanowisko pracy, odłożyłam to, co niepotrzebne, wzięłam papierosy i szczęśliwa zjechałam na dół. Szczęśliwa i nieco skrępowana, bo nie wiedziałam jak się zachować. Wszyscy nas obserwują, plotkują... Jak się zachować, aby było dobrze?
Ja: Jestem, możemy iść
Uwodziciel: Super. Waldek, idziesz?
I tak w trójkę wyszliśmy na papierosa. Zauważyłam, że Uwodziciel stoi daleko ode mnie. Może to i dobrze?
Gadka szmatka.
Zza drzwi wychodzi Stefan. Stefan to jedna z niewielu osób, które ze mną normalnie rozmawiają.
Ja: Stefan, ty dzisiaj masz zmianę?
Stefan: Tak, ty też?
Ja: Tak, super!
Chwilę później.
Ja: Dobra chłopaki. Idę, bo ktoś tu musi pracować!
Pożegnałam się z Waldkiem i Uwodzicielem i poszłam. Przesiedziałam 24h w pracy i poszłam do domu. Następnego dnia Uwodziciel miał zmianę. Dzwonię do niego z rana - nie odbiera. W końcu oddzwania i już słyszę, że jest obrażony.



Kłóciliśmy się cały dzień. Kompletnie nie rozumiałam o co mu chodzi, o czym on do mnie rozmawia, co mu znowu nie pasuje!? Że on nie lubi Stefana? Skąd ja miałam o tym wiedzieć. Zresztą, co z tego, że on go nie lubi? Ja lubię i mogę lubić kogo tylko chcę. Wszystko wisiało na włosku. Popołudniu byłam na piwie z kumplem z byłej pracy. Opowiedziałam mu wszystko, całą historię z Uwodzicielem i poprosiłam żeby olał fakt, że przyjechał samochodem i upił się ze mną. Wypiliśmy kilka piw, były szczere gadki i nieco rozluźnienia. Przeszedł mi gniew na Uwodziciela. A był potężny, naprawdę. W kłótni powiedziałam mu, że ma mnie przestać uważać za dziwkę, która puści się z każdym, z którym rozmawia. Wykrzyczałam to będąc w McDonaldzie. Także było ostro. Za to po piwkach sytuacja nie była już taka straszna, choć na poważnie rozważałam rozstanie.

Dzisiaj rano (o 5:30!!!) dzwoni do mnie Uwodziciel. Przez przypadek. Pisał mi smsa z życzeniami na dzień kobiet. Znowu ta sama gadka - że jak ja mogłam i tak dalej. Ale było też coś nowego, powiedział "nie robi się takich rzeczy kiedy twój chłopak jest przy tobie". To zdanie dźwięczało mi w głowie. To o to chodzi! Odwróciłam sobie sytuację. Ja stoję przy nim i nagle on do jakiejś panny wyskakuje z tekstem "fajnie, że jesteśmy dzisiaj razem na zmianie!". Zrobiłoby mi się przykro. Oj tak, jak cholera. I w końcu zrozumiałam o czym on mówi!
Duma do kieszeni i trzeba przepraszać.
Przeprosiny przyjęte. Już jest dobrze.
 No prawie. Ja mam pewne wyrzuty jeszcze, ale dzisiaj ich nie będę roztrząsać, bo on jest zmęczony po pracy. Wczoraj ja byłam zmęczona po pracy i wiem, że nie do końca człowiek wtedy kuma co się do niego mówi. Poruszę ten temat jak będziemy mieli całą noc dla siebie.
Chodzi mi o jego brak zaufania i podejrzewanie mnie o kręcenie z całą rzeszą facetów. To mnie boli.

Piosenkowe wyznania

Kiedy nie potrafię wyrazić tego, co czuję, zwykle używam piosenek. Wtedy na ich podstawie mogę coś o sobie powiedzieć. Spróbuję tak zrobić teraz, ponieważ wiele rzeczy się we mnie kotłuje, a nie potrafię tego opisać.

Zacznijmy od utworu bez słów.



Ten utwór obrazuje mnie całą. Na przemian spokojnie i burzliwie, spokojnie i burzliwie, spokojnie i burzliwie... Skrzypce, czyli tęsknota za czymś nieosiągalnym, pustka. To tło mojego życia.

Tęsknię za Bogiem. Równocześnie jestem na Niego tak bardzo zła, mam tak wiele żalu... bo tyle się modliłam, bo tak bardzo chciałam, aby w mojej rodzinie coś się poprawiło, a On nic... Tylko ciężej i ciężej.



Ty, Panie tyle czasu masz 
mieszkanie w chmurach i błękicie 
A ja na głowie mnóstwo spraw 
I na to wszystko jedno życie. 
A skoro wszystko lepiej wiesz 
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka 
To powiedz czemu tak mi jest, 
Że czasem tylko siąść i płakać 

Ja się nie skarżę na swój los 
Potulna jestem jak baranek 
I tylko mam nadzieję, że... 
że chyba wiesz, co robisz, Panie. 
Ile mam grzechów? któż to wie... 
A do liczenia nie mam głowy 
Wszystkie darujesz mi i tak 
Nie jesteś przecież drobiazgowy 
Lecz czemu mnie do raju bram 
Prowadzisz drogą taką krętą 
I czemu wciąż doświadczasz tak 
Jak gdybyś chciał uczynić świętą. 

Nie chcę się skarżyć na swój los 
Nie proszę więcej, niż dać możesz 
I ciągle mam nadzieję, że... 
Że chyba wiesz, co robisz, Boże. 

To życie minie jak zły sen 
Jak tragifarsa, komediodramat 
A gdy się zbudzę, westchnę - cóż 
To wszystko było chyba... zamiast 
Lecz póki co w zamęcie trwam 
Liczę na palcach lata szare 
I tylko czasem przemknie myśl 
Przecież nie jestem tu za karę. 

Dziś czuję się, jak mrówka gdy 
Czyjś but tratuje jej mrowisko 
Czemu mi dałeś wiarę w cud 
A potem odebrałeś wszystko. 
Nie chcę się skarżyć na swój los 
Choć wiem, jak będzie jutro rano 
Tyle powiedzieć chciałam ci 
Zamiast... pacierza na dobranoc


Równocześnie w tym całym żalu i złości tęsknię to nadziei jaką dawała mi wiara. Do radości, do poczucia bycia kochaną, do celu w życiu. Wspominam Światowe Dni Młodzieży - psychicznie czułam się wtedy kiepsko, miałam depresję, ale pamiętam jak tańczyłam do "tak tak Panie!". Ta piosenka mnie bardzo porusza, wypływa prosto z mojego serca.




Tak! Tak, Panie! Ty wiesz, że Cię kocham!
Tak! Tak, Panie! Przecież Ty to wiesz!

Byłam tam i tańczyłam z całej siły!





Jednak żeby do tego wrócić musiałabym zerwać z Uwodzicielem, a tego nie chcę zrobić. Chcę cieszyć się z każdego spędzonego razem dnia, odkrywać go za każdym razem na nowo.






Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą
Póki żyjemy i mam Cię obok
Zjechać z Tobą w dół po poręczy
Wspólnie się wyczołgać z nędzy
Schować szczęście tu pod podłogą
Zanim przyjadą i nas wywiozą
Zobaczyć razem niebo po burzy
Skoczyć w kałuże, żyć jak najdłużej

Siedzę na ławce, patrzę na słońce
Chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę
Chyba już nigdy nie będzie lepiej
Nie będzie dobrze, więc się nie spieszę

Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą
Póki żyjemy i mam Cię obok
Poznać wszystkie diabły, anioły
Elfy, strzygi i upiory
Błąkać się w obrazach świętych
Spędzić dwie noce u wiedźm przeklętych
Spotkać tego, co się boją
Boga ze zrudziałą brodą

Siedzę na ławce, patrzę na słońce
Chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę
Chyba już nigdy nie będzie lepiej
Nie będzie dobrze, więc się nie spieszę

Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą
Póki żyjemy i mam Cię obok
Złączyć się jednym przyjemnym dreszczem
Pochodzić razem nocą po mieście
Zimnym zachłysnąć się majem
Siedzieć i patrzeć na nasze tramwaje
Wypić z worka oranżadę
I wyprowadzić się na stałe

Siedzę na ławce, patrzę na słońce
Chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę
Chyba już nigdy nie będzie lepiej
Nie będzie dobrze, więc się nie spieszę 
Więc się nie spieszę
Więc się nie spieszę

Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą
Póki żyjemy i mam Cię obok
Póki żyjemy i mam Cię obok
Póki żyjemy i mam Cię obok


I w tym wszystkim czuję się tak bardzo samotna, że mam ochotę wykrzyczeć:



To może powiesz mi dlaczego znów do parku chodzę sam
Karmię gołębie, których nienawidzę

od początku źle zapowiadał się dzień
i nawet mój cień, i nawet mój cień był niewyraźny
kolejny raz się nie wyspałem, za dużo myślałem
o tym co było, nie mogłem zasnąć

powiedz mi jak to jest że do parku chodzę sam
karmie gołębie, których nienawidzę

trochę dłużej niż zwykle siedziałem,
piwo mniej smaczne, gitara nie stroi, nic nie jest jak zawsze
co się mogło stać ze mną tego ja nie wiem, jestem starszy
mądrzejszy czy głupszy? czas poznać siebie

powiedz mi jak to jest że do parku chodzę sam
karmie gołębie, których nienawidzę

nienawidzę

te słowa są banale wiem,
ale co mam zrobić gdy wciąż to samo: praca, nauka szkoła sen
w mojej głowie tylko jedno, trzeba gdzieś wyjść
odnaleźć sens to wiem na pewno

powiedz mi jak to jest że do parku chodzę sam
karmie gołębie, których nienawidzę

nienawidzę
nienawidzę
nienawidzę
bo nie

Nie ma mnie dla nikogo

Schowałam się w swoim świecie i nikogo do siebie nie dopuszczam.
Rozmawiałam wczoraj z Przyjaciółką. Ona żyje pełnią życia. Wychodzi z domu, poznała mężczyznę, realizuje swoje pasje i marzenia, jest szczęśliwa. Podejmuje wyzwania, poznaje nowych ludzi, cieszy się tym. A ja co? Siedzę w domu z pijaną rodzinką, a gdy ktoś mnie gdzieś zaprasza to kombinuję tylko w jaki sposób mogę się z tego wykręcić.


Mam wrażenie, że każdy korzysta z życia i tylko ja jestem nijaka. Zastanawiam się dlaczego Przyjaciółka tak mnie kocha skoro jestem ucieleśnieniem nudy.

Nie ma mnie dla nikogo...
Nie ma mnie dla nikogo... 
Znasz to, nie? 
(...) 
Chcę mieć spokój 
W stresowych sytuacji 
Natłoku 
Jestem jak statek zadokowany 
W doku 
Od półtora roku 
Nikogo na widoku 
(...)
Badam grunt pod stopami
Gdzie mi kurwa z butami? 
To jak Koontz'a szepty 
Słyszane za uszami 
Wciąż sam jak palec 
To dobrze nie wróży 
Obcy jak ósmy pasażer podróży 
Milionami 
Na przestrzeni Ziemi rozsiani 
Obcują tu obcy wyobcowani 
Ludzie 
Co to ma być? 
Pytam 
Co to ma znaczyć? 
(...)
Panie i panowie
Są tacy co stają na głowie 
Tak jakby wszyscy byli w zmowie 
Do czasu aż sobie jeden z drugim uzmysłowi 
Jacy oni wszyscy są małostkowi 
Aż rzygać się chce 
Ten kto to wie kurwa 
Życie upstrzone jak gołębim gównem 
Bulwar 
Zrobi tak jak ja 
Pójdzie własną drogą 
Prócz cienia 
Nie ma mnie dla nikogo


Rozmawiałam też wczoraj z moją panią doktor. Poleciła mi zwiększyć Miansec z 30mg na 45mg (antydepresant) i gdyby coś się działo (głębszy dół lub wysoka górka) to mam znowu dzwonić. Cenię sobie to, że mam taką dostępną lekarkę. Normalnie musiałabym się zapisywać na wizytę, czekać, a potem jeszcze płacić za jej dwa zdania. A konsultacje telefoniczne mam za darmo. To naprawdę lekarka z powołania.




Jejku, jak ciężko!

Gruba, bezradna, słaba i zdołowana. Oto ja od kilku dni.


Wczoraj ból psychiczny był tak silny, że nie wytrzymałam i pocięłam sobie delikatnie dłoń - tak, aby nie zostały blizny, ale żeby ból fizyczny przez kilka dni mi towarzyszył. Ulga przyszła.
Czuję się nierozumiana przez nikogo. Odwiedziłam przyjaciela żeby wyjść z domu, ale niewiele mi to pomogło. Zadzwoniłam do przyjaciółki - też nie umiem się otworzyć.
Dzisiaj jestem w pracy i stresuję się pewnym zadaniem, które mnie czeka. 
Muszę dać radę.
Mam ochotę uciec z pracy. Zwolnić się, zwiać, poddać się. Bo przecież z niczym nie daję sobie rady. Na szczęście dzisiaj nie ma moich dwóch prześladowczyń.
Popieprzona ta notka, bez ładu i składu. 

Zakochana

Mam nowy plan
Nikt jeszcze nie wie, że go mam
A co mi tam!
Naprawię ten zepsuty świat

Chociaż na razie wszystko jest nie tak
ciągle pod wiatr
A idę tak, jakbym po lodzie cienkim szła
A co mi tam!
Wszystko to znam...

Tak, tak, tak
Mam nowy plan!

związki romantyczne borderline


Znowu widzę w Twoich oczach tę iskrę. 
Zobaczyłam ją dziś rano, gdy szedłeś w moim kierunku. Jestem pewna, że najbliższy czas będzie dla nas ratunkiem. Ty uważasz, że będzie ciężko, ale ja mam plan, który realizuję. Wykorzystam ten czas, w którym tak ciężko będzie nam się spotkać na dłużej. Będziesz tęsknić coraz bardziej, będziesz pragnął coraz bardziej, aż w końcu nie będziesz mógł myśleć o nikim innym poza mną. 
Już dziś wiem doskonale, że nie tylko ja nieustannie o Tobie myślę, ale Ty też myślisz o mnie tam, gdzie jesteś. Wróciła moja pewność siebie. 

Czuję się tak, jakby przyszła wiosna do mojego serca. Rozkwita we mnie nadzieja.
Mówisz, że ostatnio stałam się bardziej kobieca, dojrzalsza.
To dzięki terapii, wiesz?
Lepiej panuję nad tym, co czuję i potrafię jaśniej określić czego chcę. Kiedy podejmuję decyzję to łatwiej jest mi jej dotrzymać, bo teraz moje decyzje są lepiej przemyślane. 
A jak to kiedyś powiedziała moja terapeutka: "pani zawsze dostaje to, czego chce".
A ja chcę Ciebie. 

Wspominam

Aż boję się pisać żeby to wszystko nie wróciło. Na chwilę obecną jest we mnie stłumione i czuję jak się kotłuje w moim wnętrzu.
Chodzi o tęsknotę, zazdrość, złość.

Są chwile
gdy wolałabym martwym widzieć Cię
Nie musiałabym
się Tobą dzielić nie nie
Gdybym mogła schowałabym 
Twoje oczy w mojej kieszeni
żebyś nie mógł oglądać tych
które są dla nas zagrożeniem

Do pracy
nie mogę puścić Cię nie nie
Tam tyle kobiet
każda w myślach gwałci Cię
Złotą klatkę sprawię Ci
będę karmić owocami
a do nogi przymocuję
złotą kulę z diamentami

Kilka dni temu miałam rozmowę z Uwodzicielem o tym, że w naszym związku powiało chłodem. Rozmawialiśmy o rozstaniu. Nasza dewiza to "nic na siłę". On obawiał się, że pojawił się ktoś w moim życiu. Ja obawiałam się, że pojawił się ktoś w jego życiu. Nic takiego się nie stało. Za to wkradł się kryzys. Wyraziłam swoje zdanie, że według mnie kryzys jest związany z rzadkimi spotkaniami i sytuacją w pracy, która nie sprzyja naszym schadzkom. Jednak już niedługo ta sytuacja się zmieni, zostaję przenoszona z powrotem na obiekt, na którym on pracuje. W dodatku za kilka miesięcy odzyskam swoje mieszkanie, nie będę już mieszkać z rodzicami. Wyraziłam obawę, że jeśli teraz zakończymy nasz związek to za dwa tygodnie, gdy te zmiany się zaczną, będziemy tego żałować i warto poczekać, warto dać sobie szanse.
Stwierdził, że bardzo dobrze jest posłuchać kogoś mądrego.
Atmosfera się oczyściła.
Natomiast dzisiaj czuję tak obezwładniającą tęsknotę, że czuję się fatalnie.

tęsknota, kobieta


"Bywało, iż zdarzał się dzień ponury, szary (albo słoneczny), kiedy dopadała ją tęsknota tak żrąca, że czuła się pusta, już wcale nie kobieta, ale suche drzewo, w którym świszcze zimny listopadowy wicher. Tak właśnie czuła się teraz (...), aż ją głowa rozbolała od myśli o tych wszystkich przyszłych latach i zaczęła się zastanawiać, na co komu miłość skoro do tego prowadzi, skoro można się tak czuć choćby przez dziesięć sekund." Stephen King – Historia Lisey

Wspominam dzień kiedy po raz pierwszy się zobaczyliśmy.
Wspominam jak za mną biegał przez kilka miesięcy, aby mnie poderwać.
Wspominam chwilę, w których po raz pierwszy w życiu czułam się tak uwodzona.
Wspominam gesty, którymi starałam się nieudolnie odpowiadać na jego uwodzicielskie gesty.
Wspominam ożywione rozmowy, które prowadziliśmy godzinami.
Wspominam spojrzenia w oczy, te przedłużone i te przelotne.
Wspominam nadzieje, które w nim pokładałam.
I jestem na niego tak bardzo zła, że dzisiaj go przy mnie nie ma.
Jestem zdziwiona jak bardzo te emocje na nowo wybuchły w moim wnętrzu, jak z wulkanu.
Złości mnie, że nie pamiętam kiedy on znowu przychodzi do pracy, kiedy będziemy mogli porozmawiać.
I boję się, że nie będę w stanie wyrazić tego, jak bardzo dzisiaj tęsknię. Tak bardzo, że mam stan podgorączkowy. Tak bardzo, że jest mi niedobrze.
Jeden jego dotyk i byłoby mi lepiej.
Jedno spojrzenie, a na mojej twarzy zagościłby uśmiech.
Ostatnio tak czułam się w wakacje, gdy jeszcze do niczego między nami nie doszło. Kiedy wszedł do mojego mieszkania, a ja nie wiedziałam co zrobić, a tak bardzo pragnęłam, aby w końcu mnie dotknął... i po prostu przytuliłam się do jego piersi.

Dzisiaj dotarło do mnie, że możemy to wszystko stracić.
Ale dotarło też to, że te spojrzenia, te gesty, te rozmowy... tego się nie powtórzy. Będą inne gesty, rozmowy, spojrzenia, nie takie same. Może lepsze. A może nie.
Uważam jednak, że warto walczyć.
Spytacie: o co?
Tak, wiem, to nie ma przyszłości. Ale ja obecnie w ogóle nie mam przyszłości, nie potrafię o niej myśleć. Dlatego chcę walczyć o to, aby teraz nie cierpieć na brak jego.

Wypompowana

Nie mam siły na nic.
Czuję się jakby ktoś ze mnie wypompował całą energię.
O, przepraszam. Od dwóch godzin czuję się odrobinę lepiej i tylko dlatego udało mi się zmusić do tego, aby cokolwiek napisać.



Całymi dniami śpię, w nocy chodzę do pracy. Jak mam dwa dni wolnego to dwa dni śpię. I dwie noce. Nie mam siły się myć. Nie mam siły - fizycznie. Robi mi się słabo, gdy tylko podejmę jakiś większy wysiłek. Co wieczór mam stany podgorączkowe. Sen nie daje wypoczynku.
A przecież w życiu wszystko idzie dobrze, wszystko się układa. A ja nie mam siły na nic.

roller coaster

Od rana mam ogromną huśtawkę emocjonalną!
Wstałam o czwartej rano.
Byłam o ósmej na terapii. Obawiałam się tego spotkania ze względu na poprzedni temat - wyrażanie emocji. Wiedziałam, że tym razem na tej terapii też nie wyrażę uczuć, miałam przez to wrażenie, że w jakiś sposób nie daję rady. Kiedy tam szłam uświadomiłam sobie, że z moją nową wagą (10kg do przodu!) czuję się pięknie. Czuję się bardziej kobieco.
Mówiłam między innymi o Uwodzicielu. Mamy się dzisiaj spotkać, a długo się nie widzieliśmy. Moje uczucia mocno osłabły, chciałam czegoś więcej. Na terapii powiedziałam, że poczekam miesiąc - jak mi się nie zmieni to z nim zerwę. Ale - powiedziałam - pewnie tego nie zrobię, bo mi będzie go brakować. Ale - ale... tak zmieniałam zdanie.



Wróciłam do domu w dobrym humorze. Zaczęłam gotować, tańcząc i śpiewając, skacząc i wariując. Potem usiadłam i było tak spokojnie. Słońce świeciło, muzyka leciała w tle, mieszkanie wysprzątane, olejek pomarańczowy nadał fajnego zapachu. Było mi dobrze.
Potem zaczęłam się bać spotkania z Uwodzicielem. Że ktoś nas przyłapie. Zadzwoniłam do niego, podzieliłam się obawami. W tym momencie tak bardzo za nim zatęskniłam! Zrobię wszystko żeby się z nim spotkać! Ale przecież zasługuję na więcej niż chowanie się po kątach... Ale chociaż na chwilę..! Umówiliśmy się w końcu.
Jednak mój nastrój mocno opadł. Byłam nerwowa i spięta. Musiałam się umyć, a wcale mi się nie chciało. Stałam przed wanną i gapiłam się na nią jak sroka w gnat.
Jak już w końcu się umyłam zrobiło mi się lepiej. Postanowiłam znaleźć coś do ubrania na wieczorną randkę.
Przymierzałam chyba wszystko! I widziałam się tylko grubą i brzydką.
Potem usiadłam i zaczęłam z tego wszystkiego płakać.

Wyrażanie emocji

Dzieje się na tyle dużo, że sama nie wiem o czym pisać. Może napiszę o terapii.
Otóż byłam w tym tygodni na sesji, na której dowiedziałam się, że... tłumię emocje. Okazało się, że sama umiejętność nazwania ich i "przepuszczenia" przez siebie nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć je wyrazić wobec innych i wobec siebie, a tego zdecydowanie nie potrafię.



Najważniejszym pytaniem jakie padło na terapii było "a wyrażanie emocji to..?". 
To coś niebezpiecznego.
To okazanie słabości.
To wystawienie się na zranienie.
To manipulacja.

Takie ja znalazłam w sobie odpowiedzi. 
Terapeutka miała jednak inne zdanie. 
Ona uważa, że okazywanie emocji to cecha ludzi silnych.
I się z nią zgadzam. Trzeba mieć w sobie siłę, aby odważyć się pokazać komuś swoje emocje. Wystawić się na ocenę, dać komuś szansę na zrozumienie, asertywnie bronić swoich emocji.

Minęło już kilka dni od tego spotkania, a ja dalej jestem roztrzęsiona.
Terapeutka przypomniała mi, że moje spotkania z nią są "bezpieczną strefą" i mogę tam pokazywać emocje. Zrobiło mi się głupio, poczułam jakąś taką presję... Bo tak bardzo chciałabym się w tym temacie odblokować, ale tak bardzo nie potrafię. Może z jej pomocą mi się to uda.

Czym według Was są emocje? Czy zdarza Wam się rozpłakać podczas rozmowy z kimś? Czy jesteście w stanie nie tylko powiedzieć komuś o przeżywanej aktualnie emocji, ale również ją wyrazić płaczem, krzykiem, uśmiechem? 

Ja nie potrafię, jestem totalnie zamrożona w tym temacie. Racjonalizuję wszystko do bólu i tym samym tłumię w sobie.


© Sleepwalker | Wioska Szablonów | X | X