Moja twórczość

Obrazy na sprzedaż

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mania. Pokaż wszystkie posty

Objawy choroby afektywnej dwubiegunowej + TEST

Minął już ponad rok od mojej diagnozy, która brzmiała „Choroba afektywna dwubiegunowa”.
Myślę, że to dobry czas na podsumowanie pewnych rzeczy i podzielenie się z Wami sposobami na radzenie sobie z tą chorobą.

W jaki sposób zdiagnozowano u mnie chorobę afektywną dwubiegunową?

Zanim trafiłam do „mojej” Pani Doktor, leczyłam się u dwóch innych psychiatrów. Pierwszy rozpoznał u mnie borderline i przewlekłą depresję, a drugi stwierdził nerwicę.
Oboje, gdy tylko robiło się lepiej, przerywali leczenie. Natomiast mi po pewnym czasie robiło się znowu gorzej. Moja przyjaciółka obserwowała to wszystko i w końcu podała mi namiary na Panią Doktor. Cena pierwszej wizyty mnie powaliła: 250zł! Następne po 150zł. Przyjaciółka jednak powiedziała, że dopóki nie będę miała pieniędzy żeby sama płacić za wizyty, ona będzie płacić za mnie. To było bardzo wielkoduszne z jej strony szczególnie, że z początku miałam nawet po cztery wizyty w miesiącu.
Nauczona doświadczeniem, po wizytach u poprzednich psychiatrów, postanowiłam się naprawdę porządnie do tej wizyty przygotować. Robiłam notatki, wypisywałam w punktach swoje objawy, próbowałam nawet robić wykresy. W końcu stwierdziłam, że najlepiej będzie wziąć swoje pamiętniki z ostatnich dziesięciu lat i pozaznaczać w nich najważniejsze fragmenty.
Myślę, że to był najlepszy pomysł. Pani Doktor przeczytała to, co jej przedstawiłam i powiedziała, że rzadko zdarza się pacjent, u którego tak wyraźnie widać chorobę afektywną dwubiegunową.

Dlaczego ciężko jest zdiagnozować ChAD?

Najpewniej dlatego, że pacjenci przychodzą do psychiatry wtedy, kiedy jest źledepresja, stan mieszany. W stanach manii lub hipomanii zarówno pacjent jak i jego otoczenie myślą, że osoba chora na depresję ozdrowiała i przyjmują nadmiar energii za coś normalnego i dobrze wróżącego na przyszłość.

Choroba afektywna dwubiegunowa to oszustwo umysłu!

Te słowa kiedyś powiedział mi mądry człowiek (Krzysiu, jeśli to czytasz, to pozdrawiam!). W życiu chorych na ChAD jedynie stan remisji jest stanem „prawdziwego ja”. Chory musi nauczyć się rozpoznawać fazy swojej choroby i pamiętać, że to, co czuje, myśli, robi i mówi może być wynikiem choroby. Cały czas trzeba mieć siebie pod ścisłą obserwacją.
Mi w pamiętaniu o tym pomaga ta piosenka:



Czym jest depresja w chorobie afektywnej dwubiegunowej?

Depresja w ChAD zwykle nieco różni się od normalnej depresji. W chorobie afektywnej dwubiegunowej depresja jest cicha i boli tylko w środku, najczęściej nie wychodzi na zewnątrz poprzez łzy. Płaczliwość jest za to domeną depresji jednobiegunowej. W ChADzie człowiek żyje i cierpi po cichu. Jest jednak pewien plus choroby afektywnej dwubiegunowej – chory wie, że ten stan kiedyś się skończy. Nie wie kiedy, często boi się, że jednak się nie skończy, ale doświadczenie mu podpowiada, że kiedyś przyjdzie lepszy czas.

Czym jest mania w chorobie afektywnej dwubiegunowej?

Mania w ChAD to stan ogromnego uniesienia. To stan, w którym pacjent wierzy, że może wszystko i nikt nie jest w stanie zmienić jego myślenia o sobie. Kiedy ktoś próbuje porozmawiać z nim i przekonać go do innych racji – reaguje agresją. Uważa, że wszyscy są w błędzie i tylko on ma racje. Mania w stosunkach międzyludzkich może objawiać się dwojako: agresją wobec innych bądź stanem „kocham wszystkich i wszystko”.
Chory, który jest w stanie manii, często wierzy, że ma jakąś wyjątkową misję do wypełnienia. Kto jak nie ja? W końcu jestem taki wyjątkowy/taka wyjątkowa. Ja najczęściej w stanie manii odczuwam, że przewiduję przyszłość, uznaję, że sen jest dla słabych, mam mnóstwo genialnych i… „genialnych” pomysłów. Nie da się przemówić mi do rozsądku. Kiedy robię coś, o czym wiem, że inni będą uważali to za maniakalne – ukrywam to przed nimi albo ich oszukuję.

Czym jest hipomania w chorobie afektywnej dwubiegunowej?

Hipomania w ChAD to faza dosyć przyjemna. Pani Doktor określa to jako uczucie zakochania bez zakochania. Zgadzam się z nią. Kolory świata są piękniejsze, muzyka bardziej brzmiąca, ludzie wydają się łatwiejsi do kochania. W hipomanii ma się przypływ sił, ale nie tak gwałtownych jak w manii. Na twarzy pojawia się szczery uśmiech, rzadko występuje agresja. Chory zachowuje krytycyzm wobec siebie, swoich pomysłów i otaczającego go świata.
Niebezpieczeństwo hipomanii polega na tym, że wcale nie ma się ochoty mówić o tym stanie lekarzowi. Tak, jak mania jest od razu widoczna w kontakcie z lekarzem, tak hipomanię da się ukryć. Natomiast hipomania może doprowadzić do manii. I co najważniejsze – im dłuższa hipomania/mania tym dłuższa później depresja. W końcu jesteśmy na huśtawce.


Czym jest stan mieszany w chorobie afektywnej dwubiegunowej?

Stan mieszany w ChAD to połączenie (hipo)manii i depresji. Brzmi niewiarygodnie? Jednak to możliwe. I jest to stan najgorszy z możliwych.
Wyobraź sobie, że przelatuje Ci przez głowę tysiąc genialnych pomysłów, ale jednocześnie siedzisz na krześle i jesteś tak słaby, że nie możesz się ruszyć. Albo na odwrót: czujesz ogromne pobudzenie psycho-ruchowe, ale nie wiesz co masz ze sobą zrobić, wszystko wydaje się bez sensu, a Twoja wiara w siebie jest równa zeru. Tak to wygląda.

Remisja, czyli stan, do którego dążymy w chorobie afektywnej dwubiegunowej

Myślę, że każdy chory na ChAD, który doświadczył remisji przyzna, że jest to najpiękniejszy stan jaki może być. To stan zdrowia. To w remisji mogę doświadczyć tego, jaka jestem w rzeczywistości. Brak lęków, realne podejście do otaczającego świata, brak wyolbrzymionych emocji. Coś pięknego

Choroba afektywna dwubiegunowa – test

Tę notkę pisałam przede wszystkim dla tych osób, które podejrzewają u siebie ChAD, ale ciągle nie są tego pewni. Notka jest również przeznaczona dla bliskich, którzy podejrzewają u kogoś tę właśnie chorobę.
Aby zwieńczyć całość moich wypocin dorzucę jeszcze linka do testu na ChAD ze strony psychiatria.bydgoszcz.eu
Oczywiście żaden test nie zastąpi wizyty u psychiatry.
Co ważne – jeżeli jakiś psychiatra Ci nie odpowiada, nie masz do niego zaufania albo czujesz wewnątrz siebie, że jego diagnoza Ciebie nie dotyczy, idź do kolejnego. Choroby psychiczne są na tyle wyjątkowymi chorobami, że współpraca pacjent – lekarz musi być na naprawdę wysokim poziomie. 

Jedyne co prawdziwe to jest tu i teraz!


Jestem mega naładowana. Ekscytacja, radość, poczucie humoru, chęć gadania o wszystkim. 
Wszystko jest możliwe, ze wszystkim dam sobie radę!
Zapisałam się na dwuletni kurs języka angielskiego. Jutro zaczynam. Mam nadzieję, że po kilku miesiącach kurs zacznie spłacać sam siebie, bo zacznę dawać korki dzieciakom z klas 1-8.
Tak, tak. Dałam znać pani doktor, że to hipo albo nawet mania. Mam odstawić seronil.
Koleżanka dietetyczka, która będzie mnie prowadzić w diecie kazała mi przez najbliższe trzy dni zapisywać wszystko co jem i piję. To będą jaja. 
Sorry za chaos, ale jestem taka podekscytowana wszystkim, że ciężko to ogarnąć. Nie wiem czy dzisiaj zasnę. Zeszłej nocy spałam trzy godziny.
Ta notka to jest przykład tego jak nagle mogą się zmieniać fazy w dwubiegunówce. Jeszcze trzy dni temu życie było do kitu. Dzisiaj jest niesamowite.

(hipo)mania?

Stan mieszany chyba przechodzi w hipomanię... albo manię, bo jakoś mi to poważniej wygląda. Mam mnóstwo pomysłów... Kupić telewizor, laptop, kurs języka angielskiego, prawo jazdy, mam ochotę sprzątać, sprzątać, sprzątać...

Jutro skontaktuję się z panią doktor. Być może trzeba odstawić Seronil.



No właśnie, może przy okazji napiszę jakie leki i suplementy biorę.

Leki psychotropowe:
Propranolol 10mg 1-1-1
Preheftari 2,5mg 1-0-0
Seronil 10mg 1-0-0
Kwetaplex xr 450mg 0-0-1
Kwetaplex 150mg 0-0-1
Convulex 500mg 1-0-1

Leki na tarczycę
Eythyrox 75mg 1-0-0

Suplementy
kwas foliowy 0-0-1
Controloc control 1-0-0
Wit. D 1000j 1-0-0

Od wczoraj jestem u rodziców, bo nie chciało mi się samej siedzieć w domu. Nawet jest spokój.
Tylko we mnie cały czas coś nie gra.
To mnie najbardziej denerwuje w tej chorobie. To, że nigdy nie wiadomo co będzie jutro, jaki pomysł jest mój, a jaki jest od choroby. Czy entuzjazm jest zdrowy czy hipomaniakalny...I dlaczego akurat dzisiaj jest hipomania, wczoraj stan mieszany a za tydzień depresja? Albo na odwrót. Albo bez depresji. Albo bez hipomanii... Jak to wszystko działa? I czy to ja coś robię źle czy to samo tak się dzieje? I ten moment kiedy wiesz, że zaczyna się (hipo)mania i mogłoby być wspaniale... ale wiesz też, że potem będzie mnóstwo długów i kac moralny plus depresja. Bez sensu.

Myślenie ma przyszłość - ja... mhmm...


Och, mam dosyć!
Tak wiele we mnie myśli, pomysłów, zapędów... i obsesyjnych myśli na temat Uwodziciela. Tych najbardziej się wstydzę.

Rachel Reiland - Uratuj mnie

Nie śpię, bo cały czas myślę o tym... o czym właściwie? O wszystkim. 75% myśli dotyczy Uwodziciela oczywiście, a reszta to... no dobra, jeszcze 10% na temat Uwodziciela - jaki prezent dać mu na święta. Reszta to jedzenie, ćwiczenia, jak to zrobić żeby jak najczęściej być na siłowni (jest pewien problem - prawie codziennie pracuję po 12 godzin). Dalej, myśli o tym jak bardzo zawodzę babcię. Myśli o tym, aby przerwać znajomość z przyjacielem-księdzem, który mnie już od bardzo dawna irytuje i nasza znajomość nie ma sensu, w dodatku dał mi ultimatum, że albo on albo Uwodziciel (okłamałam go żeby nie przerywać znajomości). Dzisiaj już byłam o krok od tego, aby mu powiedzieć prawdę, aby go sprowokować do zerwania naszej znajomości. Powstrzymałam się w ostatniej chwili starając przetłumaczyć sobie, że prawdopodobnie to stan maniakopodobny.
Myślę też o tym, aby znowu nauczyć się świadomie śnić, ale to przy lekach raczej nie wyjdzie. I tutaj pojawia się myśl, że mogłabym zrezygnować z części leków... Boję się też tego, że przyjdzie depresja, a ja nie chcę, nie chcę jej!
Powinnam o tym wszystkim powiedzieć lekarce.
Zastanawiam się jak to zrobić żeby móc się trochę przespać (jestem w pracy na 24h) jak wrócę do domu, na 13 iść do lekarza, potem iść na siłownię i wieczorem spotkać się z Uwodzicielem. A rano do pracy. To nierozsądne. Z czegoś powinnam zrezygnować. A wszystko jest takie ważne! Jeszcze muszę spisać kilka tekstów z bloga do pamiętnika, bo ostatnio mocno go zaniedbałam i wszystko co ważne piszę tylko na blogu. Blog, znając mnie, kiedyś usunę, a razem z nim moje wspomnienia.

Jak widać piszę tę notkę z bezradności. Nie wiem co mam ze sobą zrobić.

Zaraz eksploduję! (Hipo)mania w ChAD?


Wróciła.
Nie wiem skąd się wzięła, ale znowu zastanawiam się dlaczego nie uaktywniłam jej wcześniej. 
Energia.

Bo jak nie JA, to kto!?

Zasypiam po północy, wstaję o piątej i rozmyślam o pieniądzach, które zarobię na copywritingu. Wróciła dawna obsesyjna namiętność i tęsknota wobec Uwodziciela. 
I do tego jeszcze jakiś żal/tęsknota/pytania do Boga. 
Combo jakich mało. 
Tak dużo się dzieje i jest... dobrze.
W ostatnich tygodniach przytyłam blisko cztery kilo i jeszcze niedawno się tym zadręczałam, a teraz patrzę na siebie i stwierdzam, że właściwie to świetnie wyglądam i ta waga jest dla mnie idealna. Mam krągłości, mam cycki (!) chyba po raz pierwszy w życiu. 
Chciałabym to zachować, ale jednocześnie bardzo potrzebuję jakiejś formy aktywności - marzy mi się karnet na siłownię. Biegałabym sobie na bieżni, jeździła na udawanym rowerku i pływała udawaną łódką - idealnie! 

Jak dostanę wypłatę to sobie kupię.

Co z tego, że dostanę tylko koło tysiąca złotych? Już mam zamiar kupić sobie za to bieliznę, karnet na siłownię, prezenty dla bliskich, dać rodzicom na życie i odłożyć na telefon. Brawo ja! Co, ja nie dam rady?
Bo jak nie my to ktooo? Bo jak nie my to kto-o-o!

Hipomania w ChAD

Uwodziciel

Muszę przyznać, że miałam ostatnie pewne przebłyski rozsądku dotyczące tego związku. Piszę to z lekkim uśmiechem na ustach, bo szybko udało mi się ten rozsądek stłumić, zepchnąć te myśli gdzieś głęboko, aby przypadkiem nie poprzewracały mi życia. Porażające jest to, że on jest trzydzieści dwa lata starszy. To jeszcze nie brzmi tak źle. Gorzej brzmi: on ma pięćdziesiąt sześć lat! O ja pierdole, nie? W sensie, w żadnym razie na tyle nie wygląda ani się nie zachowuje, może dlatego jest to dla mnie takie porażające. Często o tym zapominam, nie dochodzi to do mnie. Ostatnio mu zaśpiewałam z przymrużeniem oka "czterdzieści lat minęło jak jeden dzień...", a on powiedział "skarbie, gdybym ja miał czterdzieści lat to my byśmy na pewno byli razem!" i to był jeden z tych momentów kiedy się na chwilę zorientowałam jaki on jest... stary! 

Leczenie w ChAD

Dzisiaj zwiększyłam Preheftari do 5mg (1-0-0), bo upewniłam się, że moja drażliwość to nie wina tego leku. Miałam dzisiaj mieć wizytę u lekarza, ale pani doktor psychiatra miała godzinne opóźnienie i nie zdążyłabym do pracy. Także najbliższa wizyta za tydzień.

PS.

Zajebiście się czuję z tym, że wiem kiedy dostanę okres, a nawet mogę to kontrolować. Co z tego, że jestem bezpłodna, czyli nie-do-końca-jestem-kobietą. Zajebiście mi to pasuje. I nie chcę z tego zrezygnować. I nie chcę rezygnować z Uwodziciela. I nie chcę rezygnować z tych wszystkich innych małych rzeczy, których Bóg zabrania. Nie chcę się męczyć w życiu żeby się Mu przypodobać i w zamian mieć Nic. Tak długo prosiłam, błagałam o to, aby w domu było lepiej. Błagałam, aby brat wyszedł na prostą. Błagałam, aby było Dobrze. A cały czas nie było i nie jest. Być może jest mi przeznaczone życie bez dużych cudów, bez nawróceń, bez radości płynącej z bycia z Bogiem. Ale ja tak nie chcę. Nie chcę odpowiadać na pytania co mi daje wiara i starać się wyjść wiarygodnie pokazując sztuczną radość - no bo przecież nie chcę być smutnym katolem. 

Mówię do Boga do mojej opoki: Czemu zapomniałeś o mnie? 
Czemu w smutku chodzę cierpiąc ucisk wroga? 
Śmierć włożyli w kości moje i przeklęli mnie dręczyciele moi, 
kiedy mówią do mnie co dzień: "Gdzież jest twój Bóg?"
Psalm 42,10-11

"dobro jest dobrem
a zło jest złem
sprawiedliwość jest dobrem
a niesprawiedliwość złem
miłość jest dobra
i miłość jest zła
więc dobro jest złem
i zło jest dobrem"
Halina Poświatowska



Ja już nie chcę..!

W niedzielę, po spotkaniu z Uwodzicielem, dopadł mnie pierwszy od jakiegoś czasu stan depresyjny. Kilkugodzinny atak.
Znowu czułam ten przeszywający ból, ten bezsens, brak nadziei, poczucie bezwartościowości, wszechogarniającą obojętność połączoną z irracjonalnymi lękami.
Nie mogłam spać, miałam mdłości.

depresja

Na szczęście następnego dnia miałam wizytę u pani psychiatry.
Opowiedziałam jej w skrócie o ostatnich dwóch tygodniach, o tym jak się czułam, o swoich radościach, o energii, ale też o lękach, drażliwości i agresji.
Przyznałam się również do strachu - strachu przed kolejną depresją.
Pani doktor, ja już nie chcę tego znowu przeżywać, ja nie chcę, boję się, ostatnio było tak strasznie, ja już nie chcę... - prosiłam jak dziecko. Myślę, że moje oczy były tak samo żałosne w tym momencie jak moje błagania.
Uspokoiła mnie mówiąc, że właśnie dlatego tak szybko zwiększa mi dawki leków, aby spróbować stłumić tę depresję w zarodku. Uchwyciłam się tej myśli jak tonący pierwszej lepszej rzeczy - może nie będzie tak strasznie!
Od dzisiaj zaczynam nowe dawkowanie. Pani doktor zapowiedziała, że prawdopodobnie przez pewien (bliżej nieokreślony) czas będę przede wszystkim spała.
I tak do końca miesiąca nie pracuję, więc mnie to nie boli.
Zresztą... chętnie zrobię sobie przerwę od życia. Szczególnie teraz, gdy naprawdę nie wiem co się dzieje wokół mnie. Najpierw jakieś lęki irracjonalne, potem deprecha, potem energia nie wiadomo skąd, teraz za to drażliwość i skołowanie, nieumiejętność zebrania myśli... I znowu deprecha... Pomieszanie z poplątaniem.
Proszę państwa, dziękuję bardzo - ja na chwilę wysiadam, biorę wolne od życia.
Będę w łóżku.
W razie pożaru przenieść w bezpieczne miejsce.

Intensywność



Emocje są bardzo intensywne. Wszystkie.
Miłość, stres, pożądanie, radość, złość, agresja, strach, zmęczenie... Nie widzę w sobie czegoś takiego jak uczucia mieszane. Jak jest jedno to nie ma żadnego innego, to jedno ogarnia mnie całkowicie.

Przez ostatni tydzień sporo pracowałam (taki grafik), więc dobrze, że jestem w tym stanie, a nie depresyjnym. Inaczej nie dałabym rady.
Mieliśmy wczoraj w pracy wizytę Szefa Combo, czyli szefa, który jest szefem mojego szefa. W pewnej chwili w pomieszczeniu 8m2 byłam sama z dwoma szefami i byłam tak zestresowana, że nie wiedziałam co ze sobą począć. Równocześnie byłam tak skupiona na swoich obowiązkach, tak zdeterminowana, aby wypełniać prawidłowo wszystkie procedury, że byłam pod wrażeniem samej siebie.
Po pracy poszłam do mojej byłej pracy, gdzie pracuje Uwodziciel, tego dnia był w pracy. Byliśmy umówieni na późny wieczór, ale wpadłam tam jeszcze pogadać ze znajomymi i z nim. Było świetnie, choć kolega, z którym pracuje Uwodziciel chyba czuł się skrępowany (wiadomo, ploty żyją swoim życiem), bo co chwilę wychodził i zostawiał nas samych - a to żeby umyć naczynia, a to żeby coś tam do jedzenia sobie podgrzać, a to żeby jeszcze jakieś tam naczynia domyć. Zabawne to było. A ja miałam gdzieś to, co myślą inni. Jak to w górce: pierdole! Jest zajebiście!
Kiedy kładłam się spać to byłam tak potwornie zmęczona - całym dniem w pracy, potem tym spotkaniem ze znajomymi i z Uwodzicielem, tymi emocjami, tym śmiechem, uśmiechem, energią, stresem, zdeterminowaniem i skupieniem. Zasnęłam w jednej chwili.

Pisanie, gdy jest dobrze, wydaje mi się "mniej fajne". Nie mam głębokich przemyśleń, mniej jest we mnie melancholii... wydaje mi się to nudne, pomimo tego, że przecież życie w tym czasie jest tak bardzo intensywne. Ale nie umiem tej intensywności opisać.
Po prostu jest zajebiście.
Potrafię załatwić wszystko, przełamać lęk przed wszystkim, jestem pewna siebie i zdystansowana do problemów życia codziennego. Jest pięknie.

Pozytywna pustka

W depresji pisze się ciężko, bo nie ma na nic siły.
W górce pisze się ciężko, bo jest tyle tematów, tak ciężko wybrać jeden i się na nim skupić. Poza tym jest mnóstwo ciekawszych rzeczy to zrobienia.
Zawsze pisze się ciężko, bo trzeba dać coś od siebie w sposób czytelny dla odbiorcy.

choroba afektywna dwubiegunowa pustka


Teraz jestem w dziwnym stanie. Wydaje mi się, że mocno przymulają mnie leki, w dodatku boli mnie brzuch przez kobiece sprawy.
Równocześnie mam tak wiele pomysłów, planów, marzeń, widzę tyle możliwości...
Kurs prawa jazdy, kurs angielskiego, szukanie nowej terapeutki (na wszelki wypadek, bo nie wiadomo jak będzie z tą refundacją), chciałabym podjąć dodatkową pracę żeby ogarnąć finanse...
Ale jestem przymulona. I ten brzuch.

Już nie boję się być w domu. Picie rodzinki przestało mieć na mnie wpływ, ich pijackie gadki nie robią na mnie wrażenia. Jest dobrze i nic mnie nie rusza. Jest w tym dobrze sporo pustki.
Niedawna depresja wydaje się koszmarnym snem i nie rozumiem dlaczego wcześniej się z niego nie wybudziłam skoro to takie proste - pstryk i już.

Jutro mogłabym się zobaczyć z Uwodzicielem, ale mam imprezę rodzinną i tak mi żal... Jakoś to wykombinuję żeby się z nim spotkać. W końcu, jak mówi moja terapeutka, zawsze dostaję to, czego chcę.

Bardzo mi zależy na tej relacji, wręcz niezdrowo... W depresji byłam w stanie zaryzykować własne życie żeby tylko nie odwołać całonocnego spotkania, które planujemy od dwóch miesięcy. Przy mocnych myślach i planach samobójczych byłam zdeterminowana żeby nie iść przypadkiem do szpitala przed terminem naszego spotkania. Za wszelką cenę. Gdyby wiedział jak bardzo mi na nim zależy to chyba by uciekł.
Jednocześnie on mi nie wystarcza... Jest go za mało... Chciałabym poznać kogoś na kim będzie mi podobnie zależeć, ale będzie dostępny częściej. Nie zrywając relacji z Uwodzicielem. Tylko, że wtedy szybko mi się znudzi ten nowy, tak już mam... taka femme fatale ze mnie. Potem irytują mnie rozmowy, smsy, jego przywiązanie i zależność ode mnie. Pani doktor, jak żyć?


Diagnoza - ChAD i borderline

diagnoza chad

Depresja chyba już za mną. Ostatnie kilka dni dały mi możliwość odetchnięcia. Towarzyszy mi jeszcze nikły cień lęków, trochę jak ból fantomowy, ale ogólnie jest naprawdę dobrze.

W poniedziałek byłam u pani doktor. Po raz pierwszy w życiu chciałam uciec z poczekalni. Byłam dobrze przygotowana do wizyty, w końcu przygotowywałam się do niej ponad tydzień - analizowałam siebie, robiłam wykresy, próbowałam znaleźć schematy, zaglądałam w przeszłość. Wiedziałam też w jak kiepskim byłam stanie, gdy do niej szłam. Co prawda brak energii zamienił się już wówczas w energię nerwową, ale pamiętałam swoje myśli i plany samobójcze, jeszcze tego samego dnia rano lęk paraliżował mnie tak, że nie umiałam się ruszyć. Jechałam tam z myślą, że powiem jej na początku "pani doktor, powiem co mi jest, ale niech mi pani obieca, że nie wsadzi mnie pani do szpitala przed 18 listopada!". Byłam spanikowana.
Gdy nadeszła chwila mojego wejścia do gabinetu zebrałam się w sobie i weszłam. Powiedziałam to, co piszę tu na blogu, powiedziałam o Krakowie, o opinii moich bliskich, o tym jak ciężka była depresja i że chyba się już kończy, pokazałam jej mój prywatny dziennik żeby sama mogła poczytać jak to wszystko przebiega "na bieżąco". Pytała o choroby psychiczne w rodzinie, o psychiatrów, do których chodziłam i leki, które brałam. Zapisała cztery kartki A4 notatek po czym je przejrzała, spojrzała na mnie i powiedziała, że ona nie rozumie leczenia, które zostało mi przypisane, że ono jeszcze bardziej mnie destabilizowało - te leki, które brałam doraźnie w dawkach, które miały dosyć szerokie widełki. Powiedziała, że ona leczyłaby mnie inaczej, że rzadko kiedy zdarza się pacjent, u którego tak jasno widać chorobę afektywną dwubiegunową.
Byłam w szoku.
Znaczy myślałam o tym wcześniej, ale usłyszeć coś takiego od lekarza to co innego.
Zapytałam czy w takim razie to wyklucza borderline? Powiedziała, że borderline też mam. I mam też objawy typowo nerwicowe.
Podobno to połączenie ChAD+borderline jest dosyć częste. Przy ChAD nierzadko wytwarza się zaburzenie osobowości z pogranicza, szczególnie gdy człowiek wychowuje się w niesprzyjających warunkach.
Mam leki przepisane na ChAD, będę się z lekarką widywać dosyć często, bo co tydzień-dwa na początku.
Nie wiem czy to trafna diagnoza, zobaczymy. Sądzę, że najbliższy rok to pokaże. Mam nadzieję.

Stonowany luz, czyli o tych w Krakowie




Wszystko smakuje dobrze: jedzenie, rozmowy, dyskusje, sprzątanie, kąpiele, powietrze, muzyka, poezja... nawet modlitwa i wypełnianie własnych planów-obowiązków.

Czuję się tutaj dobrze, swobodnie, jak w domu. Współlokatorki są wspaniałe, opiekunka wspólnoty nas odwiedziła i zmotywowała do działania. Chce się żyć!

Poprosiłam Opiekunkę, aby pomogła mi szukać odpowiedzi na pytania i wątpliwości dotyczące wiary, które mnie nachodzą. Żeby pomogła mi zrozumieć, poznać, odnaleźć. Kiedy przypominam sobie jej twarz kiedy z nią rozmawiałam to czuję się spokojna. Jednak wiem też, że ona nie popuści, to jest kobieta, która działa. Dlatego wiem, że mogę na nią liczyć. Powiedziałam zarówno jej jak i współlokatorkom o moich chorobach - o depresji, nerwicy, o borderline. Wyjaśniłam o co chodzi, czym to się objawia i co wtedy może zrobić druga osoba, jak warto reagować. Nie wiedziałabym tego gdyby nie film Dwubiegunowej, w którym przeprowadziła wywiad ze swoim mężem. Jeśli to czytasz - dziękuję!

Wieczorem poszłam na spacer nad Wisłę, ponieważ płynie w mojej okolicy. Było ciemno, może nawet trochę strasznie... Ale było też wspaniale. Spacer to jeden z moich planów-obowiązków, które sobie ustaliłam na każdy dzień, aby się aktywizować. Wychodząc z mieszkania chciałam chodzić godzinę, choć sądziłam, że będę się męczyć tak długim spacerem. Szłam wiślaną aleją i miałam takie dziwne wrażenie, że właściwie to nie zmieniam swojego położenia, że idę w miejscu. To wrażenie było wywołane tym, że widok wcale się nie zmieniał: po lewej spokojnie płynęła Wisła, w której odbijały się światła kolejnych latarni, nad nią wisiał zimny, niewyraźny księżyc; po prawej ciągnął się jasny mur kontrastujący z zielenią trawy; przede mną ciągnęła się niekończąca się asfaltowa aleja z białą linią, której się trzymałam, a która oddzielała ścieżkę rowerową od strefy dla spacerowiczów. Naszła mnie tam refleksja, że może tak też jest w życiu? Wydaje mi się, że nic się nie dzieje, że nie ruszam z miejsca, ale tak naprawdę z każdym dniem idę naprzód..?



Odwiedziłam też św. Faustynę w Łagiewnikach, przywitałam się. W modlitwie zastanawiałam się czy ja mogę prosić Boga o to, aby pomógł mi zrozumieć... wiarę. Czy może powinnam wierzyć ślepo i nie zadawać pytań, przyjąć to, co jest? Zorientowałam się tam, że to strasznie głupie pytanie. Trzeba użyć rozumu, aby podjąć decyzję. Będę szukać i pytać jak dziecko - w końcu mamy stać się jak dzieci. No i to Bóg jest w nas sprawcą i chcenia i działania, więc moja modlitwa, w której proszę, aby sprawił we mnie chcenie też jest dobra.

Zmieniając temat... Przytłacza mnie to, że nie znam miasta. Dzisiaj zrobiłam sobie dzień na jeżdżenie komunikacją miejską i poznawanie tras, przystanków, możliwości przesiadek. Bardzo to było stresujące, w pewnym momencie nie wiedziałam jak mam się dostać do domu i gdzie ja w ogóle jestem. Byłam zdenerwowana i oczywiście zaczęła się hiperwentylacja. Na szczęście rozmawiałam w tym momencie z siostrą, więc odpuściłam sobie szukanie odpowiedniego przystanku, przystanęłam i wsłuchałam się w to, co ona mówi - to mnie uspokoiło. W takich momentach przytłacza mnie bardzo ilość ludzi wokół, te tłumy, które są wszędzie (szczególnie, że do Krakowa zjeżdżają się studenci, bo zaczyna się rok akademicki), samochody, które generują spory hałas i zupełnie nie zwracają uwagi na pieszych - jeśli nie ma sygnalizacji na przejściu dla pieszych to przejście trzeba zwyczajnie wymusić - w innym razie nikt cię nie przepuści.
To są minusy ostatnich czterdziestu ośmiu godzin, ale pewnie się do nich przyzwyczaję, a część - np. nieznajomość miasta - po prostu zniknie.

Jest dobrze, wspaniale, cudownie. Nawet Bóg stał się znowu bliższy. I równocześnie nie umiem się doczekać powrotu Uwodziciela z wakacji. Jest we mnie jakaś wolność.

Tylko tę wolność zakłóca jedna myśl: jak dupnie to ino roz.
Niepokoi mnie intensywność wszystkiego co odczuwam. Nie jest normalnie, jest euforystycznie i nie raz już tak było. Nie kończyło się to dobrze. Chadowa w dzisiejszej notce porównała się do Ikara, który leci w stronę słońca pełen siły i nadziei, a potem spada i rozbija się o ziemię, bo jego skrzydła się stopiły. U mnie też tak do działa.
Ale może tym razem będzie inaczej? W końcu nie mieszkam już sama.
© Sleepwalker | Wioska Szablonów | X | X