Moja twórczość

Obrazy na sprzedaż

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą borderline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą borderline. Pokaż wszystkie posty

Powspominamy? Zachowania borderline względem partnerów

Związki romantyczne w borderline. Trochę teorii i moje świadectwo życia w związkach jako osoby z cechami borderline (bądź po prostu borderline? Wciąż nie jestem pewna diagnozy).  

O tym jak kochałam, jak uciekałam, jak idealizowałam i dewaluowałam moich partnerów.  

Moim zdaniem notka warta przeczytania 🙂 

Niestety przez ten czas nic się nie zmieniło. Mój ostatni związek zakończył się po dwóch miesiącach, gdzie na samym końcu mój partner był mi zupełnie obojętny. A na początku byłam ogromnie zakochana. Zero postępu w tym temacie. 

27 września 2017 roku.

 Oryginalna notka: Związki romantyczne - borderline

Powspominamy? Diagnoza borderline.

Kolejna diagnoza… choć wstępna. Borderline. 

Kolejny szok. 

Wspominam tutaj o terapii, o tym, że ta diagnoza napisana na skrawku papieru ze skierowaniem do psycholożki, z którą przeżyłam późniejszy rok, ma rozwiać wątpliwości. Pani psycholog twierdziła, że mam borderline… Ale do dzisiaj jej nie wierzę. Być może mam cechy borderline, ale nic więcej. Nie pasuje mi to do mnie. Nie wiem… Być może teraz leki tłumią pewne zachowania, ale nigdy nie byłam agresywna (chyba, że w stosunku do siebie), nie miałam ryzykownych zachowań, potrafię być sama, nie potrzebuję partnera… Nie, nie wierzę, że to o mnie. Sprawa wciąż otwarta. 

A jak Wy sobie radzicie z różnymi diagnozami? Czy każdą diagnozę przyjmujecie za pewnik?

4 maja 2017 roku.


Oryginalna notka: Borderline

Złe myśli

To był 30 listopada.
Rano miałam świetny nastrój. Byłam w pracy na spotkaniu kończącym projekt, w którym brałam udział. Było wesoło, naprawdę się cieszę, że było mi dane poznać tych ludzi.
Natomiast wieczorem…



Pojawiły się myśli, że wszyscy mnie oceniają i krytykują. Babcia, bo chodzę „pogięta” (w sensie, że niedbale ubrana), że dużo śpię (no a jak przy moich dawkach leków nie spać?), mama, że nie zrobiłam tych czy tamtych badań i że tyję na pewno nie dlatego, że dużo jem, ale dlatego, że (uwaga!) mam coś z przysadką mózgową. Siostra, bo nie zapieprzam od rana do nocy tak, jak ona. No i oczywiście wszyscy, bo jestem gruba, gruba, gruba… Po raz pierwszy w życiu miałam ochotę się pociąć po rękach żeby wszyscy widzieli. To byłby komunikat: odpierdolcie się ode mnie i od mojego ciała!
Walczyłam z tą myślą o kaleczeniu się i znalazłam sposób. Zaczęłam uczyć się ballady, którą znalazłam w necie i która bardzo mi się spodobała „Ballada o czarnej śmierci”.
Wiedziałam jednak, że to nie wystarczy. Pomyślałam, że zadzwonię albo do terapeutki albo do psychiatry. W końcu wybrałam tę drugą. Rozmawiałyśmy przez godzinę. Bardzo mi pomogła.
Dzisiaj już jest normalnie, choć mam non stop napady obżarstwa. Nie mam pracy, jestem na L4, mój brat prawdopodobnie pójdzie do pierdla, bo się okazało, że jest poszukiwany listem gończym za kradzieże, nie jestem akceptowana przez rodzinę… Trochę tego jest. Zdrowemu człowiekowi byłoby z tym trudno.
Moja terapeutka uświadomiła mi, że moja rodzinka traktuje mnie jak zdrową osobę i wymagają, abym się zachowywała jak zdrowa osoba. Uświadomiła mi też, że ja sama zapomniałam o tym, że poza ChADem mam jeszcze diagnozę borderline, które rozpieprza mi uczucia od środka. Powinnam dać sobie więcej luzu.

Jeśli chodzi o angielski to cały czas się uczę, nie zrezygnowałam. Szkoła jest fajna, ciekawi nauczyciele, w większości native speakerzy. Łapię się na tym, że coraz częściej myślę po angielsku. To chyba dobrze, nie?


I don't wanna hurt you

Jeżeli mam być szczera to szczyt hipomanii już za mną. Wczoraj cały dzień odsypiałam niedospane godziny, dzisiaj też przesiaduję w piżamie. Czas wydaje się kwestią względną. 
Miałam już dzisiaj iść do pracy, ale zadzwonili, że jednak dopiero od poniedziałku - i w ten sposób okazało się, że całą majówkę mam wolną. Może i bym coś z tym zrobiła, ale... czy mi się chce?
Ale nie o tym miała być notka. Chciałam Wam napisać, że przeżyłam wspaniały weekend z kolegą, który również ma ChAD. Po tych dwóch dniach, które spędziliśmy ze sobą, mam wrażenie jakby kamień spadł mi z serca, otworzyły się jakieś zamknięte drzwi, rozpłynęła się jakaś trauma. 


Nie potrafię kochać - tego jestem pewna. Potrafię się jedynie zakochiwać na kilka tygodni, a potem rzucać nieszczęśnika znienacka, kiedy najmniej się tego spodziewa. Dlatego od wielu lat jestem sama (Uwodziciela nie liczę) i dlatego pewnie pozostanę sama. Nie wyobrażam sobie siebie w roli wiernej żony, nie wyobrażam sobie siebie w roli cierpliwej i kochającej matki. I kolega, z którym się spotkałam, ma bardzo podobne podejście do relacji damsko-męskich. To pierwszy mężczyzna, o którego się nie boję, że go skrzywdzę. Nie, nie dlatego, że nie ma uczuć, tylko dlatego, że on doskonale rozumie ograniczenia, z którymi się zmagam, a które dotyczą właśnie relacji damsko-męskich. 



Mamo, ja nie chce za mąż
Chce blasku i chce oklasków
Chce w tłumie klejnotem pierwszym być
Mamo, ja nie chce za mąż
I co dzień być jak przechodzień
Co musi udawać zamiast żyć
Mamo, pod naszą bramą koła zetrą bruk
Jak przed damą klęknie u mych stóp
Tato, za oknem lato świat osłodzi bzem
A on bryką w nieznane porwie mnie

Pnie się mój różowy powój w górę wciąż się pnie
Migdałowy zapach ma i smak
Tulą się motyle tulą, tulą
A ja nie, bo mnie jest miłości ciągle brak

Mamo, ja nie chce za mąż
Nie zniosę mężusia kmiotka
Ja spotkać skrzydlatą miłość chcę
Mamo, ja nie chce za mąż
Chce drania co wart kochania
Gdy stuka pięściami w serce me

Mówi się, że osoby z borderline czy ChAD to potwory i najlepiej uciekać od nich jak najdalej. Być może rzeczywiście tak jest. Może to jest tak, że zdrowy chorego nie zrozumie? Może ChAD powinien skumać się z innym ChADem i żyć swoim szalonym życiem? 

A co do traumy, która ze mnie zeszła. Jeszcze nie do końca wiem co to. Wiem, że zostałam powalona dobrocią i jakąś formą miłości. Teraz, gdy myślę o Uwodzicielu, to zastanawiam się dlaczego godziłam się na to lub tamto. 
Normalna rzecz, jak np. objęcie w autobusie, rodziło we mnie z początku niepokój, bo ktoś zobaczy. A potem uświadamiałam sobie, że wcale nie muszę się z niczym kryć, bo żadne z nas nikogo nie zdradza.

Kiedyś Wam już pisałam, że lubię opisywać swój stan piosenkami. Dlatego poza dwoma, które wkleiłam wcześniej, są jeszcze te:



She looks up to the mirrored glass 
She sees a horse and rider pass 
She says, "This man's gonna be my death 
'Cause he's all I ever wanted in my life 
And I know he doesn't know my name 
And that all the girls are all the same to him 
But still I've got to get out of this place 
'Cause I don't think I can face another night 
Where I'm half sick of shadows 
And I can't see the sky 
Everyone else can watch as the tide comes in 
So why can't I 

And it's raining 
And the stars are falling from the sky 
And the wind 
And the wind I know it's cold 
I've been waiting 
For the day I will surely die 
And it's here 
And it's here for I've been told 
That I'll die before I'm old 
And the wind I know it's cold..." 

But there's willow trees 
And little breezes, waves, and walls, and flowers 
And there's moonlight every single night 
As I'm locked in these towers 
So I'll meet my death 
But with my last breath I'll sing to him my love 
And he'll see my face in another place," 
And with that the glass above 

Her cracked into a million bits 
And she cried out, "So the story fits 
But then I could have guessed it all along 
'Cause now some drama queen is gonna write a song for me," 
She went down to her little boat 
And she broke the chains and began to float away 
And as the blood froze in her veins she said, 
"Well then that explains a thing or two 
'Cause I know I'm the cursed one 
I know I'm meant to die 
Everyone else can watch as their dreams untie 
So why can't I 



I'm your Opheliac
I've been so disillusioned
I know you'd take me back
But still I feign confusion
I couldn't be your friend
My world was too unstable
You might have seen the end
But you were never able

To keep me breathing
As the water rises up again
Before I slip away!


You know the games I play
And the words I say
When I want my own way
You know the lies I tell
When you've gone through hell
And I say I can't stay
You know how hard it can be
To keep believing in me
When everything and everyone
Becomes my enemy and when
There's nothing more you can do
I'm gonna blame it on you
It's not the way I want to be
I only hope that in the end you will see


It's the Opheliac in me...
It's the Opheliac in me...

I'm your Opheliac
My stockings prove my virtues
I'm open to attack
But I don't wanna hurt you
Studies show:
Intelligent girls are more depressed
Because they know
What the world is really like

Don't think for a beat it makes it better
When you sit her down and tell her
Everything gonna be all right
She knows in society she either is
A devil or an angel with no in between

She speaks in the third person
So she can forget that she's me

Doubt thou the stars are fire
Doubt thou the sun doth move
Doubt truth to be a liar
But never doubt... 

Modlitwa łez

Dużo dzisiaj płakałam. Płakałam, piłam piwsko i... się modliłam? Tak, przekazywałam Bogu sercem to, czego nie umiem przekazać słowami.
Płacz podobno pomaga, więc płakałam. Czy to pomoże mi oczyścić się ze wspomnień?


Płakałam też nad swoim ciałem. Weszłam w obszar nadwagi. Ważę 74kg na 170cm. Kiedy patrzę w lustro to nie wierzę, że to jestem ja, nie poznaję swojego ciała. Nigdy nie byłam tak gruba.
Jeśli wrócę do Boga, jeśli pójdę do spowiedzi, to nie będę mogła już się głodzić. Może to i dobrze, bo niewiele mi to dało dobrego - jedynie późniejsze napady obżarstwa. Obżarstwo to też grzech. Kurwa, robiłam sobie dzisiaj rachunek sumienia i wychodzi na to, że całe moje obecne życie jest jednym wielkim grzechem.
Poszłam dzisiaj nawet na adoracje... Tak, po dwóch piwach. Pff... myślałam nawet czy by nie iść do spowiedzi, ale po pierwsze byłam nietrzeźwa (co prawda nie czułam tych dwóch piw, ale jakiś szacunek dla sakramentu pokuty i pojednania trzeba mieć), a po drugie w niedziele spowiedź jest tylko piętnaście minut przed Mszą św., a ja nie chcę się spieszyć. Wobec tego zwiałam po dwudziestu minutach.
W ramach otwierania się na ludzi zaproponowałam mojej grupce znajomych, z którymi nie widziałam się odkąd zaczęłam być z Uwodzicielem, wypad w góry. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
No i jeszcze zastanawiam się nad tym, czy by nie iść na lekcje gry na gitarze. Siostra ma gitarę - mogłaby mi ją dać, bo nie używa. Musiałabym tylko strunę dołożyć, bo podobno nie ma. Ktoś wie jak to zrobić albo gdzie znaleźć kogoś, kto to zrobi?
Myślę, że nie ma innego sposobu żeby pozbyć się z życia Uwodziciela jak zapełnić jego miejsce czymś/kimś innym. Wyprzeć go z mojego serca. On dzisiaj jest w pracy, ale się nie odzywa. Po części jestem mu za to wdzięczna. Mam nadzieję, że on też zrobi wszystko żeby było mi łatwiej o nim zapomnieć. Ja też się nie odzywam. Staram się czymś zająć, ale kiedy bierze mnie na łzy to pozwalam sobie na płacz. Myślę, że to dobre podejście do siebie.

Lecz przyjdzie kiedyś ktoś...

CHADowa napisała:
"Też tak miałam na początku powrotu do normalności. Niby dobrze, a pusto. A później okazało się, że nie pusto tylko normalnie. Okazało się, że nie znałam tego stanu i zrobiło się dziwnie."

Ten komentarz obijał mi się po ściankach czaszki. No bo rzeczywiście - jest dobrze, ale czegoś brakuje... Postanowiłam to przyjąć, to, że ta pustka po prostu wynika z braku hipomanii czy depresji, że wynika z remisji. Jest to bardzo prawdopodobne.
Naszły mnie jednak wczoraj pewne wątpliwości.

Kilka dni temu rozmawiałam z Uwodzicielem i powiedziałam mu, że tęsknię za Bogiem, że denerwuje mnie chowanie się po kątach, że jestem zestresowana, że czuję się od niego uzależniona. Powiedziałam też, że nie chcę żeby jego żona się o nas dowiedziała, a coraz więcej osób o nas wie i to źle wróży. Postanowiliśmy, że najbliższe spotkanie będzie naszym ostatnim. Po raz pierwszy ta decyzja wynikła z mojego serca, ze mnie. Nie była związana z czynnikami zewnętrznymi tylko z tym, że uważam, że zasługuję na coś więcej. Zasługuję na to, aby mieć ukochanego na wyłączność i zawsze, gdy będę chciała.
Spotkaliśmy się przedwczoraj na całą noc. Dużo, dużo rozmawialiśmy, wspominaliśmy. Rozmawialiśmy też o tym kogo mamy na oku, do kogo chcemy zarywać dalej, okazało się, że oboje już od jakiegoś czasu rozglądaliśmy się za potencjalnymi kandydatami/kandydatkami. Trochę bolało jak opowiadał, że próbował zarywać do jakiejś laski w momencie, gdy jeszcze był ze mną, ale z drugiej strony ja robiłam dokładnie to samo.
To nie zmienia faktu, że już za nim tęsknię. Co mam zrobić żeby się od niego uniezależnić?
Teraz, gdy się rozstaliśmy już wiem co to była za pustka w środku mojego serca. Teraz wyszła na wierzch. To przekonanie, że trzeba będzie zakończyć ten związek - tym była ta pustka.


Muszę coś zrobić żeby już do niego nie wrócić.
Może spowiedź, modlitwa? Chciałabym. Ale kiedy pomyślę o życiu znowu z Bogiem to mam wrażenie, że to są same ograniczenia, a niewiele się dostaje w zamian.
Kiedyś miałam całkiem odwrotne przekonanie - że Bóg niewiele ode mnie wymaga, a daje ogrom w zamian. To się zmieniło. Moja wiara podupadła. Mam żal do Boga o rodziców, o moją rodzinę. Mam żal o moją chorobę. W dodatku jeszcze nie potrafię powiedzieć czym rzeczywiście w życiu ja zawiniłam, a co było spowodowane chorobą czy czynnikami zewnętrznymi. Gdzie zaczyna się odpowiedzialność za grzech? Tylko Bóg to wie. Ale mi nie powie, więc zadręczam się najmniejszymi pierdołami albo odwrotnie - ze wszystkiego się usprawiedliwiam, bo choroba, bo takie wychowanie, bo takie problemy...

Misz-masz

Jestem już u siebie. Mam wrażenie jakbym w ogóle nie opuszczała tego miejsca. Czuję się tutaj jak w domu.
W pierwsze dwa dni sporo zrobiłam, sprzątałam, wypakowałam większość rzeczy. Już da się tutaj funkcjonować.



Teraz już nie bardzo wiem co ze sobą robić. Całymi dniami oglądam telewizję, nie chce mi się sprzątać. Nawet nie chce mi się stąd wychodzić - do tego stopnia, że skończyły mi się fajki i nie chce mi się po nie iść.
Powinnam zacząć wychodzić do ludzi, ale nie czuję takiej potrzeby. Dobrze mi samej. Z aplikacji Daylio wynika, że od początku miesiąca jest mi "Dobrze", a kilka razy nawet "Wspaniale". Pomimo to czuję w środku jakąś taką pustkę, niechęć. Mam wrażenie, że jakbym zaczęła płakać to długo bym nie skończyła. Taki misz-masz.

Łóżko, Kołdra, Miłość, Dotyk

Łóżko 
To przedmiot, który nas 
Godzi i budzi strach
Czy wytrzymamy jeszcze razem
Kołdra
Zabierasz większą część
Zsuwasz ją kiedy chcesz
Przekonać się, czy to na pewno 
Miłość
O miłość trzeba dbać 
Karmić ją cały czas
Szczególnie gdy leżymy razem
Dotyk
A po nim cisza słów
I ocieranie skóry
Nagle czerwonej od nabiegłej krwi 
Mojej i twojej krwi 
Zachłanni, więcej jej produkujemy 
żeby dalej, dalej, dalej...
Miłość to czas
W słowach pozamykany
A ja kłopoty z niedomówieniami mam
Miłość to czas
Z czasem zapominamy 
A ja kłopoty z zapamiętywaniem mam
(sł. Janusz Radek)


Przedwczoraj nie potrafiłam się pozbierać po kłótni z Uwodzicielem. Tak bardzo bolało mnie to, co mi powiedział... Wczoraj widzieliśmy się chwilę i dalej się kłóciliśmy. Odwołał nasze całonocne spotkanie, które miało być w przyszłym tygodniu. Ja byłam za tym żeby się spotkać, aby porozmawiać. Poprosił mnie żebym zadzwoniła jak dojadę do domu.
Zanim się do siebie dodzwoniliśmy, przepłakałam godzinę. Dałam sobie prawo do płaczu, a raczej terapeutka na ostatniej sesji mi dała to prawo. Powiedziała, że pomimo tego, iż wiem od początku, że ten związek zmierza ku końcowi, to będę cierpieć jak po normalnym rozstaniu. Gdyby nie te słowa to pewnie bym nie płakała. 
W końcu, gdy już rozmawialiśmy z U., doszliśmy znowu do porozumienia. Spotkanie jednak się odbędzie.
Dzisiaj rano zadzwoniłam do niego i okazało się, że jest chory. Już wczoraj źle wyglądał i mówił, że coś go bierze. Dzisiaj słyszałam w słuchawce, że rzeczywiście nie jest dobrze. Spotkanie odwołane. Nie, nie złoszczę się o to, bo to sytuacja losowa.
Jednak mam wspomnienie jego wzroku, gdy się kłóciliśmy. Jego słowa o tym, że nie ma co się starać, bo i tak nie będziemy ani parą, ani małżeństwem. Jego brak odwagi, aby powiedzieć mi co myśli.
Kiedy dzisiaj odwołał to spotkanie zorientowałam się, że to koniec. Nic na siłę - to nasza dewiza. Nie wytrzymamy ze sobą dłużej, brakuje już tej energii, tej odwagi, aby sprzeciwiać się otoczeniu. Myślę, że oboje to wiemy. Ja byłabym w stanie jeszcze walczyć, ale widzę, że on już nie. Nic na siłę.

Dzisiaj też płakałam. Tak bardzo boję się samotności! Boję się, że nigdy nikogo nie spotkam. Ale w takim układzie z Uwodzicielem jaki teraz mam tylko marnuję swój czas. Trzeba podjąć jakieś kroki zamiast tkwić w marazmie.

Usłysz mnie!

Znam ten utwór od lat, ale dzisiaj po raz pierwszy wzbudził we mnie takie emocje. Yiruma i jego River flows in you. Polecam posłuchać!



W akompaniamencie Yirumy chcę wykrzyczeć mój żal, moją frustrację i złość.
Uwodzicielu... Moje uczucia względem Ciebie są tak dziecięco szczere i gwałtowne. Uwielbiam z Tobą rozmawiać, przytulać się do Ciebie, kochać się z Tobą. Usłysz jak bardzo blisko chcę z Tobą być. Chciej i Ty być przy mnie, chciej mi ufać, ufaj...
Dlaczego jesteś podejrzliwy i zazdrosny? Dlaczego nie powiesz jasno co Ci nie odpowiada tylko chodzisz okrężną drogą milczenia? Dlaczego grozisz rozstaniem? Dlaczego manipulujesz mną? Wiesz, że nie mogę się na to godzić! Nie pozwolę nikomu, aby mną manipulował, aby manipulował moim lękiem przed odrzuceniem.
Uwodzicielu, to był ostatni raz kiedy pozwoliłam Ci na takie zachowanie względem mnie. Kocham Cię. Ale nie będę pozwalała, aby Twoje niskie poczucie własnej wartości wpływało na mnie, budząc we mnie tak wiele frustracji, żalu i złości. Nie potrafię sobie z tym radzić, a muszę szanować siebie i swoje zdrowie.
Nasza relacja powoli dobiega końca, oboje o tym wiemy.
Jeszcze trochę to potrwa, ale niedługo. Dobrze będzie rozstać się w przyjaźni.


Zagoniona w kąt
Twoim milczeniem
Krzyczę: Usłysz!
Bez słów.

Z sercem przepełnionym lękiem
Nasłuchuję twoich kroków
Szepczę: nie opuszczaj mnie
Ale ty nie słyszysz.

Bo zatonąłeś

w milczeniu

Jak pies z kotem

Uwodziciel: Panno Mary, idzie pani zapalić?
Ja: Jasne, tylko zaniosę rzeczy.
Poszłam na swoje stanowisko pracy, odłożyłam to, co niepotrzebne, wzięłam papierosy i szczęśliwa zjechałam na dół. Szczęśliwa i nieco skrępowana, bo nie wiedziałam jak się zachować. Wszyscy nas obserwują, plotkują... Jak się zachować, aby było dobrze?
Ja: Jestem, możemy iść
Uwodziciel: Super. Waldek, idziesz?
I tak w trójkę wyszliśmy na papierosa. Zauważyłam, że Uwodziciel stoi daleko ode mnie. Może to i dobrze?
Gadka szmatka.
Zza drzwi wychodzi Stefan. Stefan to jedna z niewielu osób, które ze mną normalnie rozmawiają.
Ja: Stefan, ty dzisiaj masz zmianę?
Stefan: Tak, ty też?
Ja: Tak, super!
Chwilę później.
Ja: Dobra chłopaki. Idę, bo ktoś tu musi pracować!
Pożegnałam się z Waldkiem i Uwodzicielem i poszłam. Przesiedziałam 24h w pracy i poszłam do domu. Następnego dnia Uwodziciel miał zmianę. Dzwonię do niego z rana - nie odbiera. W końcu oddzwania i już słyszę, że jest obrażony.



Kłóciliśmy się cały dzień. Kompletnie nie rozumiałam o co mu chodzi, o czym on do mnie rozmawia, co mu znowu nie pasuje!? Że on nie lubi Stefana? Skąd ja miałam o tym wiedzieć. Zresztą, co z tego, że on go nie lubi? Ja lubię i mogę lubić kogo tylko chcę. Wszystko wisiało na włosku. Popołudniu byłam na piwie z kumplem z byłej pracy. Opowiedziałam mu wszystko, całą historię z Uwodzicielem i poprosiłam żeby olał fakt, że przyjechał samochodem i upił się ze mną. Wypiliśmy kilka piw, były szczere gadki i nieco rozluźnienia. Przeszedł mi gniew na Uwodziciela. A był potężny, naprawdę. W kłótni powiedziałam mu, że ma mnie przestać uważać za dziwkę, która puści się z każdym, z którym rozmawia. Wykrzyczałam to będąc w McDonaldzie. Także było ostro. Za to po piwkach sytuacja nie była już taka straszna, choć na poważnie rozważałam rozstanie.

Dzisiaj rano (o 5:30!!!) dzwoni do mnie Uwodziciel. Przez przypadek. Pisał mi smsa z życzeniami na dzień kobiet. Znowu ta sama gadka - że jak ja mogłam i tak dalej. Ale było też coś nowego, powiedział "nie robi się takich rzeczy kiedy twój chłopak jest przy tobie". To zdanie dźwięczało mi w głowie. To o to chodzi! Odwróciłam sobie sytuację. Ja stoję przy nim i nagle on do jakiejś panny wyskakuje z tekstem "fajnie, że jesteśmy dzisiaj razem na zmianie!". Zrobiłoby mi się przykro. Oj tak, jak cholera. I w końcu zrozumiałam o czym on mówi!
Duma do kieszeni i trzeba przepraszać.
Przeprosiny przyjęte. Już jest dobrze.
 No prawie. Ja mam pewne wyrzuty jeszcze, ale dzisiaj ich nie będę roztrząsać, bo on jest zmęczony po pracy. Wczoraj ja byłam zmęczona po pracy i wiem, że nie do końca człowiek wtedy kuma co się do niego mówi. Poruszę ten temat jak będziemy mieli całą noc dla siebie.
Chodzi mi o jego brak zaufania i podejrzewanie mnie o kręcenie z całą rzeszą facetów. To mnie boli.

Jejku, jak ciężko!

Gruba, bezradna, słaba i zdołowana. Oto ja od kilku dni.


Wczoraj ból psychiczny był tak silny, że nie wytrzymałam i pocięłam sobie delikatnie dłoń - tak, aby nie zostały blizny, ale żeby ból fizyczny przez kilka dni mi towarzyszył. Ulga przyszła.
Czuję się nierozumiana przez nikogo. Odwiedziłam przyjaciela żeby wyjść z domu, ale niewiele mi to pomogło. Zadzwoniłam do przyjaciółki - też nie umiem się otworzyć.
Dzisiaj jestem w pracy i stresuję się pewnym zadaniem, które mnie czeka. 
Muszę dać radę.
Mam ochotę uciec z pracy. Zwolnić się, zwiać, poddać się. Bo przecież z niczym nie daję sobie rady. Na szczęście dzisiaj nie ma moich dwóch prześladowczyń.
Popieprzona ta notka, bez ładu i składu. 

Konflikt

Lubię to uczucie po alproxie, gdy świat wydaje się piękny, a wszystkie zmartwienia wydają się błahe.
Wzięłam dzisiaj 0,5mg, bo wróciłam z pracy roztrzęsiona. Ostatnio tak mam. Dlaczego?
Otóż mam konflikt w pracy z dwiema osobami. Właściwie to z jedną, a druga robi to, co pierwsza chyba ze względu na słabość charakteru. No cóż, bywa. Wow! Powiedziałam "no cóż, bywa"! Jeszcze dwie godziny temu to był problem rangi 10/10.
Co pół tabletki potrafi zrobić z człowiekiem.
Już wyjaśniam o co chodzi.



Dwie sprzątaczki, z którymi przez ostatni rok miałam raczej dobry kontakt, były takimi najlepszymi znajomymi z pracy, nie odzywają się do mnie. Ignorują mnie, dają mi wyraźnie do zrozumienia, że mną gardzą. Tak naprawdę nie wiem dlaczego. Od kolegi dowiedziałam się, że one wiedzą, że Uwodziciel był ze mną w Krakowie. Ha! Dosyć mocno posunięta plotka. Tak, w każdej plotce jest ziarnko prawdy i nie mam im za złe, że "przestały mnie lubić", ale ich zachowanie jest zwyczajnie wredne i dziecinne. W dodatku nie wiem czy naprawdę o to im chodzi. Równie dobrze może chodzić o to, że pewnego razu minęłam jedną z nich bez słowa, bo od tego momentu przestały się do mnie odzywać. Nie wiem o co im chodzi, nie chcę tworzyć własnych historii, ale zachowują się bardzo nieprzyjemnie w stosunku do mnie. Nie będę tu podawać przykładów, bo szkoda pisać nawet, ale przez to w pracy jestem zalękniona i zestresowana.
Terapeutka tydzień temu podała mi dwie możliwości podejścia do tej sytuacji - albo próba konfrontacji albo ignorowanie tego zachowania. Stwierdziła, że zwykle w moim życiu (a właściwie to zawsze) wybieram pierwszą opcję nie dając w ten sposób wolności drugiemu człowiekowi. Postanowiłam wobec tego nie iść na łatwiznę (czyt. próby konfrontacji i tłumaczenia się z rozpaczliwym przekazem "polub mnie! polub!") i zostawić sytuację samą sobie. Staram się zmierzyć z tym, że ktoś ma do mnie jakiś problem, ma do tego prawo, a ja wcale nie muszę się tym przejmować. Terapeutka powiedziała mi, że powinnam do tego podejść zadaniowo, jako doświadczenie, które może mi pomóc w przyszłości zmierzyć się z podobnymi sytuacjami.
Najważniejsze jest to, aby pamiętać, że "mają coś do mnie" jedynie dwie osoby, a nie cała firma. "Lubię" takie rzeczy uogólniać. Sytuacja ze sprzątaczkami zmusza mnie do wyjścia ze swojej strefy komfortu i do nawiązywania nowych znajomości. Z zaskoczeniem zorientowałam się, że poza nimi dwiema są też inne osoby, z którymi mogę wyjść na papierosa i pogadać o pierdołach. Ludzie traktują mnie z sympatią. Przyznaję, że jest dla mnie stresującym rozmowa z nowymi osobami. Ale dam radę. Mam tę moc!
Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Teraz, na alproxie i po terapii sprawa wydaje się mniej poważna, ale kiedy wytrzeźwieję z uspokajacza i będę zmuszona iść do pracy i znowu się z nimi zmierzyć - pewnie znowu będzie trudno. Jednak może z każdym dniem łatwiej? W końcu nie one jedne istnieją w budynku, w którym pracuję.
Uprzedzam, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to, o czym plotkują po części jest prawdą. I jak chcą to niech sobie mnie tak traktują-nie wnikam w to czy mają do tego prawo czy nie.
Piszę tu o tym, że to ja muszę sobie z tym poradzić i moim problemem jest to, że w ten sposób na to reaguję.

Zakochana

Mam nowy plan
Nikt jeszcze nie wie, że go mam
A co mi tam!
Naprawię ten zepsuty świat

Chociaż na razie wszystko jest nie tak
ciągle pod wiatr
A idę tak, jakbym po lodzie cienkim szła
A co mi tam!
Wszystko to znam...

Tak, tak, tak
Mam nowy plan!

związki romantyczne borderline


Znowu widzę w Twoich oczach tę iskrę. 
Zobaczyłam ją dziś rano, gdy szedłeś w moim kierunku. Jestem pewna, że najbliższy czas będzie dla nas ratunkiem. Ty uważasz, że będzie ciężko, ale ja mam plan, który realizuję. Wykorzystam ten czas, w którym tak ciężko będzie nam się spotkać na dłużej. Będziesz tęsknić coraz bardziej, będziesz pragnął coraz bardziej, aż w końcu nie będziesz mógł myśleć o nikim innym poza mną. 
Już dziś wiem doskonale, że nie tylko ja nieustannie o Tobie myślę, ale Ty też myślisz o mnie tam, gdzie jesteś. Wróciła moja pewność siebie. 

Czuję się tak, jakby przyszła wiosna do mojego serca. Rozkwita we mnie nadzieja.
Mówisz, że ostatnio stałam się bardziej kobieca, dojrzalsza.
To dzięki terapii, wiesz?
Lepiej panuję nad tym, co czuję i potrafię jaśniej określić czego chcę. Kiedy podejmuję decyzję to łatwiej jest mi jej dotrzymać, bo teraz moje decyzje są lepiej przemyślane. 
A jak to kiedyś powiedziała moja terapeutka: "pani zawsze dostaje to, czego chce".
A ja chcę Ciebie. 

Wspominam

Aż boję się pisać żeby to wszystko nie wróciło. Na chwilę obecną jest we mnie stłumione i czuję jak się kotłuje w moim wnętrzu.
Chodzi o tęsknotę, zazdrość, złość.

Są chwile
gdy wolałabym martwym widzieć Cię
Nie musiałabym
się Tobą dzielić nie nie
Gdybym mogła schowałabym 
Twoje oczy w mojej kieszeni
żebyś nie mógł oglądać tych
które są dla nas zagrożeniem

Do pracy
nie mogę puścić Cię nie nie
Tam tyle kobiet
każda w myślach gwałci Cię
Złotą klatkę sprawię Ci
będę karmić owocami
a do nogi przymocuję
złotą kulę z diamentami

Kilka dni temu miałam rozmowę z Uwodzicielem o tym, że w naszym związku powiało chłodem. Rozmawialiśmy o rozstaniu. Nasza dewiza to "nic na siłę". On obawiał się, że pojawił się ktoś w moim życiu. Ja obawiałam się, że pojawił się ktoś w jego życiu. Nic takiego się nie stało. Za to wkradł się kryzys. Wyraziłam swoje zdanie, że według mnie kryzys jest związany z rzadkimi spotkaniami i sytuacją w pracy, która nie sprzyja naszym schadzkom. Jednak już niedługo ta sytuacja się zmieni, zostaję przenoszona z powrotem na obiekt, na którym on pracuje. W dodatku za kilka miesięcy odzyskam swoje mieszkanie, nie będę już mieszkać z rodzicami. Wyraziłam obawę, że jeśli teraz zakończymy nasz związek to za dwa tygodnie, gdy te zmiany się zaczną, będziemy tego żałować i warto poczekać, warto dać sobie szanse.
Stwierdził, że bardzo dobrze jest posłuchać kogoś mądrego.
Atmosfera się oczyściła.
Natomiast dzisiaj czuję tak obezwładniającą tęsknotę, że czuję się fatalnie.

tęsknota, kobieta


"Bywało, iż zdarzał się dzień ponury, szary (albo słoneczny), kiedy dopadała ją tęsknota tak żrąca, że czuła się pusta, już wcale nie kobieta, ale suche drzewo, w którym świszcze zimny listopadowy wicher. Tak właśnie czuła się teraz (...), aż ją głowa rozbolała od myśli o tych wszystkich przyszłych latach i zaczęła się zastanawiać, na co komu miłość skoro do tego prowadzi, skoro można się tak czuć choćby przez dziesięć sekund." Stephen King – Historia Lisey

Wspominam dzień kiedy po raz pierwszy się zobaczyliśmy.
Wspominam jak za mną biegał przez kilka miesięcy, aby mnie poderwać.
Wspominam chwilę, w których po raz pierwszy w życiu czułam się tak uwodzona.
Wspominam gesty, którymi starałam się nieudolnie odpowiadać na jego uwodzicielskie gesty.
Wspominam ożywione rozmowy, które prowadziliśmy godzinami.
Wspominam spojrzenia w oczy, te przedłużone i te przelotne.
Wspominam nadzieje, które w nim pokładałam.
I jestem na niego tak bardzo zła, że dzisiaj go przy mnie nie ma.
Jestem zdziwiona jak bardzo te emocje na nowo wybuchły w moim wnętrzu, jak z wulkanu.
Złości mnie, że nie pamiętam kiedy on znowu przychodzi do pracy, kiedy będziemy mogli porozmawiać.
I boję się, że nie będę w stanie wyrazić tego, jak bardzo dzisiaj tęsknię. Tak bardzo, że mam stan podgorączkowy. Tak bardzo, że jest mi niedobrze.
Jeden jego dotyk i byłoby mi lepiej.
Jedno spojrzenie, a na mojej twarzy zagościłby uśmiech.
Ostatnio tak czułam się w wakacje, gdy jeszcze do niczego między nami nie doszło. Kiedy wszedł do mojego mieszkania, a ja nie wiedziałam co zrobić, a tak bardzo pragnęłam, aby w końcu mnie dotknął... i po prostu przytuliłam się do jego piersi.

Dzisiaj dotarło do mnie, że możemy to wszystko stracić.
Ale dotarło też to, że te spojrzenia, te gesty, te rozmowy... tego się nie powtórzy. Będą inne gesty, rozmowy, spojrzenia, nie takie same. Może lepsze. A może nie.
Uważam jednak, że warto walczyć.
Spytacie: o co?
Tak, wiem, to nie ma przyszłości. Ale ja obecnie w ogóle nie mam przyszłości, nie potrafię o niej myśleć. Dlatego chcę walczyć o to, aby teraz nie cierpieć na brak jego.

Wypompowana

Nie mam siły na nic.
Czuję się jakby ktoś ze mnie wypompował całą energię.
O, przepraszam. Od dwóch godzin czuję się odrobinę lepiej i tylko dlatego udało mi się zmusić do tego, aby cokolwiek napisać.



Całymi dniami śpię, w nocy chodzę do pracy. Jak mam dwa dni wolnego to dwa dni śpię. I dwie noce. Nie mam siły się myć. Nie mam siły - fizycznie. Robi mi się słabo, gdy tylko podejmę jakiś większy wysiłek. Co wieczór mam stany podgorączkowe. Sen nie daje wypoczynku.
A przecież w życiu wszystko idzie dobrze, wszystko się układa. A ja nie mam siły na nic.

roller coaster

Od rana mam ogromną huśtawkę emocjonalną!
Wstałam o czwartej rano.
Byłam o ósmej na terapii. Obawiałam się tego spotkania ze względu na poprzedni temat - wyrażanie emocji. Wiedziałam, że tym razem na tej terapii też nie wyrażę uczuć, miałam przez to wrażenie, że w jakiś sposób nie daję rady. Kiedy tam szłam uświadomiłam sobie, że z moją nową wagą (10kg do przodu!) czuję się pięknie. Czuję się bardziej kobieco.
Mówiłam między innymi o Uwodzicielu. Mamy się dzisiaj spotkać, a długo się nie widzieliśmy. Moje uczucia mocno osłabły, chciałam czegoś więcej. Na terapii powiedziałam, że poczekam miesiąc - jak mi się nie zmieni to z nim zerwę. Ale - powiedziałam - pewnie tego nie zrobię, bo mi będzie go brakować. Ale - ale... tak zmieniałam zdanie.



Wróciłam do domu w dobrym humorze. Zaczęłam gotować, tańcząc i śpiewając, skacząc i wariując. Potem usiadłam i było tak spokojnie. Słońce świeciło, muzyka leciała w tle, mieszkanie wysprzątane, olejek pomarańczowy nadał fajnego zapachu. Było mi dobrze.
Potem zaczęłam się bać spotkania z Uwodzicielem. Że ktoś nas przyłapie. Zadzwoniłam do niego, podzieliłam się obawami. W tym momencie tak bardzo za nim zatęskniłam! Zrobię wszystko żeby się z nim spotkać! Ale przecież zasługuję na więcej niż chowanie się po kątach... Ale chociaż na chwilę..! Umówiliśmy się w końcu.
Jednak mój nastrój mocno opadł. Byłam nerwowa i spięta. Musiałam się umyć, a wcale mi się nie chciało. Stałam przed wanną i gapiłam się na nią jak sroka w gnat.
Jak już w końcu się umyłam zrobiło mi się lepiej. Postanowiłam znaleźć coś do ubrania na wieczorną randkę.
Przymierzałam chyba wszystko! I widziałam się tylko grubą i brzydką.
Potem usiadłam i zaczęłam z tego wszystkiego płakać.

Wyrażanie emocji

Dzieje się na tyle dużo, że sama nie wiem o czym pisać. Może napiszę o terapii.
Otóż byłam w tym tygodni na sesji, na której dowiedziałam się, że... tłumię emocje. Okazało się, że sama umiejętność nazwania ich i "przepuszczenia" przez siebie nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć je wyrazić wobec innych i wobec siebie, a tego zdecydowanie nie potrafię.



Najważniejszym pytaniem jakie padło na terapii było "a wyrażanie emocji to..?". 
To coś niebezpiecznego.
To okazanie słabości.
To wystawienie się na zranienie.
To manipulacja.

Takie ja znalazłam w sobie odpowiedzi. 
Terapeutka miała jednak inne zdanie. 
Ona uważa, że okazywanie emocji to cecha ludzi silnych.
I się z nią zgadzam. Trzeba mieć w sobie siłę, aby odważyć się pokazać komuś swoje emocje. Wystawić się na ocenę, dać komuś szansę na zrozumienie, asertywnie bronić swoich emocji.

Minęło już kilka dni od tego spotkania, a ja dalej jestem roztrzęsiona.
Terapeutka przypomniała mi, że moje spotkania z nią są "bezpieczną strefą" i mogę tam pokazywać emocje. Zrobiło mi się głupio, poczułam jakąś taką presję... Bo tak bardzo chciałabym się w tym temacie odblokować, ale tak bardzo nie potrafię. Może z jej pomocą mi się to uda.

Czym według Was są emocje? Czy zdarza Wam się rozpłakać podczas rozmowy z kimś? Czy jesteście w stanie nie tylko powiedzieć komuś o przeżywanej aktualnie emocji, ale również ją wyrazić płaczem, krzykiem, uśmiechem? 

Ja nie potrafię, jestem totalnie zamrożona w tym temacie. Racjonalizuję wszystko do bólu i tym samym tłumię w sobie.


To tak jakbyś odzyskiwała życie od nowa!

Tym razem słowa mamy rozpoczynają mój post.
Jak wiecie, w październiku rzuciłam wszystko (pracę, mieszkanie), postawiłam przyjaciółkę przed faktem dokonanym, i przeprowadziłam się do Krakowa. Tam nie bardzo mi się poukładało.

hipomania i depresja

Hipomania i depresja

Najprawdopodobniej we wrześniu byłam w stanie hipomanii.
Zauważyłam wtedy, że wszystko idzie jak z płatka, nowa praca, nowe mieszkanie, zakończenie spraw w moim mieście. Byłam pewna, że Bóg oczekuje ode mnie, że się do tego Krakowa przeprowadzę.
Po hipomanii przychodzi depresja. Tak też było u mnie. Kilka dni w Krakowie i poległam. Depresja, przeziębienie, nieobecności w pracy. Kiedy pojawiły się myśli samobójcze i wiedziałam, że nie wydolę finansowo w następnym miesiącu w Krakowie wróciłam... do rodziców. Cofnęłam się dwa kroki w tył. Byłam bez pracy i bez mieszkania.
Na szczęście udało mi się wrócić do dawnej pracy. A dwa dni temu rozmawiałam z właścicielką dawnego mieszkania i ona chce, abym tam wróciła. Umówiłyśmy się na przeprowadzkę w kwietniu.

Lęk przed przeprowadzką


Czuję lęk, gdy myślę o tej przeprowadzce. Mam sporo nieprzyjemnych wspomnień z nim związanych: jak się okaleczałam, jak piłam, aby zapomnieć, jak stałam na balkonie i patrzyłam w dół. Z drugiej strony nie mogę zbyt długo mieszkać u rodziców, bo tutaj też nie jest dobrze (choćby np. Dom samobójcówA dupa rośnie!), tata jak się nawali to gada sam do siebie w kuchni, krzyczy takie rzeczy, że aż boli w sercu.
Nie wiem co jeszcze napisać. Cieszę się też z tej sytuacji, bo odzyskuję swoje życie. Będę miała to, co miałam + kolejne doświadczenia. Może tym razem będzie lepiej?

Borderline - test

Pomyślałam sobie, że przyszedł czas na notkę dla tych, którzy wchodzą na mojego bloga z nadzieją, że znajdą tu jakieś konkrety i wychodzą zawiedzeni. Dobrze wiem, że czytanie czyichś wynurzeń nie jest niczym produktywnym, szczególnie jeśli się tego kogoś nie zna.
Także dzisiaj notka z testem na borderline.

borderline test


Drogi czytelniku!
Test na borderline znajdziesz na wielu stronach, ale trafiłaś na moją. Będę się posiłkować testem ze strony emocje.pro. Bardzo Ci polecam tę stronę jeśli jeszcze jej nie znasz.

Borderline - co to?

"Straszliwa huśtawka nastrojów i uczuć, gniew złość, niezadowolenie, przybicie, smutek, rozwiązłość lub radość szybko ustępują sobie nawzajem. Jak grom z jasnego nieba spada nagła zmiana stanu psychicznego. Najbardziej błaha sprzeczka prowadzi do załamania nerwowego, najmniejsze nieporozumienie w kontaktach interpersonalnych skutkuje natychmiastowym zerwaniem stosunków" 
- Bowin Bandelow (niemiecki profesor, doktor nauk medycznych, psychoterapeuta)

Cierpiący na zaburzenie borderline wykazują niestabilność emocjonalną, impulsywność, mają niejasny lub zaburzony obraz samego siebie, problemy z kontrolowaniem gniewu, silne uczucie odrzucenia/opuszczenia, samookaleczenia. Zmagają się również emocjonalnie z depresją, zaburzeniami jedzenia, i/lub nadużywają substancji psychoaktywnych. Dotknięci tym zaburzeniem często tną się lub podpalają. Wiele osób, zwłaszcza we wczesnych latach, ma skłonności do myśli samobójczych i powtarzających się prób samobójczych. Takie niekonsekwentne zachowania najczęściej prowadzą do niestabilnych związków. A to nasila ich poczucie pustki, gniewu i rozpaczy spowodowanej poczuciem winy. Chory, nie mając żadnych powodów ku temu, może mieć okresy podejrzliwości względem innych (paranoja). Inne cechy to: nagłe wybuchy złości i wdawanie się w bójki.

Osoby z osobowością z pogranicza mają tendencje do podejmowania ryzykownych, impulsywnych zachowań takich jak używanie narkotyków, picie dużych ilości alkoholu, seks z przypadkowymi partnerami, napadowe obżarstwo. W sytuacjach stresowych ludzie z osobowością borderline mogą doświadczać urojeń, myśli prześladowczych, poczucia wyobcowania, braku poczucia czasu, wrażenia, że najbliższe otoczenie jest obce, utraty świadomości co do pewnych elementów z przeszłości, depersonalizacji. Osoby z osobowością borderline mogą mieć także problemy z koncentracją, co przekłada się na zdolność do nauki czy pracy. Wielu ludzi z osobowością z pogranicza cierpi na poważne schorzenia fizyczne takie jak silne i przewlekłe bóle, uczucie zmęczenia, artretyzm, cukrzycę.

Osobowość z pogranicza wiąże się z brakiem stabilności postrzegania siebie – w jednej chwili wysoka samoocena może zmienić się w poczucie własnej beznadziejności lub w poczucie bycia złą, nieprzyjemną, niesympatyczną osobą. Impulsywność związana z borderline przejawia się także w kontaktach seksualnych. Oznacza częste zmiany partnerów, trudności w utrzymaniu związku, ale również kłopoty z seksualną tożsamością. Kluczowym elementem osobowości z pogranicza jest emocjonalna niestabilność. Emocje osób z borderline można by opisać jako balansowanie na linie lub życie na ostrzu noża. Dobre samopoczucie w ciągu zaledwie kilku minut może przejść w stan silnego przygnębienia. Osobowość z pogranicza jest łączona z uczuciami silnego gniewu lub wewnętrznej pustki.

Źródło: www.psychiatria.pl

Artykuły o borderline

"Praca nad poczuciem wstydu u pacjentów z BPD, biorąc pod uwagę wskaźnik samobójstw jest kluczowa. Liczba badań mówiąca o wstydzie jako głównej emocji u osób cierpiących na zaburzenie osobowości z pogranicza, wskazuje, że nie należy odstawiać jej na boczny tor, zajmując się głównie złością i napadami gniewu."
~~~~~~~~~~
"Osoby cierpiące na borderline muszą, aby uniknąć kolejnych prób samobójczych, nauczyć się tolerować ból. Aby to mogło się zadziać, rodzina oraz terapeuta powinni wysłuchać i empatycznie podchodzić do osób cierpiących. Należy też unikać uporczywych pytań odnośnie powodów podjęcia próby samobójczej. W zamian za to konieczne jest uprawomocnianie emocji pacjenta. W tym celu często potrzebna jest terapia, a właściwie trening umiejętności najbliższych pacjenta. Jak podkreśla M. Linehan – ryzyko popełnienia samobójstwa jest sprawą priorytetową w terapii i regulacja tych zachowań powinna być celem pierwszorzędnym."
~~~~~~~~~~

"Samookaleczenie, czy zachowanie samo-destrukcyjne to zachowanie, które w swoim zamierzeniu nie ma prowadzić do śmierci. Jest próbą zredukowania stresu, poradzenia sobie z emocjami oraz wyrażenia tego, co czuje pacjent. Zwykle pacjent ma poczucie odrętwienia, przymusu zredukowania napięcia, oszołomienia, dużej dozy krytyki wobec samego siebie. Po dokonaniu aktu samookaleczenia się następuje krótkotrwała ulga. Dopiero później może dojść do pojawienia się emocji wtórnych– wynikających z tego, że doszło do samego aktu samookaleczenia.


Borderline - test

Emocje.pro z początku zaznacza, że nie ma polskiego testu na borderline. Jest tylko przetłumaczony SCID II składający się z kwestionariusza i wywiadu. Daje on jednak rzetelną diagnozę zaburzenia osobowości z pogranicza oraz innych zaburzeń osobowości. Test, który znajdujemy w internecie to nic innego jak spis cech osób z osobowością z pogranicza, które możemy posiadać bądź nie. Ważne jest, aby pamiętać, że do kwestionariusza przynależy również wywiad, który w takich testach jest niemożliwy do przeprowadzenia, wymagany jest do tego psychiatra lub psycholog. "Sam test zawyża wyniki, czyli jeśli ktoś zrobi diagnozę opierając się wyłącznie na kwestionariuszu to osoba będzie „bardziej zaburzona” niż jest w rzeczywistości" - piszą emocje.pro. Dlatego jeśli chcesz wykonać test to pamiętaj, że jeżeli wyjdzie Ci, iż masz borderline - zgłoś się do lekarza, aby postawił pełną diagnozę.
"Jeżeli podejrzewasz, że możesz mieć to zaburzenie znajdź kogoś, kto potwierdzi to SCID’em!!!
Nie bój się diagnozy. Większość osób odczuwa ulgę. Wreszcie wiedzą, co im dolega. Mogą się zmienić i powoli zbudować fajne życie, o jakim zawsze marzyli."
- emocje.pro

Czy mam borderline?

Odpowiedz na poniższe pytania.

  • Czy masz okresy dobrego i złego nastroju (zmienne, silne emocje, które zmieniają się skrajnie nawet w ciągu jednego dnia)?
  • Czy bardzo boisz się odrzucenia?
  • Czy twoje związki są burzliwe, lub kończą się raptownie?
  • Czy idealizujesz i dewaluujesz swoich bliskich (ktoś jest dla ciebie całym światem, a potem stwierdzasz, że jest totalnym dnem, a potem znowu odwrotnie)?
  • Czy masz poczucie nudy, braku celu w życiu?
  • Czy czujesz się pusta/y wewnątrz?
  • Czy nie wiesz kim jesteś, jakie są twoje preferencje?
  • Czy jest obszar w twoim życiu nad którym nie masz kontroli?
  • Czy często zachowujesz się impulsywnie?
  • Czy radzisz sobie z emocjami, poczuciem nudy, złością, smutkiem za pomocą jedzenia, alkoholu, narkotyków, zakupami, seksem,itp?
  • Czy dokonujesz samouszkodzeń?
  • Czy masz myśli samobójcze?
Jeśli na część z tych pytań odpowiedziałeś "TAK" to istnieje prawdopodobieństwo, że cierpisz na BPD, bo to jest zestaw cech osób z BPD. Pamiętaj, aby skonsultować to z psychologiem albo psychiatrą. Te pytania same w sobie nie mogą Cię zdiagnozować.

Czynniki rozwoju ryzyka borderline-traumatyczne wydarzenia w dzieciństwie

  • Utrata ważnej osoby: rozwód rodziców, śmierć.
  • Nie zapewnienie podstawowych potrzeb: bezpieczeństwa, ochrony i miłości.
  • Emocjonalna przemoc: krytyka, agresja werbalna.
  • Ciężka, bolesna choroba.
  • Niekonsekwentne wychowanie.
  • Bycie świadkiem przemocy domowej.
  • Bycie ofiarą przemocy (np. bicie, krzyk, nieustanna krytyka).
  • Bycie ofiarą przemocy seksualnej.
"Naukowcy nie wiedzą dokładnie, co powoduje zaburzenia osobowości, w tym zaburzenie osobowości z pogranicza. Prawdopodobnie jest to mieszanka czynników. Zarówno wrażliwość powodowana budową i biochemią mózgu, jak i niesprzyjające środowisko. Istotne jest, że zaburzenie osobowości powstaje bez Twojego udziału: Nie jesteś temu winna, winien!
Aż 76% kobiet z BPD było ofiarą molestowania seksualnego. Niektórzy naukowcy uważają, że borderline jest specyficznym rodzajem PTSD, czyli zaburzeniem po stresie traumatycznym, w tym wypadku występującym w dzieciństwie.
Wiele sławnych osób miało BPD, choćby Marylin Monroe, księżna Diana, czy znana w świecie naukowym Marsha Linehan, która sama u siebie zdiagnozowała BPD i sama stworzyła program leczenia, tak skuteczny w tym zaburzeniu." - emocje.pro

I co Ci wyszło? 

Myślenie ma przyszłość - ja... mhmm...


Och, mam dosyć!
Tak wiele we mnie myśli, pomysłów, zapędów... i obsesyjnych myśli na temat Uwodziciela. Tych najbardziej się wstydzę.

Rachel Reiland - Uratuj mnie

Nie śpię, bo cały czas myślę o tym... o czym właściwie? O wszystkim. 75% myśli dotyczy Uwodziciela oczywiście, a reszta to... no dobra, jeszcze 10% na temat Uwodziciela - jaki prezent dać mu na święta. Reszta to jedzenie, ćwiczenia, jak to zrobić żeby jak najczęściej być na siłowni (jest pewien problem - prawie codziennie pracuję po 12 godzin). Dalej, myśli o tym jak bardzo zawodzę babcię. Myśli o tym, aby przerwać znajomość z przyjacielem-księdzem, który mnie już od bardzo dawna irytuje i nasza znajomość nie ma sensu, w dodatku dał mi ultimatum, że albo on albo Uwodziciel (okłamałam go żeby nie przerywać znajomości). Dzisiaj już byłam o krok od tego, aby mu powiedzieć prawdę, aby go sprowokować do zerwania naszej znajomości. Powstrzymałam się w ostatniej chwili starając przetłumaczyć sobie, że prawdopodobnie to stan maniakopodobny.
Myślę też o tym, aby znowu nauczyć się świadomie śnić, ale to przy lekach raczej nie wyjdzie. I tutaj pojawia się myśl, że mogłabym zrezygnować z części leków... Boję się też tego, że przyjdzie depresja, a ja nie chcę, nie chcę jej!
Powinnam o tym wszystkim powiedzieć lekarce.
Zastanawiam się jak to zrobić żeby móc się trochę przespać (jestem w pracy na 24h) jak wrócę do domu, na 13 iść do lekarza, potem iść na siłownię i wieczorem spotkać się z Uwodzicielem. A rano do pracy. To nierozsądne. Z czegoś powinnam zrezygnować. A wszystko jest takie ważne! Jeszcze muszę spisać kilka tekstów z bloga do pamiętnika, bo ostatnio mocno go zaniedbałam i wszystko co ważne piszę tylko na blogu. Blog, znając mnie, kiedyś usunę, a razem z nim moje wspomnienia.

Jak widać piszę tę notkę z bezradności. Nie wiem co mam ze sobą zrobić.

© Sleepwalker | Wioska Szablonów | X | X