Moja twórczość

Obrazy na sprzedaż

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty

Wierszyk - Spadam

 Miałam dzisiaj delikatne spięcie z siostrą i przez chwilę mój świat rozsypał się na kawałki. Już chyba minęło, ale w międzyczasie powstał wiersz o spadaniu z hipomanii w depresję. Może Wam się spodoba? Tak poza tym to jestem z siebie dumna, bo było bardzo źle, a ja nie zajadłam, nie zapiłam, nic sobie nie zrobiłam. Płakałam, słuchałam muzyki, śpiewałam i napisałam wiersz. Sukces 🙂 

Spadam 

Życie przepełnione życiem

Po brzegi

Aż się przelewa

Tak dużo go w nim samym. 

Nagle! Słowo. 

Z życia niknie życie

Widzisz jak paruje ostatnia kropla

A świat staje okoniem.


Boże! Zabierz to ode mnie! 

Daj kolory i szarości

Ja oddam czerń i biel

I czerwień krwi

I don't wanna hurt you

Jeżeli mam być szczera to szczyt hipomanii już za mną. Wczoraj cały dzień odsypiałam niedospane godziny, dzisiaj też przesiaduję w piżamie. Czas wydaje się kwestią względną. 
Miałam już dzisiaj iść do pracy, ale zadzwonili, że jednak dopiero od poniedziałku - i w ten sposób okazało się, że całą majówkę mam wolną. Może i bym coś z tym zrobiła, ale... czy mi się chce?
Ale nie o tym miała być notka. Chciałam Wam napisać, że przeżyłam wspaniały weekend z kolegą, który również ma ChAD. Po tych dwóch dniach, które spędziliśmy ze sobą, mam wrażenie jakby kamień spadł mi z serca, otworzyły się jakieś zamknięte drzwi, rozpłynęła się jakaś trauma. 


Nie potrafię kochać - tego jestem pewna. Potrafię się jedynie zakochiwać na kilka tygodni, a potem rzucać nieszczęśnika znienacka, kiedy najmniej się tego spodziewa. Dlatego od wielu lat jestem sama (Uwodziciela nie liczę) i dlatego pewnie pozostanę sama. Nie wyobrażam sobie siebie w roli wiernej żony, nie wyobrażam sobie siebie w roli cierpliwej i kochającej matki. I kolega, z którym się spotkałam, ma bardzo podobne podejście do relacji damsko-męskich. To pierwszy mężczyzna, o którego się nie boję, że go skrzywdzę. Nie, nie dlatego, że nie ma uczuć, tylko dlatego, że on doskonale rozumie ograniczenia, z którymi się zmagam, a które dotyczą właśnie relacji damsko-męskich. 



Mamo, ja nie chce za mąż
Chce blasku i chce oklasków
Chce w tłumie klejnotem pierwszym być
Mamo, ja nie chce za mąż
I co dzień być jak przechodzień
Co musi udawać zamiast żyć
Mamo, pod naszą bramą koła zetrą bruk
Jak przed damą klęknie u mych stóp
Tato, za oknem lato świat osłodzi bzem
A on bryką w nieznane porwie mnie

Pnie się mój różowy powój w górę wciąż się pnie
Migdałowy zapach ma i smak
Tulą się motyle tulą, tulą
A ja nie, bo mnie jest miłości ciągle brak

Mamo, ja nie chce za mąż
Nie zniosę mężusia kmiotka
Ja spotkać skrzydlatą miłość chcę
Mamo, ja nie chce za mąż
Chce drania co wart kochania
Gdy stuka pięściami w serce me

Mówi się, że osoby z borderline czy ChAD to potwory i najlepiej uciekać od nich jak najdalej. Być może rzeczywiście tak jest. Może to jest tak, że zdrowy chorego nie zrozumie? Może ChAD powinien skumać się z innym ChADem i żyć swoim szalonym życiem? 

A co do traumy, która ze mnie zeszła. Jeszcze nie do końca wiem co to. Wiem, że zostałam powalona dobrocią i jakąś formą miłości. Teraz, gdy myślę o Uwodzicielu, to zastanawiam się dlaczego godziłam się na to lub tamto. 
Normalna rzecz, jak np. objęcie w autobusie, rodziło we mnie z początku niepokój, bo ktoś zobaczy. A potem uświadamiałam sobie, że wcale nie muszę się z niczym kryć, bo żadne z nas nikogo nie zdradza.

Kiedyś Wam już pisałam, że lubię opisywać swój stan piosenkami. Dlatego poza dwoma, które wkleiłam wcześniej, są jeszcze te:



She looks up to the mirrored glass 
She sees a horse and rider pass 
She says, "This man's gonna be my death 
'Cause he's all I ever wanted in my life 
And I know he doesn't know my name 
And that all the girls are all the same to him 
But still I've got to get out of this place 
'Cause I don't think I can face another night 
Where I'm half sick of shadows 
And I can't see the sky 
Everyone else can watch as the tide comes in 
So why can't I 

And it's raining 
And the stars are falling from the sky 
And the wind 
And the wind I know it's cold 
I've been waiting 
For the day I will surely die 
And it's here 
And it's here for I've been told 
That I'll die before I'm old 
And the wind I know it's cold..." 

But there's willow trees 
And little breezes, waves, and walls, and flowers 
And there's moonlight every single night 
As I'm locked in these towers 
So I'll meet my death 
But with my last breath I'll sing to him my love 
And he'll see my face in another place," 
And with that the glass above 

Her cracked into a million bits 
And she cried out, "So the story fits 
But then I could have guessed it all along 
'Cause now some drama queen is gonna write a song for me," 
She went down to her little boat 
And she broke the chains and began to float away 
And as the blood froze in her veins she said, 
"Well then that explains a thing or two 
'Cause I know I'm the cursed one 
I know I'm meant to die 
Everyone else can watch as their dreams untie 
So why can't I 



I'm your Opheliac
I've been so disillusioned
I know you'd take me back
But still I feign confusion
I couldn't be your friend
My world was too unstable
You might have seen the end
But you were never able

To keep me breathing
As the water rises up again
Before I slip away!


You know the games I play
And the words I say
When I want my own way
You know the lies I tell
When you've gone through hell
And I say I can't stay
You know how hard it can be
To keep believing in me
When everything and everyone
Becomes my enemy and when
There's nothing more you can do
I'm gonna blame it on you
It's not the way I want to be
I only hope that in the end you will see


It's the Opheliac in me...
It's the Opheliac in me...

I'm your Opheliac
My stockings prove my virtues
I'm open to attack
But I don't wanna hurt you
Studies show:
Intelligent girls are more depressed
Because they know
What the world is really like

Don't think for a beat it makes it better
When you sit her down and tell her
Everything gonna be all right
She knows in society she either is
A devil or an angel with no in between

She speaks in the third person
So she can forget that she's me

Doubt thou the stars are fire
Doubt thou the sun doth move
Doubt truth to be a liar
But never doubt... 

Przebudzenie


Jeszcze chwila, moment - zaledwie dwa dni - i uwolnię się od mieszkania z rodzicami!
Część rzeczy jest już przewieziona do wynajętego mieszkania, ale lwia część jeszcze na to czeka. Jutro idę do pracy, dlatego zajmę się tym pojutrze.



Cieszę się, że wszystko się ze sobą wspaniale zgrywa. Moja przeprowadzka, nadejście wiosny, cieplejsze dni, lepszy stan psychiczny. Mam nadzieję, że szykuje się w końcu dobry czas w moim życiu. Niech będzie chociaż przez chwilę spokój!

Przeżywam też bardzo nieśmiałe przebudzenie duchowe. Pomimo tego, że nie obchodziliśmy świąt u mnie w domu, zmartwychwstanie Jezusa jakoś mnie dotknęło. I jak zastanawiam się "co po Uwodzicielu?" to nie myślę o  tym żeby szukać jakiegoś faceta... Tak naprawdę to chciałabym żyć dążąc do świętości w samotności. Do zakonu żadnego mnie nie przyjmą z moją chorobą, małżeństwa sobie nie wyobrażam... Pewnie jeszcze długa droga terapii przede mną. Ale przebudzenie duchowe jakieś nastaje...

Usłysz mnie!

Znam ten utwór od lat, ale dzisiaj po raz pierwszy wzbudził we mnie takie emocje. Yiruma i jego River flows in you. Polecam posłuchać!



W akompaniamencie Yirumy chcę wykrzyczeć mój żal, moją frustrację i złość.
Uwodzicielu... Moje uczucia względem Ciebie są tak dziecięco szczere i gwałtowne. Uwielbiam z Tobą rozmawiać, przytulać się do Ciebie, kochać się z Tobą. Usłysz jak bardzo blisko chcę z Tobą być. Chciej i Ty być przy mnie, chciej mi ufać, ufaj...
Dlaczego jesteś podejrzliwy i zazdrosny? Dlaczego nie powiesz jasno co Ci nie odpowiada tylko chodzisz okrężną drogą milczenia? Dlaczego grozisz rozstaniem? Dlaczego manipulujesz mną? Wiesz, że nie mogę się na to godzić! Nie pozwolę nikomu, aby mną manipulował, aby manipulował moim lękiem przed odrzuceniem.
Uwodzicielu, to był ostatni raz kiedy pozwoliłam Ci na takie zachowanie względem mnie. Kocham Cię. Ale nie będę pozwalała, aby Twoje niskie poczucie własnej wartości wpływało na mnie, budząc we mnie tak wiele frustracji, żalu i złości. Nie potrafię sobie z tym radzić, a muszę szanować siebie i swoje zdrowie.
Nasza relacja powoli dobiega końca, oboje o tym wiemy.
Jeszcze trochę to potrwa, ale niedługo. Dobrze będzie rozstać się w przyjaźni.


Zagoniona w kąt
Twoim milczeniem
Krzyczę: Usłysz!
Bez słów.

Z sercem przepełnionym lękiem
Nasłuchuję twoich kroków
Szepczę: nie opuszczaj mnie
Ale ty nie słyszysz.

Bo zatonąłeś

w milczeniu

Jak pies z kotem

Uwodziciel: Panno Mary, idzie pani zapalić?
Ja: Jasne, tylko zaniosę rzeczy.
Poszłam na swoje stanowisko pracy, odłożyłam to, co niepotrzebne, wzięłam papierosy i szczęśliwa zjechałam na dół. Szczęśliwa i nieco skrępowana, bo nie wiedziałam jak się zachować. Wszyscy nas obserwują, plotkują... Jak się zachować, aby było dobrze?
Ja: Jestem, możemy iść
Uwodziciel: Super. Waldek, idziesz?
I tak w trójkę wyszliśmy na papierosa. Zauważyłam, że Uwodziciel stoi daleko ode mnie. Może to i dobrze?
Gadka szmatka.
Zza drzwi wychodzi Stefan. Stefan to jedna z niewielu osób, które ze mną normalnie rozmawiają.
Ja: Stefan, ty dzisiaj masz zmianę?
Stefan: Tak, ty też?
Ja: Tak, super!
Chwilę później.
Ja: Dobra chłopaki. Idę, bo ktoś tu musi pracować!
Pożegnałam się z Waldkiem i Uwodzicielem i poszłam. Przesiedziałam 24h w pracy i poszłam do domu. Następnego dnia Uwodziciel miał zmianę. Dzwonię do niego z rana - nie odbiera. W końcu oddzwania i już słyszę, że jest obrażony.



Kłóciliśmy się cały dzień. Kompletnie nie rozumiałam o co mu chodzi, o czym on do mnie rozmawia, co mu znowu nie pasuje!? Że on nie lubi Stefana? Skąd ja miałam o tym wiedzieć. Zresztą, co z tego, że on go nie lubi? Ja lubię i mogę lubić kogo tylko chcę. Wszystko wisiało na włosku. Popołudniu byłam na piwie z kumplem z byłej pracy. Opowiedziałam mu wszystko, całą historię z Uwodzicielem i poprosiłam żeby olał fakt, że przyjechał samochodem i upił się ze mną. Wypiliśmy kilka piw, były szczere gadki i nieco rozluźnienia. Przeszedł mi gniew na Uwodziciela. A był potężny, naprawdę. W kłótni powiedziałam mu, że ma mnie przestać uważać za dziwkę, która puści się z każdym, z którym rozmawia. Wykrzyczałam to będąc w McDonaldzie. Także było ostro. Za to po piwkach sytuacja nie była już taka straszna, choć na poważnie rozważałam rozstanie.

Dzisiaj rano (o 5:30!!!) dzwoni do mnie Uwodziciel. Przez przypadek. Pisał mi smsa z życzeniami na dzień kobiet. Znowu ta sama gadka - że jak ja mogłam i tak dalej. Ale było też coś nowego, powiedział "nie robi się takich rzeczy kiedy twój chłopak jest przy tobie". To zdanie dźwięczało mi w głowie. To o to chodzi! Odwróciłam sobie sytuację. Ja stoję przy nim i nagle on do jakiejś panny wyskakuje z tekstem "fajnie, że jesteśmy dzisiaj razem na zmianie!". Zrobiłoby mi się przykro. Oj tak, jak cholera. I w końcu zrozumiałam o czym on mówi!
Duma do kieszeni i trzeba przepraszać.
Przeprosiny przyjęte. Już jest dobrze.
 No prawie. Ja mam pewne wyrzuty jeszcze, ale dzisiaj ich nie będę roztrząsać, bo on jest zmęczony po pracy. Wczoraj ja byłam zmęczona po pracy i wiem, że nie do końca człowiek wtedy kuma co się do niego mówi. Poruszę ten temat jak będziemy mieli całą noc dla siebie.
Chodzi mi o jego brak zaufania i podejrzewanie mnie o kręcenie z całą rzeszą facetów. To mnie boli.

Bądź na już



Bądź na już
Nie chcę czekać dłużej tu
Tracę oddech, ślad mych stóp
Rozwieje wiatr
Brak mi słów 
Potrzebuję ciebie tu
Coraz więcej myśli w głowie nie o Tobie mam

Biorę oddech, gubię krok
Tyle zdarzeń, wyobraźni głos 
Znów pod prąd, gdzieś nas gna 
Nie istnieje wokół czas 
Nierozsądny życia bieg
Lecz nie mów mi, nie mów mi nie

Ref:
Ucieknijmy za horyzont gdzieś 
Ten pierwszy raz 
Zapomnijmy o tym, czego tak nam było brak 
Grawitacji mówimy pas
Tyle sił jest w nas 
Uciekniemy za horyzont gdzieś 
I nie mów mi, nie mów mi nie 

Składam znów
To, co było w prosty wzór 
Nie chcę liczyć wszystkich ról
W tej grze na czas 
Kilka słów
Podzieliło nas na pół 
Sama nie wiem, czy tak dobrze Ciebie znam 

Biorę oddech, gubię krok, 
Tyle zdarzeń, wyobraźni głos 
Znów pod prąd, gdzieś nas gna 
Nie istnieje wokół czas
Nierozsądny życia bieg 
Lecz nie mów mi nie mów mi nie

Bądź na już
Nie wybieraj dróg na skrót
Nigdy wcześniej tak jak dziś
Nie było nas
I nie mów mi, nie mów mi nie



A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać razem za granicę? Porzucić to, co mamy tutaj i zbudować coś naszego? Być razem każdego dnia. I nie mów mi, nie mów mi nie!

Ja: Tęsknię za tobą. Może rzucimy wszystko i wyjedziemy daleko za granicę?
Uwodziciel: Rozmawialiśmy już o tym... Nie szalej!
Ja: Tak, wiem. Ale będę co jakiś czas próbować!

Śmiechy chichy... Ale gdyby się zgodził to bym pojechała. Jejku, marzę o tym! Gdybym miała jego to miałabym to, czego potrzebuję. Z przyjaciółmi bym zachowała kontakt, z siostrą i babcią też. Może wreszcie bym zaczęła żyć swoim życiem! 

miłość

Doktorka zwiększyła mi antydepresant w zeszłym tygodniu i chyba zaczyna mi się górka, bo szalone pomysły wpadają mi do głowy. Chodzę na siłownię, jestem nerwowa. Za cztery dni mam wizytę, zobaczymy co na to powie. Nie umiem usiedzieć na miejscu, a ludzie doprowadzają mnie do szału. 
To tabletki czy Uwodziciel?
Pamiętam jak jeszcze kilka dni temu siedziałam w depresji i zbierałam się na heroiczny wysiłek jakim było wyjście z domu, aby iść na siłownię. Zrezygnowałam. Aż w pewnym momencie on zadzwonił. I tak jakby słońce we mnie wzeszło. Zyskałam siły na wszystko!
I to teraz działa za każdym razem jak dzwoni. Jest moim słońcem, budzi we mnie nadzieję. Tak jeszcze nie było.

Wspominam

Aż boję się pisać żeby to wszystko nie wróciło. Na chwilę obecną jest we mnie stłumione i czuję jak się kotłuje w moim wnętrzu.
Chodzi o tęsknotę, zazdrość, złość.

Są chwile
gdy wolałabym martwym widzieć Cię
Nie musiałabym
się Tobą dzielić nie nie
Gdybym mogła schowałabym 
Twoje oczy w mojej kieszeni
żebyś nie mógł oglądać tych
które są dla nas zagrożeniem

Do pracy
nie mogę puścić Cię nie nie
Tam tyle kobiet
każda w myślach gwałci Cię
Złotą klatkę sprawię Ci
będę karmić owocami
a do nogi przymocuję
złotą kulę z diamentami

Kilka dni temu miałam rozmowę z Uwodzicielem o tym, że w naszym związku powiało chłodem. Rozmawialiśmy o rozstaniu. Nasza dewiza to "nic na siłę". On obawiał się, że pojawił się ktoś w moim życiu. Ja obawiałam się, że pojawił się ktoś w jego życiu. Nic takiego się nie stało. Za to wkradł się kryzys. Wyraziłam swoje zdanie, że według mnie kryzys jest związany z rzadkimi spotkaniami i sytuacją w pracy, która nie sprzyja naszym schadzkom. Jednak już niedługo ta sytuacja się zmieni, zostaję przenoszona z powrotem na obiekt, na którym on pracuje. W dodatku za kilka miesięcy odzyskam swoje mieszkanie, nie będę już mieszkać z rodzicami. Wyraziłam obawę, że jeśli teraz zakończymy nasz związek to za dwa tygodnie, gdy te zmiany się zaczną, będziemy tego żałować i warto poczekać, warto dać sobie szanse.
Stwierdził, że bardzo dobrze jest posłuchać kogoś mądrego.
Atmosfera się oczyściła.
Natomiast dzisiaj czuję tak obezwładniającą tęsknotę, że czuję się fatalnie.

tęsknota, kobieta


"Bywało, iż zdarzał się dzień ponury, szary (albo słoneczny), kiedy dopadała ją tęsknota tak żrąca, że czuła się pusta, już wcale nie kobieta, ale suche drzewo, w którym świszcze zimny listopadowy wicher. Tak właśnie czuła się teraz (...), aż ją głowa rozbolała od myśli o tych wszystkich przyszłych latach i zaczęła się zastanawiać, na co komu miłość skoro do tego prowadzi, skoro można się tak czuć choćby przez dziesięć sekund." Stephen King – Historia Lisey

Wspominam dzień kiedy po raz pierwszy się zobaczyliśmy.
Wspominam jak za mną biegał przez kilka miesięcy, aby mnie poderwać.
Wspominam chwilę, w których po raz pierwszy w życiu czułam się tak uwodzona.
Wspominam gesty, którymi starałam się nieudolnie odpowiadać na jego uwodzicielskie gesty.
Wspominam ożywione rozmowy, które prowadziliśmy godzinami.
Wspominam spojrzenia w oczy, te przedłużone i te przelotne.
Wspominam nadzieje, które w nim pokładałam.
I jestem na niego tak bardzo zła, że dzisiaj go przy mnie nie ma.
Jestem zdziwiona jak bardzo te emocje na nowo wybuchły w moim wnętrzu, jak z wulkanu.
Złości mnie, że nie pamiętam kiedy on znowu przychodzi do pracy, kiedy będziemy mogli porozmawiać.
I boję się, że nie będę w stanie wyrazić tego, jak bardzo dzisiaj tęsknię. Tak bardzo, że mam stan podgorączkowy. Tak bardzo, że jest mi niedobrze.
Jeden jego dotyk i byłoby mi lepiej.
Jedno spojrzenie, a na mojej twarzy zagościłby uśmiech.
Ostatnio tak czułam się w wakacje, gdy jeszcze do niczego między nami nie doszło. Kiedy wszedł do mojego mieszkania, a ja nie wiedziałam co zrobić, a tak bardzo pragnęłam, aby w końcu mnie dotknął... i po prostu przytuliłam się do jego piersi.

Dzisiaj dotarło do mnie, że możemy to wszystko stracić.
Ale dotarło też to, że te spojrzenia, te gesty, te rozmowy... tego się nie powtórzy. Będą inne gesty, rozmowy, spojrzenia, nie takie same. Może lepsze. A może nie.
Uważam jednak, że warto walczyć.
Spytacie: o co?
Tak, wiem, to nie ma przyszłości. Ale ja obecnie w ogóle nie mam przyszłości, nie potrafię o niej myśleć. Dlatego chcę walczyć o to, aby teraz nie cierpieć na brak jego.

Wypompowana

Nie mam siły na nic.
Czuję się jakby ktoś ze mnie wypompował całą energię.
O, przepraszam. Od dwóch godzin czuję się odrobinę lepiej i tylko dlatego udało mi się zmusić do tego, aby cokolwiek napisać.



Całymi dniami śpię, w nocy chodzę do pracy. Jak mam dwa dni wolnego to dwa dni śpię. I dwie noce. Nie mam siły się myć. Nie mam siły - fizycznie. Robi mi się słabo, gdy tylko podejmę jakiś większy wysiłek. Co wieczór mam stany podgorączkowe. Sen nie daje wypoczynku.
A przecież w życiu wszystko idzie dobrze, wszystko się układa. A ja nie mam siły na nic.

roller coaster

Od rana mam ogromną huśtawkę emocjonalną!
Wstałam o czwartej rano.
Byłam o ósmej na terapii. Obawiałam się tego spotkania ze względu na poprzedni temat - wyrażanie emocji. Wiedziałam, że tym razem na tej terapii też nie wyrażę uczuć, miałam przez to wrażenie, że w jakiś sposób nie daję rady. Kiedy tam szłam uświadomiłam sobie, że z moją nową wagą (10kg do przodu!) czuję się pięknie. Czuję się bardziej kobieco.
Mówiłam między innymi o Uwodzicielu. Mamy się dzisiaj spotkać, a długo się nie widzieliśmy. Moje uczucia mocno osłabły, chciałam czegoś więcej. Na terapii powiedziałam, że poczekam miesiąc - jak mi się nie zmieni to z nim zerwę. Ale - powiedziałam - pewnie tego nie zrobię, bo mi będzie go brakować. Ale - ale... tak zmieniałam zdanie.



Wróciłam do domu w dobrym humorze. Zaczęłam gotować, tańcząc i śpiewając, skacząc i wariując. Potem usiadłam i było tak spokojnie. Słońce świeciło, muzyka leciała w tle, mieszkanie wysprzątane, olejek pomarańczowy nadał fajnego zapachu. Było mi dobrze.
Potem zaczęłam się bać spotkania z Uwodzicielem. Że ktoś nas przyłapie. Zadzwoniłam do niego, podzieliłam się obawami. W tym momencie tak bardzo za nim zatęskniłam! Zrobię wszystko żeby się z nim spotkać! Ale przecież zasługuję na więcej niż chowanie się po kątach... Ale chociaż na chwilę..! Umówiliśmy się w końcu.
Jednak mój nastrój mocno opadł. Byłam nerwowa i spięta. Musiałam się umyć, a wcale mi się nie chciało. Stałam przed wanną i gapiłam się na nią jak sroka w gnat.
Jak już w końcu się umyłam zrobiło mi się lepiej. Postanowiłam znaleźć coś do ubrania na wieczorną randkę.
Przymierzałam chyba wszystko! I widziałam się tylko grubą i brzydką.
Potem usiadłam i zaczęłam z tego wszystkiego płakać.

Wyrażanie emocji

Dzieje się na tyle dużo, że sama nie wiem o czym pisać. Może napiszę o terapii.
Otóż byłam w tym tygodni na sesji, na której dowiedziałam się, że... tłumię emocje. Okazało się, że sama umiejętność nazwania ich i "przepuszczenia" przez siebie nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć je wyrazić wobec innych i wobec siebie, a tego zdecydowanie nie potrafię.



Najważniejszym pytaniem jakie padło na terapii było "a wyrażanie emocji to..?". 
To coś niebezpiecznego.
To okazanie słabości.
To wystawienie się na zranienie.
To manipulacja.

Takie ja znalazłam w sobie odpowiedzi. 
Terapeutka miała jednak inne zdanie. 
Ona uważa, że okazywanie emocji to cecha ludzi silnych.
I się z nią zgadzam. Trzeba mieć w sobie siłę, aby odważyć się pokazać komuś swoje emocje. Wystawić się na ocenę, dać komuś szansę na zrozumienie, asertywnie bronić swoich emocji.

Minęło już kilka dni od tego spotkania, a ja dalej jestem roztrzęsiona.
Terapeutka przypomniała mi, że moje spotkania z nią są "bezpieczną strefą" i mogę tam pokazywać emocje. Zrobiło mi się głupio, poczułam jakąś taką presję... Bo tak bardzo chciałabym się w tym temacie odblokować, ale tak bardzo nie potrafię. Może z jej pomocą mi się to uda.

Czym według Was są emocje? Czy zdarza Wam się rozpłakać podczas rozmowy z kimś? Czy jesteście w stanie nie tylko powiedzieć komuś o przeżywanej aktualnie emocji, ale również ją wyrazić płaczem, krzykiem, uśmiechem? 

Ja nie potrafię, jestem totalnie zamrożona w tym temacie. Racjonalizuję wszystko do bólu i tym samym tłumię w sobie.


W blasku księżyca - randka z Uwodzicielem


Księżyc świecił wyjątkowo jasno, ulicami raz na jakiś czas przejeżdżał jakiś zaspany kierowca. Rozpoczęliśmy naszą przygodę na stacji benzynowej, ponieważ bardzo lubię kawę z tego miejsca. Uśmiechałam się do siebie, bo on był blisko mnie. Tę stację benzynową odwiedziliśmy jako para.
Szliśmy spacerowym tempem, opatuleni kurtkami jak dwa duże bałwanki, przytuleni do siebie, z kubkami ciepłej kawy w dłoniach i nieco rozbawieni całą sytuacją. Schadzka w nocy. Gdzie tu iść skoro oboje jesteśmy na służbie, nie możemy się za bardzo oddalać od naszych obiektów i nie chcemy, aby ktoś nas zobaczył. Jakieś krzaki?
Zatrzymaliśmy się w jakimś ciemnym zaułku. Pocałunek smakował zupełnie inaczej niż zwykle, można było w nim wyczuć magię romantyczności. Pragnienie, które wezbrało w naszych ciałach musiało zostać stłumione w sercach, pozostać niespełnione. Nie mieć tego, czego się pragnie i cieszyć się z tego - to szaleństwo zakochanych.
Nasza randka nie byłaby naszą gdyby zabrakło na niej muzyki. To ona nas z początku połączyła. Wrażliwość na słowo i muzykę to z pewnością nasza wspólna cecha. Tak więc puściliśmy coś i patrzyliśmy na siebie. To zabawne. Jego oczy miały w blasku księżyca nieco inny odcień brązu niż zwykle. 
Nasze spotkanie nie trwało długo. A już z pewnością za krótko. Tak to już jest z udanymi randkami. Kiedy mnie odprowadzał, w moim ciele wezbrało uczucie miłości do tego człowieka. 
Zaraz po niej przyszedł ból. 

Jestem tylko pierdoloną kochanką
Czy coś z tego wszystkiego jest prawdą?


Siedzę jak sparaliżowana i patrzę na ekran komputera. Zadaję sobie pytania, które zwykle spycham w tył głowy bojąc się, że przygniecie mnie ich ciężar.

Dlaczego nie mogę się nim cieszyć bez bólu? W momencie, gdy czuję przypływ miłości w tempie błyskawicy przychodzi ból związany z tym, że jestem tylko kochanką, w dodatku jedną z wielu w historii jego życia. Czy czymś się wyróżniam? Czy jestem tą wyjątkową kochanką? I jakie to ma znaczenie? Nienawidzę tego pytania, bo ostatnie czego chcę to się porównywać. Sama z własnego doświadczenia wiem, że każdy związek jest inny i to, że kochałam jednego nie znaczy, że nie kocham tego. Nie da się porównać do siebie dwóch związków, każdy jest wyjątkowy. Mimo to stawiam sobie to pytanie. Czy jej też to mówił? Czy na nią też tak patrzył? Już nie mówiąc o żonie. Czy on myśli o mnie, gdy przy niej jest? Dlaczego chcę, aby myślał? Dlaczego czuję satysfakcję, gdy wyobrażam sobie jak on myśli o mnie, gdy ona jest przy nim?


Kochanie, kiedy mówisz o tym, że gdybyś był dwadzieścia lat młodszy to byś się nie zastanawiał tylko bylibyśmy razem... wiesz, to jest bardzo miłe i piękne, ale boli. Boli jak cholera, bo to się nie stanie. Ale mimo to chcę to słyszeć, chcę żebyś to mówił. Chcę żebyś mówił, że jestem jedyna w swoim rodzaju i najważniejsza dla Ciebie. Co z tego, że w to nie wierzę. Powtarzaj to tak często, aż w końcu uwierzę, chociaż na chwilę. Wiem, że będę później cierpieć. Proszę, spraw, abym przez ten czas, gdy ze sobą jesteśmy, była tu i teraz w morzu szczęścia i miłości. Jest dobrze, nie psujmy tego.



Kiedy pisałam tę notkę, wyszłam, aby zapalić papierosa. Zadzwoniłam do niego. Rozmawialiśmy.
Powiedziałam mu, że go kocham.

Czy wiesz, ty piękna i ty uśmiechniona, 
Której usteczka rozchyla pustota, 
Co znaczy "kocham", to najświętsze słowo, 
Co pada z piersi jako strzała złota, 
I jak królewskiej purpury zasłona, 
Oddziela ciebie, wzruszeniem różową 
I drżącą snami szczęścia dziewiczemi, 
Od wszystkich ludzi na całej tej ziemi, 
Byś otworzyła jednemu ramiona? 

Czy wiesz ty o tym, motylu i kwiecie, 
Poranków wiosny ty śpiewna ptaszyno, 
Że ta godzina, w której usta twoje 
Szepczą to słowo, jest cudów godziną? 
Że wtedy jasno robi się na świecie, 
Że srebrem biją wszystkie żywe zdroje, 
Że róże w pąkach płonią się wiosenne, 
Że dziwne mary, rozwiewne i senne, 
Ciałem się stają pod drżącą twą dłonią? 
Że w twej źrenicy, jako w pryzmie słońce, 
Życie odbija blasków swych tysiące 
I załamuje promień brylantowy?... 
Że noc koronę srebrną swojej głowy 
U stóp twych w chłodnych rozsypuje rosach? 
Że twym wzruszeniem drżą gwiazdy w niebiosach?
Maria Konopnicka - Do kobiety

Już dawno nie miałam tak emocjonującej nocy jak ta. Emocje gromadziły się we mnie od tygodni i próbowałam sobie z nimi jakoś poradzić, zrozumieć, przeżyć. Aż w końcu tej nocy sięgnęły zenitu. Kiedy wróciłam ze spaceru było mi aż słabo, świat wydawał się obcy, a ja w nim nieobecna. Do momentu, gdy Uwodziciel nakłonił mnie do zwierzeń. Wypowiedziałam wszystkie pytania, które tutaj zapisałam oraz te przemyślenia, które zamieściłam w poprzedniej notce. Przyjął je. A gdy wyznałam mu miłość... odczułam ulgę. Pewnie zastanawia Was czy on odwzajemnia moje uczucia? Wyznał mi to już kilka miesięcy temu, ale wtedy powiedziałam, że nie chcę o tym słyszeć, że to tylko boli. Dzisiaj nie bolało, dzisiaj przyniosło ukojenie.
Pamiętam jak powiedziałam terapeutce wtedy, że Uwodziciel wyznał mi miłość i ja powiedziałam mu, że on wcale tego nie czuje, że tylko mu się wydaje. Powiedziała mi, że tak nie wolno robić, że to jest zaprzeczanie czyimś uczuciom. Przeprosiłam go na następny dzień, ale od tego momentu w ogóle o uczuciach nie mówiliśmy - aż do tej wspaniałej nocy.
Nie bałam się wyznać mu miłości. Wiedziałam, że on też odczuwa to uczucie. I on też wiedział, że ja je odczuwam. To widać po sposobie traktowania drugiej osoby, po spojrzeniu, dotyku, tonie głosu. Jednak wypowiedzenie tego głośno... To przynosi radość.
Ja nie wyznaję miłości często. Uwodziciel jest drugim mężczyzną, któremu to powiedziałam. To naprawdę wyjątkowe uczucie.

Decyzja na przekór uczuciom?

Moje życie jest składową uczuć, podjętych decyzji i konsekwencji. Nie da się żyć bez nich.
Nawet kiedy w depresji leżę w łóżku i nie mam siły na nic, nie mam siły, bo jestem w rozpaczy to nieustannie podejmuję pewne decyzje, np. że nie wstanę z łóżka, aby zrobić sobie herbaty. Konsekwencją tego będzie doskwierające mi pragnienie.
Są też dobre konsekwencje. Weźmy taką samą sytuację - też leżę w łóżku, jestem w rozpaczy i dzwoni przyjaciółka. Czuję niechęć, ale odbieram telefon przeciwstawiając się temu uczuciu. Konsekwencją może być wtedy lepsze samopoczucie po rozmowie z nią.

Uczucia są jak motyle lub jak ćmy

Uczucia są wolne i żyją krótko. Przez emocje-motyle rozumiem te przyjemne w przeżywaniu - radość, podekscytowanie, miłość, ciekawość i wiele innych. Emocje-ćmy to dla mnie te, które trudno zaakceptować, z którymi trudno sobie poradzić - smutek, rozpacz, złość, zazdrość, nienawiść...
Zdarza mi się często podejmować decyzję pod wpływem różnych uczuć. Potem ono przemija, umiera jak motyl, a ja budzę się z ręką w nocniku.
Codziennie uczę się tego, aby pozwolić uczuciu przelecieć przez moje serce, potem skierować je w stronę rozumu, by w końcu pozwolić mu odlecieć i zostawić pole do popisu rozumowi. Rozum to rozsądne podejście do tematu, przemyślenie sprawy, wypunktowanie za i przeciw. Wydaje mi się, że rozum powinien być wolny od uczuć, a idąc dalej, powinien kierować się doświadczeniem - nie tylko moim, ale też innych, oraz moralnością. Dopiero kiedy rozum dogłębnie zbada sprawę powinnam podejmować jakiekolwiek decyzje.

emocje są jak motyle

Przyznaj, że czujesz to, co czujesz!

Retrospekcja, lipiec 2017r.
Tego dnia wstałam o czwartej rano. Przyszykowałam się do pracy i zostało mi jeszcze nieco czasu dla siebie, więc usiadłam na wersalce, aby się pomodlić. Uwodziciel nieprzerwanie od kilkunastu dni siedział w mojej głowie, a ja przecież... Przecież ja kocham Boga! To pożądanie, które jest w moim ciele jest niedobre, ono nie powinno znaleźć we mnie miejsca. Wcale go nie pożądam. Nie, wcale nie. On należy do niej, nie mogę go pragnąć. Powinnam mu powiedzieć, że nic z tego nie będzie. Przecież nic do niego nie czuję, nie ma żadnej iskry. On jest stary, nie wiem w ogóle czego on chce. Jak mu nie wstyd? Przecież to on powinien być tym rozsądnym i dać mi spokój! Tak bardzo go pragnę, tak bardzo chcę, aby mnie dotknął, tak bardzo... Nie. Tak. 
Przyznaj, że tak. Przyznaj, że czujesz to, co czujesz!
TO i tak jest. Zaprzeczając temu nie sprawisz, że TO zniknie. Ale będziesz mogła coś z tym zrobić, chwycić to uczucie w ręce i będziesz mogła decydować.

No tak, to ma sens.
To mi da władzę.

Tak, pragnę Uwodziciela. Tak, pragnę, aby mnie dotknął. Pragnę, aby mnie pieprzył i kochał. 
Ulga. 

To był początek podejmowania przeze mnie decyzji. Jeszcze wtedy nie wiedziałam czy z nim będę czy nie. Być może nie widać tego w tej retrospekcji, ale to było naprawdę trudne. Cała się trzęsłam, waliłam pięściami w ściany, krzyczałam.
Potem podobną walkę, choć już nie tak wykańczającą, stoczyłam z uczuciem pt. "chcę jego serca". Nie tylko chcę jego ciała, ale także serca. Przyznałam to przed sobą.

Miłość?

Piszę tę notkę, ponieważ od dłuższego czasu chodzi za mną uczucie miłości. Nie zakochania, ale miłości. Wypieram je mówiąc sobie, że nigdy nie podejmę decyzji o kochaniu go. Dzisiaj zorientowałam się co robię - znowu wypieram swoje uczucia. Mogę go kochać pomimo tego, że nie będziemy razem, że zmierzamy do nieuchronnego końca. Miłość, jak każde inne uczucie, jest motylem - w końcu umiera. Jednak to wcale nie oznacza, że go nie było. To właśnie wtedy normalne związki mają problem, bo tutaj jest moment na trwanie w decyzji o miłości. Czytałam, że zwykle tak się dzieje po dwóch-trzech latach.
Podsumowując: kocham Uwodziciela, ale nie podejmuję decyzji o tym, że będę go kochać zawsze, nawet wtedy, gdy uczucie przeminie (chociaż bym chciała).

Mam poczucie, że jest jeszcze coś czego nie akceptuję. Być może chodzi o tę miłość dalej? Albo gdzieś się oszukuję.
Chciałabym podjąć decyzję o miłości. Przeciwstawić się wszelkim przeciwnościom, zamieszkać z nim, prowadzić wspólne życie, nawet wyjść za niego. Jednak tego nie zrobię, bo to się nigdy nie stanie. Może tutaj jest źródło tego dyskomfortu? No właśnie...


...podejmowanie decyzji niezgodnej z uczuciami jest niekomfortowe.


Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak ogromnego wysiłku wymagałoby ode mnie podjęcie decyzji, że nie dam zawładnąć sobą uczuciowi pożądania.Próbowałam się temu przeciwstawić, nawet przeprowadziłam z Uwodzicielem poważną rozmowę, w której wyjaśniłam dlaczego nie możemy być razem. To było takie trudne! Przez chwilę byłam z siebie dumna, a potem poczułam się jakby mi odebrano coś bardzo, bardzo ważnego, jakąś część mnie - moje marzenie, moje pragnienie.Tak samo było z Krakowem. Z tym, że tutaj sprawa tyczyła się Boga. Przeprowadziłam się do Krakowa, bo byłam pewna, że Bóg tego ode mnie chce, że to On mnie prowadzi. Byłam przepełniona radością i miłością do Niego. Pojechałam, posłuchałam serca, uczuć... I okazało się, że tego nie przemyślałam, że depresja w obcym mieście, bez rodziny, jest jeszcze trudniejsza do zniesienia. Przed wyjazdem nie myślałam o tym co się stanie, gdy choroba się odezwie. Byłam pewna, że wszystko będzie dobrze, że może będą przeciwności, ale ze wszystkim dam radę. Poszłam za emocjami, za sercem, za miłością do Boga i pragnieniem życia w tej radości, którą wówczas czułam. A na miejscu powitała mnie depresja.


Decyzja na przekór uczuciom?


Więc jak to zrobić? Jak nie dać się uczuciom, które szarpią mną na wszystkie strony? Jak to zrobić, aby podejmować rozsądne decyzje kiedy serce mówi, że to najlepsza możliwa droga?









Album wspomnień

Było już dobrze po dwudziestej drugiej. 

Uwodziciel był w łazience, a ja siedziałam na parapecie ubrana w jeansy i niebieski polar; paliłam papierosa. Uśmiechnięta sama do siebie spoglądałam na nocny krajobraz jednej z najbardziej zaniedbanych dzielnic mojego miasta. Stare kamienice, dym unoszący się znad kominów i ulice oświetlane żółtawym światłem latarni. Chłodne, wręcz zimowe powietrze w połączeniu z dymem mentolowego papierosa przywołało jakieś dobre, choć nieokreślone wspomnienie z czasów, gdy byłam nastolatką. To czas szaleństwa, imprez, festiwali teatralnych, w których razem z moją ekipą brałam udział. Smak, zapach - przywołują wspomnienia, obrazy, przeżycia. Jest mi dobrze. Było mi dobrze też wtedy. Pozytywna melancholia.
To jedna z kartek albumu mojej pamięci, która została uzupełniona poprzedniej nocy.

miłość borderline

Kolejna kartka z tego dnia - łazienka. 

Spora kabina prysznicowa, po prawej pasta i szczoteczka do zębów, ja opieram się o umywalkę, po chwili opłukuję twarz chłodną wodą.
Patrzę w lustro, prosto w swoje oczy.
Czemu on mówi, że na mnie nie zasługuje? Czemu on mówi, że się marnuję? Czemu on mówi, że jestem piękna? Jak on mnie widzi? Kogo widzi, gdy na mnie patrzy?
Patrzę na siebie i widzę tę samą twarz, którą widzę codziennie. Widzę siebie gdy miałam pięć, osiem, trzynaście, siedemnaście i dwadzieścia lat. To jestem ja. Czy coś się zmieniło odkąd odeszłam od Boga, czy moja twarz się zmieniła? Nie, wyglądam tak samo. Kim jestem? I kogo on widzi?

Spojrzał, dodał mi urody,
a ja wzięłam ją jak swoją.
Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.

Pozwoliłam się wymyślić
na podobieństwo odbicia
w jego oczach. Tańczę, tańczę
w zatrzęsieniu nagłych skrzydeł.

Stół jest stołem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem
i stoi stojąc na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona aż do krwi.

Mówię mu, co chce: o mrówkach
umierających z miłości
pod gwiazdozbiorem dmuchawca.
Przysięgam, że biała róża,
pokropiona winem, śpiewa.

Śmieję się, przechylam głowę
ostrożnie, jakbym sprawdzała
wynalazek. Tańczę, tańczę
w zdumionej skórze, w objęciu,
które mnie stwarza.

Ewa z żebra, Wenus z piany,
Minerwa z głowy Jowisza
były bardziej rzeczywiste.

Kiedy on nie patrzy na mnie,
szukam swojego odbicia
na ścianie. I widzę tylko
gwóźdź, z którego zdjęto obraz

Wisława Szymborska - Przy winie


Przewracamy kartkę i widzimy późną noc...

Zmęczeni kładziemy się na kilka godzin spać. On leży obok. 
Przed zamkniętymi oczami widzę jego twarz. Przystojną, skupioną, zachwyconą.
Czy on rzeczywiście jest taki fantastyczny czy tylko ja go tak postrzegam? Jego charakter, poczucie humoru, styl życia, styl ubierania, jego ciało i jego namiętność - to wszystko jest wspaniałe, jakby dopasowane do mnie. Dlaczego jest coraz lepiej? Jak to możliwe, że dalej jesteśmy ze sobą, przecież to miało trwać chwilę. Dwa miesiące temu twierdziłam, że lepiej być nie może. Teraz jest jeszcze lepiej. Jeszcze bliżej. Jeszcze naturalniej. 

Polub mnie taką, jaka jestem.
Nie próbuj zmienić, złamać, zgiąć.
Pozwól mi śmiać się, kłamać, tęsknić,
dobrą być czasem, często złą.

Pozwól mi wracać i odchodzić,
pozwól mi cierpieć, płonąć, krwawić,
ja tak już muszę, ja tak zawsze,
i wszystkie twoje prośby na nic.

To by tak dobrze było, pięknie,
i wtedy bym cię kochać mogła —
Skryj, miły, w kocie poduszeczki
twoje drapieżne szpony orła.

Elżbieta Szemplińska - Szpony

Chciałam mężczyznę, który spełni wymagania podane w tym wierszu. I takiego mam. Mogę być taka, jaka w danym momencie chcę. I on sobie z tym poradzi. W dodatku pomaga mi sobie z tym poradzić tak, że następnym razem potrafię nad sobą bardziej zapanować. Szkoła uczuć. 
Czy znajdę takiego jak on... tylko wolnego?

Intensywność



Emocje są bardzo intensywne. Wszystkie.
Miłość, stres, pożądanie, radość, złość, agresja, strach, zmęczenie... Nie widzę w sobie czegoś takiego jak uczucia mieszane. Jak jest jedno to nie ma żadnego innego, to jedno ogarnia mnie całkowicie.

Przez ostatni tydzień sporo pracowałam (taki grafik), więc dobrze, że jestem w tym stanie, a nie depresyjnym. Inaczej nie dałabym rady.
Mieliśmy wczoraj w pracy wizytę Szefa Combo, czyli szefa, który jest szefem mojego szefa. W pewnej chwili w pomieszczeniu 8m2 byłam sama z dwoma szefami i byłam tak zestresowana, że nie wiedziałam co ze sobą począć. Równocześnie byłam tak skupiona na swoich obowiązkach, tak zdeterminowana, aby wypełniać prawidłowo wszystkie procedury, że byłam pod wrażeniem samej siebie.
Po pracy poszłam do mojej byłej pracy, gdzie pracuje Uwodziciel, tego dnia był w pracy. Byliśmy umówieni na późny wieczór, ale wpadłam tam jeszcze pogadać ze znajomymi i z nim. Było świetnie, choć kolega, z którym pracuje Uwodziciel chyba czuł się skrępowany (wiadomo, ploty żyją swoim życiem), bo co chwilę wychodził i zostawiał nas samych - a to żeby umyć naczynia, a to żeby coś tam do jedzenia sobie podgrzać, a to żeby jeszcze jakieś tam naczynia domyć. Zabawne to było. A ja miałam gdzieś to, co myślą inni. Jak to w górce: pierdole! Jest zajebiście!
Kiedy kładłam się spać to byłam tak potwornie zmęczona - całym dniem w pracy, potem tym spotkaniem ze znajomymi i z Uwodzicielem, tymi emocjami, tym śmiechem, uśmiechem, energią, stresem, zdeterminowaniem i skupieniem. Zasnęłam w jednej chwili.

Pisanie, gdy jest dobrze, wydaje mi się "mniej fajne". Nie mam głębokich przemyśleń, mniej jest we mnie melancholii... wydaje mi się to nudne, pomimo tego, że przecież życie w tym czasie jest tak bardzo intensywne. Ale nie umiem tej intensywności opisać.
Po prostu jest zajebiście.
Potrafię załatwić wszystko, przełamać lęk przed wszystkim, jestem pewna siebie i zdystansowana do problemów życia codziennego. Jest pięknie.

Czarny kot



Jestem zmęczona swoimi emocjami.

Nie wiem co ze sobą zrobić. Wraca depresja, jak nic.
Tęsknie za moim gachem, a prawdopodobnie się nie zobaczymy przez kilka tygodni, bo zaczyna mi się czas urlopo-wyjazdów.

I czego bym nie zrobił i tak za każdym razem
Te same słyszę głosy, te same widzę twarze

Czarny kot przebiega drogę mi co noc
Nawet gdybym nie chciał

Każdy kolejny dzień wygląda tak jak ten

Co dalej?!

Dużo lepiej się dogaduję z siostrą. To zasługa terapii. Mimo to czuję się samotna. To chyba już po prostu tak jest.


© Sleepwalker | Wioska Szablonów | X | X