Moja twórczość

Obrazy na sprzedaż

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hipomania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hipomania. Pokaż wszystkie posty

Koniec depresji. Początek hipomanii czy normalności?

Zmęczenie, wkurw, speed. 

Koty. Chęć odchudzania. Sprzątanie. Gotowanie. Kwiatki.


"Pytanie to w tytule
Postawione tak śmiało
Choćby z największym trudem
Rozwiązać by należało(...)"
K.I. Gałczyński "Dlaczego ogórek nie śpiewa?"


Jestem zmęczona. Wczoraj wróciłam do siebie do mieszkania. I od tego czasu prawie cały czas sprzątam. Już mam dość, ale nie umiem usiedzieć. Jeśli mam na coś czekać albo coś idzie nie po mojej myśli to od razu pojawia się wkurw - staram się nad tym panować żeby nie uprzykrzać życia innym i nawet mi się to udaje, ale to nie zmienia faktu, że intensywność i nagłość tego uczucia mnie przytłacza. Mam jakiś taki speed w głowie, co chwile pojawiają się niej nowe pomysły. Opiekuję się kwiatkami jak nigdy, czytam o ich pielęgnacji. Gotuję własne posiłki, nie zamawiam z internetu. I równocześnie mam ochotę chorobliwie się odchudzać. No i koty. Koty, których nie ma, a które widzę kątem oka. 

Dobra, mam hipomanię. I jutro telewizytę u psychiatry, więc trzeba będzie pogadać.

A tymczasem korzystam z fazy i wracam do sprzątania...




Urodzinowe przemyślenia

 Nie wiem jak zacząć. Powinnam była spisywać to wszystko na bieżąco, ale nie byłam w stanie, chciałam, aby czas ugruntował pewne rzeczy i sprawił, że łatwiej będzie o nich pisać.

Może zacznę od środka.

Jak niektórzy z Was się zorientowali – równy tydzień temu miałam 27. urodziny. To był piękny dzień. Widziałam się z M. (opowiem o nim potem) i z moją ukochaną siostrą. W dodatku uświadomiłam sobie jak wiele osób o mnie po prostu pamięta i jak dla wielu osób jestem ważna. I jak bardzo oni są ważni dla mnie.

Tego dnia mocniej uświadomiłam sobie, że mam czwórkę wspaniałych przyjaciół, na których mogę w każdej chwili polegać (nie licząc siostry i babci). Ktoś powie, że to dużo, że pewnie nie są przyjaciółmi, że przesadzam… Ale to są przyjaciele. Przyjaźnie, które na co dzień pielęgnujemy, które są piękne i czyste. To ogromne szczęście mieć takich ludzi wokół siebie.

Odkąd wyszła Kraina Lodu II bardzo często słuchałam piosenki „Pokaż się”. Ta piosenka była dla mnie ważna ze względu na to, że moim marzeniem jest odkryć siebie i być szczęśliwą. Tydzień temu, koło południa, również puściłam sobie tę piosenkę i popłakałam się z żalu, że skończyłam 27 lat, a dalej nie odnalazłam swojego domu i siebie. Potem przyszedł M. z pięcioma pięknymi czerwonymi różami po czym poszliśmy na krótki spacer. Wieczorem przyjechała do mnie siostra. Długo rozmawiałyśmy, również o moim lęku związanym ze związkiem, o tym, że mam tak wartościowego człowieka przy sobie, który jest tak naprawdę spełnieniem moich marzeń, a przez nieokreślony lęk, który we mnie tkwi – boję się, że to zepsuję. Boję się powagi tego, co się dzieje, co może się wydarzyć (np. ślub w przyszłości). Ona też mówiła mi o sobie, o swoich poszukiwaniach siebie. I tak w rozmowie uzupełniałyśmy siebie nawzajem, słuchałyśmy muzyki, która grała nam w duszy. Było to do tego stopnia głębokie i pouczające, że kiedy wyszła posłuchałam jeszcze raz piosenki „Pokaż się” i odkryłam, że ta piosenka to nie jest koniec drogi Elsy. Nie ma tam słów „odnalazłaś dom”, ale są „dom odnajdziesz – uwierz w sen”. Słuchając tym razem tej piosenki odkryłam, że po rozmowie z siostrą coś ogromnie się we mnie zmieniło. Ruszyłam kilka milowych kroków do przodu. I to jest najważniejsza część tego postu. Ciężko to opisać. Poczułam, że jestem pełnią, że jestem całością, że jestem taka, jaka powinnam być. I słowa piosenki

„Dom odnajdziesz uwierz w sen!

Teraz wiem!

Pokaż się, bądź godna tej mocy

Zanurz się w całkiem nowy świat

Tyle na siebie czekałaś lat

I oto czas.

Och, pokaż się! To Ty!”

Są skierowane wprost do mnie. Poczułam się wypełniona siłą pochodzącą z poczucia bycia pełnią. Teraz mogę szukać DOMU. Mojego własnego, a nie tego rodzinnego, który był kiepskim domem. Teraz mogę dzielić się dobrem, które jest we mnie, bo już nikomu niczego nie zazdroszczę, bo sama mam wszystko, czego potrzebuję: Boga, przyjaciół, rodzinę, pracę, SIEBIE.

Kiedy opowiedziałam o tym odkryciu babci, powiedziała jedno słowo: NARESZCIE!

Tak bardzo mnie to słowo ucieszyło!

I nie, to nie jest tak, że wszystkie smutki odeszły, że teraz jest idealnie. W żadnym razie. Ale teraz wiem, że mam w sobie wszystko, aby sobie pomóc. A jeżeli czegoś nie mam to są blisko mnie przyjaciele, jest terapeutka, jest lekarka. I w każdej chwili mogę poprosić o wsparcie.

A o M. opowiem Wam w innym poście, bo ten i tak już jest strasznie długi. W skrócie powiem, że znalazłam bardzo wartościowego mężczyznę, w którym się zakochałam i który zakochał się we mnie. 



Wierszyk - Spadam

 Miałam dzisiaj delikatne spięcie z siostrą i przez chwilę mój świat rozsypał się na kawałki. Już chyba minęło, ale w międzyczasie powstał wiersz o spadaniu z hipomanii w depresję. Może Wam się spodoba? Tak poza tym to jestem z siebie dumna, bo było bardzo źle, a ja nie zajadłam, nie zapiłam, nic sobie nie zrobiłam. Płakałam, słuchałam muzyki, śpiewałam i napisałam wiersz. Sukces 🙂 

Spadam 

Życie przepełnione życiem

Po brzegi

Aż się przelewa

Tak dużo go w nim samym. 

Nagle! Słowo. 

Z życia niknie życie

Widzisz jak paruje ostatnia kropla

A świat staje okoniem.


Boże! Zabierz to ode mnie! 

Daj kolory i szarości

Ja oddam czerń i biel

I czerwień krwi

Zawsze mija


Nie wiem jak mam cokolwiek napisać.
Miałam remisję - kilka miesięcy. Trzy tygodnie temu mój brat trafił po raz kolejny na blok operacyjny przez swoją głupotę. Miałam tego dosyć, chciałam żeby umarł i żeby był już spokój. Ale żyje.
W dniu kiedy dowiedziałam się, że brat walczy o życie uruchomiła się hipomania. Jak się później okazało - dosyć spora. Przez bite dwa tygodnie czułam się codziennie jakbym wypiła piętnaście kaw. To się jednak już skończyło i przyszła depresja. Tydzień temu.
Tydzień temu uświadomiłam sobie jak bardzo siebie nienawidzę. I zawsze nienawidziłam. Zastanawiałam się jakim cudem w jednym człowieku może się zmieścić tyle nienawiści do siebie. Przede wszystkim z powodu zaburzeń odżywiania. Nie chodzi tylko o to, że teraz jestem gruba. Chodzi też o czas kiedy byłam chuda, a i tak zawsze było "za dużo", "za mało kontroli" itp.



.
Dobrze się czuję jedynie w pracy.
Tam idzie mi dobrze, tam potrafię się szczerze roześmiać z jakiejś śmiesznej sytuacji. Jednak gdy już wychodzę z pracy to czuję jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze.
Jeżeli chodzi o top 10 moich depresji to ta jest na drugim miejscu - i z zacięciem stara się o pierwsze.

Nie wiem, więcej nie dam rady napisać. Jest sobota, godzina dziesiąta i zaraz idę się z powrotem położyć
Ale to minie. Zawsze mija.

Objawy choroby afektywnej dwubiegunowej + TEST

Minął już ponad rok od mojej diagnozy, która brzmiała „Choroba afektywna dwubiegunowa”.
Myślę, że to dobry czas na podsumowanie pewnych rzeczy i podzielenie się z Wami sposobami na radzenie sobie z tą chorobą.

W jaki sposób zdiagnozowano u mnie chorobę afektywną dwubiegunową?

Zanim trafiłam do „mojej” Pani Doktor, leczyłam się u dwóch innych psychiatrów. Pierwszy rozpoznał u mnie borderline i przewlekłą depresję, a drugi stwierdził nerwicę.
Oboje, gdy tylko robiło się lepiej, przerywali leczenie. Natomiast mi po pewnym czasie robiło się znowu gorzej. Moja przyjaciółka obserwowała to wszystko i w końcu podała mi namiary na Panią Doktor. Cena pierwszej wizyty mnie powaliła: 250zł! Następne po 150zł. Przyjaciółka jednak powiedziała, że dopóki nie będę miała pieniędzy żeby sama płacić za wizyty, ona będzie płacić za mnie. To było bardzo wielkoduszne z jej strony szczególnie, że z początku miałam nawet po cztery wizyty w miesiącu.
Nauczona doświadczeniem, po wizytach u poprzednich psychiatrów, postanowiłam się naprawdę porządnie do tej wizyty przygotować. Robiłam notatki, wypisywałam w punktach swoje objawy, próbowałam nawet robić wykresy. W końcu stwierdziłam, że najlepiej będzie wziąć swoje pamiętniki z ostatnich dziesięciu lat i pozaznaczać w nich najważniejsze fragmenty.
Myślę, że to był najlepszy pomysł. Pani Doktor przeczytała to, co jej przedstawiłam i powiedziała, że rzadko zdarza się pacjent, u którego tak wyraźnie widać chorobę afektywną dwubiegunową.

Dlaczego ciężko jest zdiagnozować ChAD?

Najpewniej dlatego, że pacjenci przychodzą do psychiatry wtedy, kiedy jest źledepresja, stan mieszany. W stanach manii lub hipomanii zarówno pacjent jak i jego otoczenie myślą, że osoba chora na depresję ozdrowiała i przyjmują nadmiar energii za coś normalnego i dobrze wróżącego na przyszłość.

Choroba afektywna dwubiegunowa to oszustwo umysłu!

Te słowa kiedyś powiedział mi mądry człowiek (Krzysiu, jeśli to czytasz, to pozdrawiam!). W życiu chorych na ChAD jedynie stan remisji jest stanem „prawdziwego ja”. Chory musi nauczyć się rozpoznawać fazy swojej choroby i pamiętać, że to, co czuje, myśli, robi i mówi może być wynikiem choroby. Cały czas trzeba mieć siebie pod ścisłą obserwacją.
Mi w pamiętaniu o tym pomaga ta piosenka:



Czym jest depresja w chorobie afektywnej dwubiegunowej?

Depresja w ChAD zwykle nieco różni się od normalnej depresji. W chorobie afektywnej dwubiegunowej depresja jest cicha i boli tylko w środku, najczęściej nie wychodzi na zewnątrz poprzez łzy. Płaczliwość jest za to domeną depresji jednobiegunowej. W ChADzie człowiek żyje i cierpi po cichu. Jest jednak pewien plus choroby afektywnej dwubiegunowej – chory wie, że ten stan kiedyś się skończy. Nie wie kiedy, często boi się, że jednak się nie skończy, ale doświadczenie mu podpowiada, że kiedyś przyjdzie lepszy czas.

Czym jest mania w chorobie afektywnej dwubiegunowej?

Mania w ChAD to stan ogromnego uniesienia. To stan, w którym pacjent wierzy, że może wszystko i nikt nie jest w stanie zmienić jego myślenia o sobie. Kiedy ktoś próbuje porozmawiać z nim i przekonać go do innych racji – reaguje agresją. Uważa, że wszyscy są w błędzie i tylko on ma racje. Mania w stosunkach międzyludzkich może objawiać się dwojako: agresją wobec innych bądź stanem „kocham wszystkich i wszystko”.
Chory, który jest w stanie manii, często wierzy, że ma jakąś wyjątkową misję do wypełnienia. Kto jak nie ja? W końcu jestem taki wyjątkowy/taka wyjątkowa. Ja najczęściej w stanie manii odczuwam, że przewiduję przyszłość, uznaję, że sen jest dla słabych, mam mnóstwo genialnych i… „genialnych” pomysłów. Nie da się przemówić mi do rozsądku. Kiedy robię coś, o czym wiem, że inni będą uważali to za maniakalne – ukrywam to przed nimi albo ich oszukuję.

Czym jest hipomania w chorobie afektywnej dwubiegunowej?

Hipomania w ChAD to faza dosyć przyjemna. Pani Doktor określa to jako uczucie zakochania bez zakochania. Zgadzam się z nią. Kolory świata są piękniejsze, muzyka bardziej brzmiąca, ludzie wydają się łatwiejsi do kochania. W hipomanii ma się przypływ sił, ale nie tak gwałtownych jak w manii. Na twarzy pojawia się szczery uśmiech, rzadko występuje agresja. Chory zachowuje krytycyzm wobec siebie, swoich pomysłów i otaczającego go świata.
Niebezpieczeństwo hipomanii polega na tym, że wcale nie ma się ochoty mówić o tym stanie lekarzowi. Tak, jak mania jest od razu widoczna w kontakcie z lekarzem, tak hipomanię da się ukryć. Natomiast hipomania może doprowadzić do manii. I co najważniejsze – im dłuższa hipomania/mania tym dłuższa później depresja. W końcu jesteśmy na huśtawce.


Czym jest stan mieszany w chorobie afektywnej dwubiegunowej?

Stan mieszany w ChAD to połączenie (hipo)manii i depresji. Brzmi niewiarygodnie? Jednak to możliwe. I jest to stan najgorszy z możliwych.
Wyobraź sobie, że przelatuje Ci przez głowę tysiąc genialnych pomysłów, ale jednocześnie siedzisz na krześle i jesteś tak słaby, że nie możesz się ruszyć. Albo na odwrót: czujesz ogromne pobudzenie psycho-ruchowe, ale nie wiesz co masz ze sobą zrobić, wszystko wydaje się bez sensu, a Twoja wiara w siebie jest równa zeru. Tak to wygląda.

Remisja, czyli stan, do którego dążymy w chorobie afektywnej dwubiegunowej

Myślę, że każdy chory na ChAD, który doświadczył remisji przyzna, że jest to najpiękniejszy stan jaki może być. To stan zdrowia. To w remisji mogę doświadczyć tego, jaka jestem w rzeczywistości. Brak lęków, realne podejście do otaczającego świata, brak wyolbrzymionych emocji. Coś pięknego

Choroba afektywna dwubiegunowa – test

Tę notkę pisałam przede wszystkim dla tych osób, które podejrzewają u siebie ChAD, ale ciągle nie są tego pewni. Notka jest również przeznaczona dla bliskich, którzy podejrzewają u kogoś tę właśnie chorobę.
Aby zwieńczyć całość moich wypocin dorzucę jeszcze linka do testu na ChAD ze strony psychiatria.bydgoszcz.eu
Oczywiście żaden test nie zastąpi wizyty u psychiatry.
Co ważne – jeżeli jakiś psychiatra Ci nie odpowiada, nie masz do niego zaufania albo czujesz wewnątrz siebie, że jego diagnoza Ciebie nie dotyczy, idź do kolejnego. Choroby psychiczne są na tyle wyjątkowymi chorobami, że współpraca pacjent – lekarz musi być na naprawdę wysokim poziomie. 

Jedyne co prawdziwe to jest tu i teraz!


Jestem mega naładowana. Ekscytacja, radość, poczucie humoru, chęć gadania o wszystkim. 
Wszystko jest możliwe, ze wszystkim dam sobie radę!
Zapisałam się na dwuletni kurs języka angielskiego. Jutro zaczynam. Mam nadzieję, że po kilku miesiącach kurs zacznie spłacać sam siebie, bo zacznę dawać korki dzieciakom z klas 1-8.
Tak, tak. Dałam znać pani doktor, że to hipo albo nawet mania. Mam odstawić seronil.
Koleżanka dietetyczka, która będzie mnie prowadzić w diecie kazała mi przez najbliższe trzy dni zapisywać wszystko co jem i piję. To będą jaja. 
Sorry za chaos, ale jestem taka podekscytowana wszystkim, że ciężko to ogarnąć. Nie wiem czy dzisiaj zasnę. Zeszłej nocy spałam trzy godziny.
Ta notka to jest przykład tego jak nagle mogą się zmieniać fazy w dwubiegunówce. Jeszcze trzy dni temu życie było do kitu. Dzisiaj jest niesamowite.

(hipo)mania?

Stan mieszany chyba przechodzi w hipomanię... albo manię, bo jakoś mi to poważniej wygląda. Mam mnóstwo pomysłów... Kupić telewizor, laptop, kurs języka angielskiego, prawo jazdy, mam ochotę sprzątać, sprzątać, sprzątać...

Jutro skontaktuję się z panią doktor. Być może trzeba odstawić Seronil.



No właśnie, może przy okazji napiszę jakie leki i suplementy biorę.

Leki psychotropowe:
Propranolol 10mg 1-1-1
Preheftari 2,5mg 1-0-0
Seronil 10mg 1-0-0
Kwetaplex xr 450mg 0-0-1
Kwetaplex 150mg 0-0-1
Convulex 500mg 1-0-1

Leki na tarczycę
Eythyrox 75mg 1-0-0

Suplementy
kwas foliowy 0-0-1
Controloc control 1-0-0
Wit. D 1000j 1-0-0

Od wczoraj jestem u rodziców, bo nie chciało mi się samej siedzieć w domu. Nawet jest spokój.
Tylko we mnie cały czas coś nie gra.
To mnie najbardziej denerwuje w tej chorobie. To, że nigdy nie wiadomo co będzie jutro, jaki pomysł jest mój, a jaki jest od choroby. Czy entuzjazm jest zdrowy czy hipomaniakalny...I dlaczego akurat dzisiaj jest hipomania, wczoraj stan mieszany a za tydzień depresja? Albo na odwrót. Albo bez depresji. Albo bez hipomanii... Jak to wszystko działa? I czy to ja coś robię źle czy to samo tak się dzieje? I ten moment kiedy wiesz, że zaczyna się (hipo)mania i mogłoby być wspaniale... ale wiesz też, że potem będzie mnóstwo długów i kac moralny plus depresja. Bez sensu.

Hipo - jest czy nie jest? Się okaże!


Jestem bardzo ucieszona Waszym odzewem pod ostatnią notką! Dziękuję Wam bardzo za wsparcie, mobilizację i akceptację, które mi dajecie.

Byłam dzisiaj na terapii. Ostatnio terapię miewam co dwa tygodnie - niestety terapeutyzuję się na NFZ, więc muszę się dostosować. Obijam natomiast mit, że nie można mieć dobrego terapeuty/dobrej terapeutki z Narodowego Funduszu Zdrowia. Ja mam dobrą terapeutkę i jeśli ktoś jest ze Śląska to z czystym sercem mogę ją polecić.
Jeśli ktoś jest zainteresowany jej nazwiskiem i informacjami gdzie przyjmuje - zapraszam do zakładki "Mary Margaret?"- tam jest podany mój adres email.



Moja terapeutka zasugerowała mi, że idę w górkę. Nie zgodziłam się z nią, choć zwykle ma rację. Stwierdziła to po tym, że zapominam brać leki, chciałam odmówić wizytę u psychiatry, jest mi dobrze i równocześnie jest we mnie wiele złości. Brzmi to sensownie i rzeczywiście tak jest, więc zadzwoniłam do pani doktor. Po konsultacji z nią byłam spokojniejsza. Powiedziała, że ona na razie nie wyczuwa we mnie górki, ale terapeutka lepiej mnie zna i konsultacja telefoniczna to nie to samo co spotkanie twarzą w twarz. Wypytała mnie o moje zachowanie ostatnimi czasy: sen, praca, aktywność fizyczna... Powiedziała, że wydaje jej się w normie, ale mam zachować ostrożność. Zapytała mnie czy wyczuję jeśli będę szła w górę. Powiedziałam, że tak. No bo wyczuję, znam ten stan doskonale. To zakochanie bez obiektu westchnień. Albo wkurw bez przyczyny. Jeśli tylko pojawią się jakieś symptomy to mam zejść z 20mg seronilu na 10mg. Da się zrobić. Choć podoba mi się jego działanie, bo zmniejsza łaknienie - jego skutkiem ubocznym jest anoreksja i ostatnio przyjemnie to odczuwam, bo w końcu udaje mi się odmówić sobie jedzenia - jem cztery małe posiłki dziennie i to mi wystarcza, bez fast foodów i słodyczy, żadnych przegryzaczy, tylko to, co trzeba.

Planuję we wrześniu wyjechać nad morze z koleżanką z pracy. To nowa koleżanka, bo i sama praca jest nowa. Przejmuję się swoimi bliznami, ale przecież nie mogę ich ukrywać całe życie - są i będą. Najwyżej powiem, że to błędy młodości i tyle.

Piszę tę notkę siedząc z maseczką na twarzy i foliowym czepkiem na włosach. Tak! Mini-SPA! Czasem trzeba coś dla siebie zrobić. Jeszcze wysmaruję się balsamem i będę ładnie pachnieć. Odkąd znowu jestem z Uwodzicielem mam ochotę być ładna. Odkąd tyle przytyłam i większość ciuchów stała się za mała, przestałam o siebie dbać. No bo po co skoro i tak jestem gruba? Teraz wierzę, że powoli schudnę, a i nawet teraz mogę ładnie wyglądać.

Hipo, hipo, hipomania!

Dobra ludziska, jest świetnie!
Zerwałam z Uwodzicielem i nawet mi nie jest specjalnie smutno, raczej cieszę się wolnością i zagaduję do każdego faceta, do którego się da.
Wypełniłam (całkiem sama!) PIT i złożyłam go dzisiaj w Urzędzie Skarbowym.
Byłam na rozmowie kwalifikacyjnej o pracę w banku i... DOSTAŁAM TĘ PRACĘ! Od 2 maja zaczynam karierę jako bankierka (lub jak kto woli korposzczur).
Byłam dzisiaj dopełnić reszty formalności. Jeszcze mi zostało złożenie oficjalnego wypowiedzenia w obecnej pracy i to by było na tyle.
Ogólnie od kilku tygodni mam świetny humor. Tak to wygląda:



Pomarańczowy - wspaniale
Zielony - dobrze
Fioletowy - tak sobie
Niebieski - źle
Szary - masakra

Byłam dzisiaj u pani doktor. Miałam ochotę odwołać tę wizytę, bo wcale nie chciałam żeby mi powiedziała to, co sama wiedziałam - czyli, że to hipomania. Przekonało mnie tylko to, że niedługo zmieniam pracę, więc depresja (która następuje po hipomanii) wcale nie jest mi na rękę. Kiedy jej opowiedziałam o objawach (gadulstwo, dobry humor pomimo zerwania z Uwodzicielem, ekscytacja zamiast strachu przed rozmową o pracę, przekonanie o własnej zajebistości, mniejszy apetyt, nadrabianie w kontaktach towarzyskich, wrażenie wyczulonej intuicji (o czymś myślę i to zaraz się wydarza) i przekonanie, że gdyby ktoś zaproponował mi dzisiaj nieśmiertelność to przyjęłabym ten dar pełna entuzjazmu z ucałowaniem ręki) to nie miała wątpliwości.
Zmniejszyła mi Miansec, który jest antydepresantem i będziemy go powoli odstawiać i zwiększyła Convulex o 300mg. Teraz moja farmakoterapia wygląda następująco:

rano - południe - wieczór

Preheftari (Aripiprazolum) : 2,5mg - 0 - 0
Convulex (Acidum valproicum) : 800mg - 0 - 1000mg
Kwetaplex (Quetiapinum) : 0 - 0 - 600mg
Propranolol (Propranololi hydrochloridum) : 10mg - 10mg - 10mg
Miansec (Mianserini hydrochloridum) : 0 - 0 - 30mg


Następną wizytę mam 14 maja, ale jakby mańka się rozkręcała to mam dzwonić koniecznie. Powiedziałam jej, że zadzwonię o ile będę wtedy chciała. Zwróciła mi uwagę, że w ogóle powinnam zadzwonić już tydzień temu, bo teraz jest większe ryzyko, że się rozkręcę.
Właśnie to jest przewalone w ChADzie - jak się czujesz zajebiście to znaczy, że coś jest nie tak.

To tak jakbyś odzyskiwała życie od nowa!

Tym razem słowa mamy rozpoczynają mój post.
Jak wiecie, w październiku rzuciłam wszystko (pracę, mieszkanie), postawiłam przyjaciółkę przed faktem dokonanym, i przeprowadziłam się do Krakowa. Tam nie bardzo mi się poukładało.

hipomania i depresja

Hipomania i depresja

Najprawdopodobniej we wrześniu byłam w stanie hipomanii.
Zauważyłam wtedy, że wszystko idzie jak z płatka, nowa praca, nowe mieszkanie, zakończenie spraw w moim mieście. Byłam pewna, że Bóg oczekuje ode mnie, że się do tego Krakowa przeprowadzę.
Po hipomanii przychodzi depresja. Tak też było u mnie. Kilka dni w Krakowie i poległam. Depresja, przeziębienie, nieobecności w pracy. Kiedy pojawiły się myśli samobójcze i wiedziałam, że nie wydolę finansowo w następnym miesiącu w Krakowie wróciłam... do rodziców. Cofnęłam się dwa kroki w tył. Byłam bez pracy i bez mieszkania.
Na szczęście udało mi się wrócić do dawnej pracy. A dwa dni temu rozmawiałam z właścicielką dawnego mieszkania i ona chce, abym tam wróciła. Umówiłyśmy się na przeprowadzkę w kwietniu.

Lęk przed przeprowadzką


Czuję lęk, gdy myślę o tej przeprowadzce. Mam sporo nieprzyjemnych wspomnień z nim związanych: jak się okaleczałam, jak piłam, aby zapomnieć, jak stałam na balkonie i patrzyłam w dół. Z drugiej strony nie mogę zbyt długo mieszkać u rodziców, bo tutaj też nie jest dobrze (choćby np. Dom samobójcówA dupa rośnie!), tata jak się nawali to gada sam do siebie w kuchni, krzyczy takie rzeczy, że aż boli w sercu.
Nie wiem co jeszcze napisać. Cieszę się też z tej sytuacji, bo odzyskuję swoje życie. Będę miała to, co miałam + kolejne doświadczenia. Może tym razem będzie lepiej?

© Sleepwalker | Wioska Szablonów | X | X