Moja twórczość

Obrazy na sprzedaż

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą związki romantyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą związki romantyczne. Pokaż wszystkie posty

Mój chłopak - M. !



Dzisiaj chciałabym Wam napisać coś więcej o moim chłopaku. A właściwie o moich uczuciach i odczuciach.

M. jest kochany, czuły, troskliwy, wrażliwy i empatyczny. Naprawdę nie sądziłam, że w swoim życiu trafię na takiego mężczyznę, nie wierzyłam, że tacy istnieją. Jest normalny. A poznaliśmy się na... Tinderze. Hmm... właściwie to świadczy o jego nienormalności, ale co tam! W końcu ja też tam byłam. 
Wszystko zaczęło się tak, że urzekł mnie jego opis na Tinderze. Napisał, że nie jest ani misiowaty, ani puszysty tylko jest po prostu gruby. No to poczułam nić porozumienia i kliknęłam w serduszko. I napisałam do niego - że ja też jestem gruba 😂 No i zaczęliśmy rozmawiać. Po godzince przerzuciliśmy się na rozmowę telefoniczną i zaproponowałam spotkanie. Co zabawne, byłam tego dnia umówiona na spotkanie z inną randką, ale odmówiłam tamtego faceta pisząc, że znalazłam kogoś innego i bardzo dobrze mi się z tym kimś innym rozmawia. Nie chciało mi się nawet nic wymyślać. Także byłam i ubrana i pomalowana, nawet się szykować nie musiałam. No i spotkaliśmy się. Oczywiście byłam bardzo nieodpowiedzialna, bo wsiadłam do niego do samochodu, wywiózł mnie do innego miasta, do parku. Potem pojechaliśmy do karczmy coś zjeść. Po raz pierwszy tak się czułam na randce - patrzył na mnie z fascynacją, ale i z szacunkiem. Czułam się jak jedyna na świecie dziewczyna, wyjątkowa i niepowtarzalna - i po dwóch miesiącach dalej się tak czuję. Następnie pojechaliśmy nad jezioro i tam również było wspaniale i romantycznie. 

Oczywiście z początku byłam bardzo nieufna. Nie ufałam sobie, nie wierzyłam, że jakikolwiek związek może mi się udać - po kilku takich, które kończyły się po tygodniu, dwóch, maksymalnie trzech miałam prawo być nieufna - a zawsze to ja zrywałam. Teraz nabieram coraz więcej pewności i powiem Wam, że powoli tracę głowę. Tak, zwykle to się dzieje na samym początku związku, u mnie to trochę trwało 😅 ale czuję jak z każdym dniem coraz bardziej nie mogę przestać o nim myśleć. No po prostu jestem zakochana! 

Nie sądziłam, że trafi mi się mężczyzna, który tak bardzo będzie mi odpowiadał. Niesamowite.


Powspominamy? Zachowania borderline względem partnerów

Związki romantyczne w borderline. Trochę teorii i moje świadectwo życia w związkach jako osoby z cechami borderline (bądź po prostu borderline? Wciąż nie jestem pewna diagnozy).  

O tym jak kochałam, jak uciekałam, jak idealizowałam i dewaluowałam moich partnerów.  

Moim zdaniem notka warta przeczytania 🙂 

Niestety przez ten czas nic się nie zmieniło. Mój ostatni związek zakończył się po dwóch miesiącach, gdzie na samym końcu mój partner był mi zupełnie obojętny. A na początku byłam ogromnie zakochana. Zero postępu w tym temacie. 

27 września 2017 roku.

 Oryginalna notka: Związki romantyczne - borderline

Modlitwa łez

Dużo dzisiaj płakałam. Płakałam, piłam piwsko i... się modliłam? Tak, przekazywałam Bogu sercem to, czego nie umiem przekazać słowami.
Płacz podobno pomaga, więc płakałam. Czy to pomoże mi oczyścić się ze wspomnień?


Płakałam też nad swoim ciałem. Weszłam w obszar nadwagi. Ważę 74kg na 170cm. Kiedy patrzę w lustro to nie wierzę, że to jestem ja, nie poznaję swojego ciała. Nigdy nie byłam tak gruba.
Jeśli wrócę do Boga, jeśli pójdę do spowiedzi, to nie będę mogła już się głodzić. Może to i dobrze, bo niewiele mi to dało dobrego - jedynie późniejsze napady obżarstwa. Obżarstwo to też grzech. Kurwa, robiłam sobie dzisiaj rachunek sumienia i wychodzi na to, że całe moje obecne życie jest jednym wielkim grzechem.
Poszłam dzisiaj nawet na adoracje... Tak, po dwóch piwach. Pff... myślałam nawet czy by nie iść do spowiedzi, ale po pierwsze byłam nietrzeźwa (co prawda nie czułam tych dwóch piw, ale jakiś szacunek dla sakramentu pokuty i pojednania trzeba mieć), a po drugie w niedziele spowiedź jest tylko piętnaście minut przed Mszą św., a ja nie chcę się spieszyć. Wobec tego zwiałam po dwudziestu minutach.
W ramach otwierania się na ludzi zaproponowałam mojej grupce znajomych, z którymi nie widziałam się odkąd zaczęłam być z Uwodzicielem, wypad w góry. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
No i jeszcze zastanawiam się nad tym, czy by nie iść na lekcje gry na gitarze. Siostra ma gitarę - mogłaby mi ją dać, bo nie używa. Musiałabym tylko strunę dołożyć, bo podobno nie ma. Ktoś wie jak to zrobić albo gdzie znaleźć kogoś, kto to zrobi?
Myślę, że nie ma innego sposobu żeby pozbyć się z życia Uwodziciela jak zapełnić jego miejsce czymś/kimś innym. Wyprzeć go z mojego serca. On dzisiaj jest w pracy, ale się nie odzywa. Po części jestem mu za to wdzięczna. Mam nadzieję, że on też zrobi wszystko żeby było mi łatwiej o nim zapomnieć. Ja też się nie odzywam. Staram się czymś zająć, ale kiedy bierze mnie na łzy to pozwalam sobie na płacz. Myślę, że to dobre podejście do siebie.

Lecz przyjdzie kiedyś ktoś...

CHADowa napisała:
"Też tak miałam na początku powrotu do normalności. Niby dobrze, a pusto. A później okazało się, że nie pusto tylko normalnie. Okazało się, że nie znałam tego stanu i zrobiło się dziwnie."

Ten komentarz obijał mi się po ściankach czaszki. No bo rzeczywiście - jest dobrze, ale czegoś brakuje... Postanowiłam to przyjąć, to, że ta pustka po prostu wynika z braku hipomanii czy depresji, że wynika z remisji. Jest to bardzo prawdopodobne.
Naszły mnie jednak wczoraj pewne wątpliwości.

Kilka dni temu rozmawiałam z Uwodzicielem i powiedziałam mu, że tęsknię za Bogiem, że denerwuje mnie chowanie się po kątach, że jestem zestresowana, że czuję się od niego uzależniona. Powiedziałam też, że nie chcę żeby jego żona się o nas dowiedziała, a coraz więcej osób o nas wie i to źle wróży. Postanowiliśmy, że najbliższe spotkanie będzie naszym ostatnim. Po raz pierwszy ta decyzja wynikła z mojego serca, ze mnie. Nie była związana z czynnikami zewnętrznymi tylko z tym, że uważam, że zasługuję na coś więcej. Zasługuję na to, aby mieć ukochanego na wyłączność i zawsze, gdy będę chciała.
Spotkaliśmy się przedwczoraj na całą noc. Dużo, dużo rozmawialiśmy, wspominaliśmy. Rozmawialiśmy też o tym kogo mamy na oku, do kogo chcemy zarywać dalej, okazało się, że oboje już od jakiegoś czasu rozglądaliśmy się za potencjalnymi kandydatami/kandydatkami. Trochę bolało jak opowiadał, że próbował zarywać do jakiejś laski w momencie, gdy jeszcze był ze mną, ale z drugiej strony ja robiłam dokładnie to samo.
To nie zmienia faktu, że już za nim tęsknię. Co mam zrobić żeby się od niego uniezależnić?
Teraz, gdy się rozstaliśmy już wiem co to była za pustka w środku mojego serca. Teraz wyszła na wierzch. To przekonanie, że trzeba będzie zakończyć ten związek - tym była ta pustka.


Muszę coś zrobić żeby już do niego nie wrócić.
Może spowiedź, modlitwa? Chciałabym. Ale kiedy pomyślę o życiu znowu z Bogiem to mam wrażenie, że to są same ograniczenia, a niewiele się dostaje w zamian.
Kiedyś miałam całkiem odwrotne przekonanie - że Bóg niewiele ode mnie wymaga, a daje ogrom w zamian. To się zmieniło. Moja wiara podupadła. Mam żal do Boga o rodziców, o moją rodzinę. Mam żal o moją chorobę. W dodatku jeszcze nie potrafię powiedzieć czym rzeczywiście w życiu ja zawiniłam, a co było spowodowane chorobą czy czynnikami zewnętrznymi. Gdzie zaczyna się odpowiedzialność za grzech? Tylko Bóg to wie. Ale mi nie powie, więc zadręczam się najmniejszymi pierdołami albo odwrotnie - ze wszystkiego się usprawiedliwiam, bo choroba, bo takie wychowanie, bo takie problemy...

Przebudzenie


Jeszcze chwila, moment - zaledwie dwa dni - i uwolnię się od mieszkania z rodzicami!
Część rzeczy jest już przewieziona do wynajętego mieszkania, ale lwia część jeszcze na to czeka. Jutro idę do pracy, dlatego zajmę się tym pojutrze.



Cieszę się, że wszystko się ze sobą wspaniale zgrywa. Moja przeprowadzka, nadejście wiosny, cieplejsze dni, lepszy stan psychiczny. Mam nadzieję, że szykuje się w końcu dobry czas w moim życiu. Niech będzie chociaż przez chwilę spokój!

Przeżywam też bardzo nieśmiałe przebudzenie duchowe. Pomimo tego, że nie obchodziliśmy świąt u mnie w domu, zmartwychwstanie Jezusa jakoś mnie dotknęło. I jak zastanawiam się "co po Uwodzicielu?" to nie myślę o  tym żeby szukać jakiegoś faceta... Tak naprawdę to chciałabym żyć dążąc do świętości w samotności. Do zakonu żadnego mnie nie przyjmą z moją chorobą, małżeństwa sobie nie wyobrażam... Pewnie jeszcze długa droga terapii przede mną. Ale przebudzenie duchowe jakieś nastaje...

Łóżko, Kołdra, Miłość, Dotyk

Łóżko 
To przedmiot, który nas 
Godzi i budzi strach
Czy wytrzymamy jeszcze razem
Kołdra
Zabierasz większą część
Zsuwasz ją kiedy chcesz
Przekonać się, czy to na pewno 
Miłość
O miłość trzeba dbać 
Karmić ją cały czas
Szczególnie gdy leżymy razem
Dotyk
A po nim cisza słów
I ocieranie skóry
Nagle czerwonej od nabiegłej krwi 
Mojej i twojej krwi 
Zachłanni, więcej jej produkujemy 
żeby dalej, dalej, dalej...
Miłość to czas
W słowach pozamykany
A ja kłopoty z niedomówieniami mam
Miłość to czas
Z czasem zapominamy 
A ja kłopoty z zapamiętywaniem mam
(sł. Janusz Radek)


Przedwczoraj nie potrafiłam się pozbierać po kłótni z Uwodzicielem. Tak bardzo bolało mnie to, co mi powiedział... Wczoraj widzieliśmy się chwilę i dalej się kłóciliśmy. Odwołał nasze całonocne spotkanie, które miało być w przyszłym tygodniu. Ja byłam za tym żeby się spotkać, aby porozmawiać. Poprosił mnie żebym zadzwoniła jak dojadę do domu.
Zanim się do siebie dodzwoniliśmy, przepłakałam godzinę. Dałam sobie prawo do płaczu, a raczej terapeutka na ostatniej sesji mi dała to prawo. Powiedziała, że pomimo tego, iż wiem od początku, że ten związek zmierza ku końcowi, to będę cierpieć jak po normalnym rozstaniu. Gdyby nie te słowa to pewnie bym nie płakała. 
W końcu, gdy już rozmawialiśmy z U., doszliśmy znowu do porozumienia. Spotkanie jednak się odbędzie.
Dzisiaj rano zadzwoniłam do niego i okazało się, że jest chory. Już wczoraj źle wyglądał i mówił, że coś go bierze. Dzisiaj słyszałam w słuchawce, że rzeczywiście nie jest dobrze. Spotkanie odwołane. Nie, nie złoszczę się o to, bo to sytuacja losowa.
Jednak mam wspomnienie jego wzroku, gdy się kłóciliśmy. Jego słowa o tym, że nie ma co się starać, bo i tak nie będziemy ani parą, ani małżeństwem. Jego brak odwagi, aby powiedzieć mi co myśli.
Kiedy dzisiaj odwołał to spotkanie zorientowałam się, że to koniec. Nic na siłę - to nasza dewiza. Nie wytrzymamy ze sobą dłużej, brakuje już tej energii, tej odwagi, aby sprzeciwiać się otoczeniu. Myślę, że oboje to wiemy. Ja byłabym w stanie jeszcze walczyć, ale widzę, że on już nie. Nic na siłę.

Dzisiaj też płakałam. Tak bardzo boję się samotności! Boję się, że nigdy nikogo nie spotkam. Ale w takim układzie z Uwodzicielem jaki teraz mam tylko marnuję swój czas. Trzeba podjąć jakieś kroki zamiast tkwić w marazmie.

Usłysz mnie!

Znam ten utwór od lat, ale dzisiaj po raz pierwszy wzbudził we mnie takie emocje. Yiruma i jego River flows in you. Polecam posłuchać!



W akompaniamencie Yirumy chcę wykrzyczeć mój żal, moją frustrację i złość.
Uwodzicielu... Moje uczucia względem Ciebie są tak dziecięco szczere i gwałtowne. Uwielbiam z Tobą rozmawiać, przytulać się do Ciebie, kochać się z Tobą. Usłysz jak bardzo blisko chcę z Tobą być. Chciej i Ty być przy mnie, chciej mi ufać, ufaj...
Dlaczego jesteś podejrzliwy i zazdrosny? Dlaczego nie powiesz jasno co Ci nie odpowiada tylko chodzisz okrężną drogą milczenia? Dlaczego grozisz rozstaniem? Dlaczego manipulujesz mną? Wiesz, że nie mogę się na to godzić! Nie pozwolę nikomu, aby mną manipulował, aby manipulował moim lękiem przed odrzuceniem.
Uwodzicielu, to był ostatni raz kiedy pozwoliłam Ci na takie zachowanie względem mnie. Kocham Cię. Ale nie będę pozwalała, aby Twoje niskie poczucie własnej wartości wpływało na mnie, budząc we mnie tak wiele frustracji, żalu i złości. Nie potrafię sobie z tym radzić, a muszę szanować siebie i swoje zdrowie.
Nasza relacja powoli dobiega końca, oboje o tym wiemy.
Jeszcze trochę to potrwa, ale niedługo. Dobrze będzie rozstać się w przyjaźni.


Zagoniona w kąt
Twoim milczeniem
Krzyczę: Usłysz!
Bez słów.

Z sercem przepełnionym lękiem
Nasłuchuję twoich kroków
Szepczę: nie opuszczaj mnie
Ale ty nie słyszysz.

Bo zatonąłeś

w milczeniu

Jak pies z kotem

Uwodziciel: Panno Mary, idzie pani zapalić?
Ja: Jasne, tylko zaniosę rzeczy.
Poszłam na swoje stanowisko pracy, odłożyłam to, co niepotrzebne, wzięłam papierosy i szczęśliwa zjechałam na dół. Szczęśliwa i nieco skrępowana, bo nie wiedziałam jak się zachować. Wszyscy nas obserwują, plotkują... Jak się zachować, aby było dobrze?
Ja: Jestem, możemy iść
Uwodziciel: Super. Waldek, idziesz?
I tak w trójkę wyszliśmy na papierosa. Zauważyłam, że Uwodziciel stoi daleko ode mnie. Może to i dobrze?
Gadka szmatka.
Zza drzwi wychodzi Stefan. Stefan to jedna z niewielu osób, które ze mną normalnie rozmawiają.
Ja: Stefan, ty dzisiaj masz zmianę?
Stefan: Tak, ty też?
Ja: Tak, super!
Chwilę później.
Ja: Dobra chłopaki. Idę, bo ktoś tu musi pracować!
Pożegnałam się z Waldkiem i Uwodzicielem i poszłam. Przesiedziałam 24h w pracy i poszłam do domu. Następnego dnia Uwodziciel miał zmianę. Dzwonię do niego z rana - nie odbiera. W końcu oddzwania i już słyszę, że jest obrażony.



Kłóciliśmy się cały dzień. Kompletnie nie rozumiałam o co mu chodzi, o czym on do mnie rozmawia, co mu znowu nie pasuje!? Że on nie lubi Stefana? Skąd ja miałam o tym wiedzieć. Zresztą, co z tego, że on go nie lubi? Ja lubię i mogę lubić kogo tylko chcę. Wszystko wisiało na włosku. Popołudniu byłam na piwie z kumplem z byłej pracy. Opowiedziałam mu wszystko, całą historię z Uwodzicielem i poprosiłam żeby olał fakt, że przyjechał samochodem i upił się ze mną. Wypiliśmy kilka piw, były szczere gadki i nieco rozluźnienia. Przeszedł mi gniew na Uwodziciela. A był potężny, naprawdę. W kłótni powiedziałam mu, że ma mnie przestać uważać za dziwkę, która puści się z każdym, z którym rozmawia. Wykrzyczałam to będąc w McDonaldzie. Także było ostro. Za to po piwkach sytuacja nie była już taka straszna, choć na poważnie rozważałam rozstanie.

Dzisiaj rano (o 5:30!!!) dzwoni do mnie Uwodziciel. Przez przypadek. Pisał mi smsa z życzeniami na dzień kobiet. Znowu ta sama gadka - że jak ja mogłam i tak dalej. Ale było też coś nowego, powiedział "nie robi się takich rzeczy kiedy twój chłopak jest przy tobie". To zdanie dźwięczało mi w głowie. To o to chodzi! Odwróciłam sobie sytuację. Ja stoję przy nim i nagle on do jakiejś panny wyskakuje z tekstem "fajnie, że jesteśmy dzisiaj razem na zmianie!". Zrobiłoby mi się przykro. Oj tak, jak cholera. I w końcu zrozumiałam o czym on mówi!
Duma do kieszeni i trzeba przepraszać.
Przeprosiny przyjęte. Już jest dobrze.
 No prawie. Ja mam pewne wyrzuty jeszcze, ale dzisiaj ich nie będę roztrząsać, bo on jest zmęczony po pracy. Wczoraj ja byłam zmęczona po pracy i wiem, że nie do końca człowiek wtedy kuma co się do niego mówi. Poruszę ten temat jak będziemy mieli całą noc dla siebie.
Chodzi mi o jego brak zaufania i podejrzewanie mnie o kręcenie z całą rzeszą facetów. To mnie boli.

Bądź na już



Bądź na już
Nie chcę czekać dłużej tu
Tracę oddech, ślad mych stóp
Rozwieje wiatr
Brak mi słów 
Potrzebuję ciebie tu
Coraz więcej myśli w głowie nie o Tobie mam

Biorę oddech, gubię krok
Tyle zdarzeń, wyobraźni głos 
Znów pod prąd, gdzieś nas gna 
Nie istnieje wokół czas 
Nierozsądny życia bieg
Lecz nie mów mi, nie mów mi nie

Ref:
Ucieknijmy za horyzont gdzieś 
Ten pierwszy raz 
Zapomnijmy o tym, czego tak nam było brak 
Grawitacji mówimy pas
Tyle sił jest w nas 
Uciekniemy za horyzont gdzieś 
I nie mów mi, nie mów mi nie 

Składam znów
To, co było w prosty wzór 
Nie chcę liczyć wszystkich ról
W tej grze na czas 
Kilka słów
Podzieliło nas na pół 
Sama nie wiem, czy tak dobrze Ciebie znam 

Biorę oddech, gubię krok, 
Tyle zdarzeń, wyobraźni głos 
Znów pod prąd, gdzieś nas gna 
Nie istnieje wokół czas
Nierozsądny życia bieg 
Lecz nie mów mi nie mów mi nie

Bądź na już
Nie wybieraj dróg na skrót
Nigdy wcześniej tak jak dziś
Nie było nas
I nie mów mi, nie mów mi nie



A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać razem za granicę? Porzucić to, co mamy tutaj i zbudować coś naszego? Być razem każdego dnia. I nie mów mi, nie mów mi nie!

Ja: Tęsknię za tobą. Może rzucimy wszystko i wyjedziemy daleko za granicę?
Uwodziciel: Rozmawialiśmy już o tym... Nie szalej!
Ja: Tak, wiem. Ale będę co jakiś czas próbować!

Śmiechy chichy... Ale gdyby się zgodził to bym pojechała. Jejku, marzę o tym! Gdybym miała jego to miałabym to, czego potrzebuję. Z przyjaciółmi bym zachowała kontakt, z siostrą i babcią też. Może wreszcie bym zaczęła żyć swoim życiem! 

miłość

Doktorka zwiększyła mi antydepresant w zeszłym tygodniu i chyba zaczyna mi się górka, bo szalone pomysły wpadają mi do głowy. Chodzę na siłownię, jestem nerwowa. Za cztery dni mam wizytę, zobaczymy co na to powie. Nie umiem usiedzieć na miejscu, a ludzie doprowadzają mnie do szału. 
To tabletki czy Uwodziciel?
Pamiętam jak jeszcze kilka dni temu siedziałam w depresji i zbierałam się na heroiczny wysiłek jakim było wyjście z domu, aby iść na siłownię. Zrezygnowałam. Aż w pewnym momencie on zadzwonił. I tak jakby słońce we mnie wzeszło. Zyskałam siły na wszystko!
I to teraz działa za każdym razem jak dzwoni. Jest moim słońcem, budzi we mnie nadzieję. Tak jeszcze nie było.

W blasku księżyca - randka z Uwodzicielem


Księżyc świecił wyjątkowo jasno, ulicami raz na jakiś czas przejeżdżał jakiś zaspany kierowca. Rozpoczęliśmy naszą przygodę na stacji benzynowej, ponieważ bardzo lubię kawę z tego miejsca. Uśmiechałam się do siebie, bo on był blisko mnie. Tę stację benzynową odwiedziliśmy jako para.
Szliśmy spacerowym tempem, opatuleni kurtkami jak dwa duże bałwanki, przytuleni do siebie, z kubkami ciepłej kawy w dłoniach i nieco rozbawieni całą sytuacją. Schadzka w nocy. Gdzie tu iść skoro oboje jesteśmy na służbie, nie możemy się za bardzo oddalać od naszych obiektów i nie chcemy, aby ktoś nas zobaczył. Jakieś krzaki?
Zatrzymaliśmy się w jakimś ciemnym zaułku. Pocałunek smakował zupełnie inaczej niż zwykle, można było w nim wyczuć magię romantyczności. Pragnienie, które wezbrało w naszych ciałach musiało zostać stłumione w sercach, pozostać niespełnione. Nie mieć tego, czego się pragnie i cieszyć się z tego - to szaleństwo zakochanych.
Nasza randka nie byłaby naszą gdyby zabrakło na niej muzyki. To ona nas z początku połączyła. Wrażliwość na słowo i muzykę to z pewnością nasza wspólna cecha. Tak więc puściliśmy coś i patrzyliśmy na siebie. To zabawne. Jego oczy miały w blasku księżyca nieco inny odcień brązu niż zwykle. 
Nasze spotkanie nie trwało długo. A już z pewnością za krótko. Tak to już jest z udanymi randkami. Kiedy mnie odprowadzał, w moim ciele wezbrało uczucie miłości do tego człowieka. 
Zaraz po niej przyszedł ból. 

Jestem tylko pierdoloną kochanką
Czy coś z tego wszystkiego jest prawdą?


Siedzę jak sparaliżowana i patrzę na ekran komputera. Zadaję sobie pytania, które zwykle spycham w tył głowy bojąc się, że przygniecie mnie ich ciężar.

Dlaczego nie mogę się nim cieszyć bez bólu? W momencie, gdy czuję przypływ miłości w tempie błyskawicy przychodzi ból związany z tym, że jestem tylko kochanką, w dodatku jedną z wielu w historii jego życia. Czy czymś się wyróżniam? Czy jestem tą wyjątkową kochanką? I jakie to ma znaczenie? Nienawidzę tego pytania, bo ostatnie czego chcę to się porównywać. Sama z własnego doświadczenia wiem, że każdy związek jest inny i to, że kochałam jednego nie znaczy, że nie kocham tego. Nie da się porównać do siebie dwóch związków, każdy jest wyjątkowy. Mimo to stawiam sobie to pytanie. Czy jej też to mówił? Czy na nią też tak patrzył? Już nie mówiąc o żonie. Czy on myśli o mnie, gdy przy niej jest? Dlaczego chcę, aby myślał? Dlaczego czuję satysfakcję, gdy wyobrażam sobie jak on myśli o mnie, gdy ona jest przy nim?


Kochanie, kiedy mówisz o tym, że gdybyś był dwadzieścia lat młodszy to byś się nie zastanawiał tylko bylibyśmy razem... wiesz, to jest bardzo miłe i piękne, ale boli. Boli jak cholera, bo to się nie stanie. Ale mimo to chcę to słyszeć, chcę żebyś to mówił. Chcę żebyś mówił, że jestem jedyna w swoim rodzaju i najważniejsza dla Ciebie. Co z tego, że w to nie wierzę. Powtarzaj to tak często, aż w końcu uwierzę, chociaż na chwilę. Wiem, że będę później cierpieć. Proszę, spraw, abym przez ten czas, gdy ze sobą jesteśmy, była tu i teraz w morzu szczęścia i miłości. Jest dobrze, nie psujmy tego.



Kiedy pisałam tę notkę, wyszłam, aby zapalić papierosa. Zadzwoniłam do niego. Rozmawialiśmy.
Powiedziałam mu, że go kocham.

Czy wiesz, ty piękna i ty uśmiechniona, 
Której usteczka rozchyla pustota, 
Co znaczy "kocham", to najświętsze słowo, 
Co pada z piersi jako strzała złota, 
I jak królewskiej purpury zasłona, 
Oddziela ciebie, wzruszeniem różową 
I drżącą snami szczęścia dziewiczemi, 
Od wszystkich ludzi na całej tej ziemi, 
Byś otworzyła jednemu ramiona? 

Czy wiesz ty o tym, motylu i kwiecie, 
Poranków wiosny ty śpiewna ptaszyno, 
Że ta godzina, w której usta twoje 
Szepczą to słowo, jest cudów godziną? 
Że wtedy jasno robi się na świecie, 
Że srebrem biją wszystkie żywe zdroje, 
Że róże w pąkach płonią się wiosenne, 
Że dziwne mary, rozwiewne i senne, 
Ciałem się stają pod drżącą twą dłonią? 
Że w twej źrenicy, jako w pryzmie słońce, 
Życie odbija blasków swych tysiące 
I załamuje promień brylantowy?... 
Że noc koronę srebrną swojej głowy 
U stóp twych w chłodnych rozsypuje rosach? 
Że twym wzruszeniem drżą gwiazdy w niebiosach?
Maria Konopnicka - Do kobiety

Już dawno nie miałam tak emocjonującej nocy jak ta. Emocje gromadziły się we mnie od tygodni i próbowałam sobie z nimi jakoś poradzić, zrozumieć, przeżyć. Aż w końcu tej nocy sięgnęły zenitu. Kiedy wróciłam ze spaceru było mi aż słabo, świat wydawał się obcy, a ja w nim nieobecna. Do momentu, gdy Uwodziciel nakłonił mnie do zwierzeń. Wypowiedziałam wszystkie pytania, które tutaj zapisałam oraz te przemyślenia, które zamieściłam w poprzedniej notce. Przyjął je. A gdy wyznałam mu miłość... odczułam ulgę. Pewnie zastanawia Was czy on odwzajemnia moje uczucia? Wyznał mi to już kilka miesięcy temu, ale wtedy powiedziałam, że nie chcę o tym słyszeć, że to tylko boli. Dzisiaj nie bolało, dzisiaj przyniosło ukojenie.
Pamiętam jak powiedziałam terapeutce wtedy, że Uwodziciel wyznał mi miłość i ja powiedziałam mu, że on wcale tego nie czuje, że tylko mu się wydaje. Powiedziała mi, że tak nie wolno robić, że to jest zaprzeczanie czyimś uczuciom. Przeprosiłam go na następny dzień, ale od tego momentu w ogóle o uczuciach nie mówiliśmy - aż do tej wspaniałej nocy.
Nie bałam się wyznać mu miłości. Wiedziałam, że on też odczuwa to uczucie. I on też wiedział, że ja je odczuwam. To widać po sposobie traktowania drugiej osoby, po spojrzeniu, dotyku, tonie głosu. Jednak wypowiedzenie tego głośno... To przynosi radość.
Ja nie wyznaję miłości często. Uwodziciel jest drugim mężczyzną, któremu to powiedziałam. To naprawdę wyjątkowe uczucie.

Tropem długopisa

…Kocham ciebie w domu, 
Kocham cię na mieście… 
Dość milczałam! Zrozum! 
Dziś wygarnę wreszcie:

Mówiąc o miłości 
trzymasz mnie pod kluczem, 
no, a mnie to złości, 
a ja chcę ci uciec!

Chciałbyś mnie jak owoc 
trzymać stale w ręce, 
pleść ze słowem słowo 
w życiu i w piosence.

Lecz do tego tekstu 
ja się nie nadaję – 
czasem kocham, jestem, 
a czasem – przestaję.

Tak to jest u ludzi, 
że przy cieniu cień… 
Przy mnie można 
budzić się co drugi dzień!

I choć drżą mi ręce 
nad pointą tą – 
nie zobaczysz więcej 
oczu mych za mgłą!

Bo nie można wcale 
mnie na co dzień mieć. 
Chociaż bardzo chciałam 
nie umiałam chcieć.

Agnieszka Osiecka

Ten wiersz zapisałam w dzienniku w 2012 roku. Niestety dalej idealnie do mnie pasuje... mam nawet wrażenie, że bardziej niż wtedy.
Nie dotyczy to tylko związków romantycznych, ale wszystkich moich relacji międzyludzkich. Wszystko jest dobrze dopóki ktoś nie wymaga ode mnie stałości, wierności, zaangażowania, długotrwałego wsparcia. 
Chociaż bardzo chciałam / nie umiałam chcieć.


Czytałam wczoraj moje stare dzienniki - od 2006 roku. Zaskoczyło mnie to jak niewiele pisałam o tym co działo się we mnie i o tym co działo się w domu. Pewnego dnia zapisałam, że rok wcześniej prowadziłam różne dzienniki i nosiłam czerwone bransoletki co oznacza, że się głodziłam. Innego dnia wspomniałam, że mój ówczesny chłopak jest bardzo czuły i miły i zastanawiałam się czy to dlatego, że powiedziałam mu o myślach samobójczych i depresji.
A o czym pisałam? O swoich idolach. O spotkaniach z nimi, o marzeniach z nimi związanych, o znajomych z fanclubów. Uciekałam w wyimaginowane światy... Sama nawet zapisałam w pewnym momencie, że przespałam poprzedni rok właśnie przez zaangażowanie w sprawy związane z idolem. Myślę, że robiłam to celowo, nie sądziłam, że będę chciała sobie kiedykolwiek przypomnieć to, co działo się pod tym snem

Tropem długopisa

Kiedy czytałam te dzienniki czułam się jak detektyw. Naprawdę chwilami pisałam takim szyfrem, że mi samej ciężko było dociec co tak naprawdę miałam wtedy w głowie i o co mi chodziło. Zawsze się bałam, że ktoś przeczyta o moich sekretach, o tym, że mam swoje problemy, że mam problemy ze sobą. Zakładałam też wiele różnych zeszytów. Były zeszyty do zapisywania postępów w odchudzaniu - te trzymałam zawsze w najciemniejszych zakątkach szuflad, szaf, łóżek żeby tylko nikt ich przypadkiem nie znalazł. Prowadziłam blogi - też przede wszystkim o odchudzaniu, które później usuwałam z sieci. Natomiast w głównym dzienniku zapisywałam same neutralne sprawy - takie, o których ewentualny nieproszony gość mógłby przeczytać i nic by się konkretnego nie dowiedział. Nie wszystko dzisiaj pamiętam, wiem za to, że wiele zeszytów zniszczyłam. Myślę, że sama padłam ofiarą swojej ostrożności. Zastanawiam się czy przypadkiem nie było tak, że pisałam o tych idolach a w innym zeszycie (który później został zniszczony) zapisywałam to, co naprawdę ważne..?

Udało mi się jednak dotrzeć do trzech ważnych dat. 

Do daty, w której moja mama miała próbę samobójczą.
Do daty, w której po raz pierwszy napisałam o tym, że zaczęłam się głodzić.
I do daty, w której po raz pierwszy napisałam o depresji.
Znam siebie na tyle, że wiem, że skoro o tym napisałam to znaczy, że działo się to już nieco wcześniej - stało się to już jakąś moją normalnością, moim codziennym życiem.

Postaram się podjąć temat na terapii.

Na której powinnam też powiedzieć o tym, że mam myśli autoagresywne - o cięciu się i głodzeniu. Z głodzeniem to już taki początek czynu... Okazało się, że mam współlokatorkę anorektyczkę, rozmawiałyśmy sporo. Prosiła mnie o radę i oczywiście powiedziałam jej, że ma iść do psychiatry, że jej pomogę i inne takie pierdoły... Ale w środku zazdrościłam jej tego jaka jest chuda, jaka silna i wytrwała.... I poczułam się bardzo gruba.
Wcale nie mam ochoty o tym mówić terapeutce. Nie wiem jeszcze co zrobię.
© Sleepwalker | Wioska Szablonów | X | X