Moja twórczość

Obrazy na sprzedaż

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja z Bogiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja z Bogiem. Pokaż wszystkie posty

Puścić stery


Tak sobie myślę, że może czasem warto stracić kontrolę. Nie w tym sensie, aby robić głupoty, ale w takim, aby dać drugiemu człowiekowi wolność od własnych oczekiwań wobec niego. Pozwolić mu na to, aby nie spełniał moich oczekiwań. To, że ktoś zachowuje się inaczej niżbym tego od niego oczekiwała wcale nie oznacza, że zachowuje się źle. Może z tego wyjść coś dobrego.



Wczorajsza rozmowa z przyjacielem uświadomiła mi jak wiele wymagam od ludzi, którzy są wokół mnie. Złoszczę się na nich o to, że nie są tacy, jakimi ja ich widzę w swojej wyobraźni. Może czasem warto puścić stery i pozwolić sprawom toczyć się ich własnym rytmem? Pozwolić życiu się zaskoczyć?
Zaczęłam się modlić. Coś się we mnie złamało i zdobyłam się na to, aby oddać na nowo Bogu swoje sprawy. Wcześniej nie potrafiłam tego zrobić, a teraz potrafię powiedzieć: bądź wola Twoja. Przez ostatnie pół roku miało być tak, jak ja chcę. Teraz powoli dopuszczam Go do głosu.
Właściwie to modlę się tylko na różańcu, oddaję się Maryi.
Mam nadzieję, że podejdzie do Jezusa i powie Mu: ona nie ma już wina.




Maciej Wierszycki - motto tomiku "Byłem"

Dziękuję, że jesteś...
Jeśli nie tu,
To choćby gdziekolwiek

Modlitwa łez

Dużo dzisiaj płakałam. Płakałam, piłam piwsko i... się modliłam? Tak, przekazywałam Bogu sercem to, czego nie umiem przekazać słowami.
Płacz podobno pomaga, więc płakałam. Czy to pomoże mi oczyścić się ze wspomnień?


Płakałam też nad swoim ciałem. Weszłam w obszar nadwagi. Ważę 74kg na 170cm. Kiedy patrzę w lustro to nie wierzę, że to jestem ja, nie poznaję swojego ciała. Nigdy nie byłam tak gruba.
Jeśli wrócę do Boga, jeśli pójdę do spowiedzi, to nie będę mogła już się głodzić. Może to i dobrze, bo niewiele mi to dało dobrego - jedynie późniejsze napady obżarstwa. Obżarstwo to też grzech. Kurwa, robiłam sobie dzisiaj rachunek sumienia i wychodzi na to, że całe moje obecne życie jest jednym wielkim grzechem.
Poszłam dzisiaj nawet na adoracje... Tak, po dwóch piwach. Pff... myślałam nawet czy by nie iść do spowiedzi, ale po pierwsze byłam nietrzeźwa (co prawda nie czułam tych dwóch piw, ale jakiś szacunek dla sakramentu pokuty i pojednania trzeba mieć), a po drugie w niedziele spowiedź jest tylko piętnaście minut przed Mszą św., a ja nie chcę się spieszyć. Wobec tego zwiałam po dwudziestu minutach.
W ramach otwierania się na ludzi zaproponowałam mojej grupce znajomych, z którymi nie widziałam się odkąd zaczęłam być z Uwodzicielem, wypad w góry. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
No i jeszcze zastanawiam się nad tym, czy by nie iść na lekcje gry na gitarze. Siostra ma gitarę - mogłaby mi ją dać, bo nie używa. Musiałabym tylko strunę dołożyć, bo podobno nie ma. Ktoś wie jak to zrobić albo gdzie znaleźć kogoś, kto to zrobi?
Myślę, że nie ma innego sposobu żeby pozbyć się z życia Uwodziciela jak zapełnić jego miejsce czymś/kimś innym. Wyprzeć go z mojego serca. On dzisiaj jest w pracy, ale się nie odzywa. Po części jestem mu za to wdzięczna. Mam nadzieję, że on też zrobi wszystko żeby było mi łatwiej o nim zapomnieć. Ja też się nie odzywam. Staram się czymś zająć, ale kiedy bierze mnie na łzy to pozwalam sobie na płacz. Myślę, że to dobre podejście do siebie.

Przebudzenie


Jeszcze chwila, moment - zaledwie dwa dni - i uwolnię się od mieszkania z rodzicami!
Część rzeczy jest już przewieziona do wynajętego mieszkania, ale lwia część jeszcze na to czeka. Jutro idę do pracy, dlatego zajmę się tym pojutrze.



Cieszę się, że wszystko się ze sobą wspaniale zgrywa. Moja przeprowadzka, nadejście wiosny, cieplejsze dni, lepszy stan psychiczny. Mam nadzieję, że szykuje się w końcu dobry czas w moim życiu. Niech będzie chociaż przez chwilę spokój!

Przeżywam też bardzo nieśmiałe przebudzenie duchowe. Pomimo tego, że nie obchodziliśmy świąt u mnie w domu, zmartwychwstanie Jezusa jakoś mnie dotknęło. I jak zastanawiam się "co po Uwodzicielu?" to nie myślę o  tym żeby szukać jakiegoś faceta... Tak naprawdę to chciałabym żyć dążąc do świętości w samotności. Do zakonu żadnego mnie nie przyjmą z moją chorobą, małżeństwa sobie nie wyobrażam... Pewnie jeszcze długa droga terapii przede mną. Ale przebudzenie duchowe jakieś nastaje...
© Sleepwalker | Wioska Szablonów | X | X